Zagubieni na Malcie

Na Maltę przypływamy z Gozo  w niedzielę, i od razu udajemy się do apartamentu w którym mieszkaliśmy już rok wcześniej, a o którym wspominaliśmy w naszym pierwszym wpisie z 2014 roku. Miejsce nas ponownie nie zawodzi, zostajemy tam cały dzień i łapiemy oddech po atrakcjach Gozo, a przed tym co chcemy robić na Malcie. Na poniedziałek mamy w planach pojawienie się na południowo – wschodniej stronie wyspy, gdzie nie udało nam się być w minionym roku.

Naszym celem jest małe rybackie miasteczko Marsaxlokk, znane głównie ze swoich targów i wyśmienitych restauracji serwujących owoce morza. No właśnie… Jeśli chodzi o targ to bywa w niedzielę. Stracił już sporo ze swej autentyczności i główną atrakcją stały się tam budy z chińszczyzną dla turystów. Te same budy stoją tam w poniedziałek, przy nich tłoczą się zainteresowani obywatele Europy w asyście swoich wrzeszczących dzieci. Atmosfera raczej straszna, daleka od autentyczności targów które zdarzyło nam się widzieć do tej pory w różnych rejonach świata. Czysta komercja i takie same jak np w Rzymie czy Barcelonie wytwory chińskich rąk. Uciekamy stamtąd w stronę nabrzeża. Mamy tam zamiar zobaczyć słynne łodzie z fenickimi oczami na dziobach i w całej palecie pięknych kolorów. Ale i tego tam jak na lekarstwo.

Obraz 312_wm

 Może choć restauracje nie zawiodły? Niestety, nie dane nam było się przekonać. Tłumy oczekujące na zamówienia w kilku sprawdzonych  (mimo poniedziałkowego przedpołudnia) nie zachęciły nas do pozostania, czas oczekiwania zapowiadał się długi, a potrawy na pierwszy rzut oka nie rokowały uczty dla podniebienia. Nieco rozczarowani uciekamy z miasteczka. Naszym celem jest wędrówka szlakiem zatok do Marsaskala. Jest to jedna z klasycznych krótkich wędrówek maltańskich polecana i w przewodniku Bradt i w Cicerone. Niestety, mapa z Bradt jest mało aktualna. Gdy ktoś będzie chciał powtórzyć polecamy albo maps.me, albo GPS albo wreszcie przewodnik wydawnictwa Cicerone (bardzo dobry dla piechurów) lub dostępne na miejscu przewodniki omawiające maltańskie szlaki piesze.

My uderzamy najpierw drogą w kierunku półwyspu Delimara. Stojąc w porcie przodem do zatoki powinno się iść w lewo, kierować się ulicą Triq il Wilga aż do jej końca, natrafimy na drogę wiodącą do elektrowni Delimara, należy ją przeciąć i po około 20 metrach w prawo znajdziemy za ruinami drogę ziemną wiodącą do góry. Trzeba na nią wejść i dojść do Triq Delimara, gdzie skręcamy w prawo i odnajdujemy znaki. Podkreślam, dobra mapa się przydaje zdecydowanie. Kierując się za znakami udajemy się do ciągu zatoczek. Otoczenie jest całkiem przyjemne, mimo że widoczne są z prawej kominy elektrowni.

Już po kilkunastu minutach marszu docieramy do klifu zamykającego zatokę Il Hofra z-Zghira. Zejście jest jednak niemożliwe. Dla osób mających dużo czasu: możecie udać się a północ brzegiem i znaleźć zejście w miejscu zwanym Xrobb il Ghagin, ale o spory kawałek. My podziwiamy zatoczkę z góry. W dole człowiek łowi ryby, wydaje się blisko, ale praktycznie pionowa ściana zamyka nam dostęp.

 Obraz 321_wmObraz 323_wm

Niestety, ta zatoka teraz nie dla nas. Wracamy na szlak by dotrzeć do jednego z mniej znanych, ale wartych uwagi miejsc na Malcie. Idziemy do Peter’s pool. Jest to mała, ale głęboka zatoczka o idealnie przejrzystej wodzie i płaskich skałach na brzegu. Doskonałe miejsce dla pływaków, odważni także skaczą do wody. Byliśmy jeszcze sezonem, ale z tego co wiem to i w sezonie poza weekendami jest tam spokojnie i na pewno znajdziemy miejsce by poleżeć. W wodzie także tłoku nie będzie.

Obraz 328_wmObraz 331_wm

Po krótkim wypoczynku wracamy na szlak. Tym razem mamy i wyraźne oznaczenia i słupki szlaku. Idzie się przyjemnie. Po drodze nie brak przedstawicieli ptasiego i gadziego świata:

Obraz 315_wmObraz 325_wm

Niestety, około dwóch kilometrów dalej sielanka się kończy… Na początku sprawa wydaje się całkiem niewinna, z mapy wynika że na wysokości rezerwatu Xrobb il Ghagin trzeba skręcić z drogi głównej w lewo i zejść wzgórzami Munxar do Marsaskala. Jednak w praktyce nie jest tak łatwo. Oznaczenia kończą się dość niespodziewanie, a rozwidleń i dróg widzimy sporo, w tym i takich nie zaznaczonych na mapie.  Tu okazuje się że w kłopocie nie jesteśmy sami. Spotykamy pierwszych turystów na szlaku. Para sympatycznych Francuzów pomimo posiadania lepszej mapy niż nasza jest w podobnym problemie. Decydujemy się na wspólny marsz i próbę odnalezienia drogi. Wybór w zasadzie musi być losowy
Obraz 338_wm

Oczywiście sprawę zawaliłem, o czym przekonujemy się po całkiem sporym odcinku marszu. Lądujemy na prywatnych posesjach. W jednej z wcześniejszych notek pisałem jak niemile jest to widziane. Swoistym dopełnieniem nieszczęścia jest biegający luzem doberman dostrzeżony przez Beatę. Zapewne niedaleko może być jego właściciel z flintą… Ech, czymże jednak byłoby dziewiętnastowieczne braterstwo broni polsko  – francuskie, duch Napoleona, książę Poniatowski w Elsterze itp gdybyśmy teraz na oczach Francuzów odpuścili ? 😉 Nie może to być!! Z Marsylianką na ustach (no dobra, przesadziłem;-) ) ruszamy przez nieprzyjazne pola ku upragnionej Marsaskali. Dajemy radę! Mimo wszystko jednak tu najlepiej sprawdziła by się mapa w odbiorniku GPS (oczywiście turystycznym nie samochodowym). Łażenie po czyichś posesjach naprawdę nie jest niczym przyjemnym, nawet gdy właściciele nie widzą. A droga jak się okazuje tam była, tyle że bez GPS trudna do odnalezienia. Francuzi dziękują za towarzystwo, a my w nastrojach znacznie lepszych niż przed zagubieniem moczymy nogi w zatoce St Thomas.

Obraz 343_wm Nie brak tam malutkich krabów i innego ustrojstwa:
Obraz 353_wmObraz 356_wm

Ale nawet dla Myszy były one nie straszne 😉 Do Marsaskala wchodzimy w akompaniamencie ryków i dudnienia techno z tamtejszej małej plaży. Nie zatrzymujemy się. Mimo zgubienia dzień i tak uważamy za udany. Najlepsze co może Was tam spotkać Drodzy Czytelnicy znajdziecie właśnie między  miasteczkami. Zachęcam, gdy już będziecie w Marsaxlokk znajdźcie trochę czasu na wycieczkę. To znacznie fajniejszy sposób na spędzenie dnia niż chodzenie pomiędzy kramami. Szlak liczy sobie około 11 km. Warto zaplanować dłuższy pobyt w Peter’s pool i trochę poszwędać się w okolicy zatok i rezerwatu. Jak widzicie my staramy się zawsze trochę wyjść poza jedno miejsce i zaproponować Wam coś innego. Ta część Malty właśnie do tego idealnie się nadaje. Cała wyspa wygląda zupełnie inaczej z perspektywy piechura. Na pewno doświadczycie więcej pozytywnych emocji niż zza szyby wypożyczonego samochodu.