Buton na południowo-wschodnich peryferiach Sulawesi.

Wyspa Buton.

mapka Butonu
Zbliżenie na Buton, na którym zaznaczyłem okolice, które zwiedziłem z Hega Travelers.

Nie jest ona z pewnością wybitnie turystycznym regionem na Sulawesi. Szczerze mówiąc nie spotkałem na niej podczas tygodniowego pobytu, żadnego innego obcokrajowca. Przewodniki- w tym Lonely Planet, organizatorzy wypoczynku zorganizowanego, a nawet backpackersi uznają to miejsce raczej za niewarte odwiedzenia i nie pojawiają się tam zbyt często. Brzmi kusząco..? Dokładnie! Właśnie dlatego postanowiłem zatrzymać się tam dłużej niż planowane dwa dni. Napiszę więcej- będąc na Buton zdecydowałem się nie pojechać do rejonu Tana Toraja. Miałbym tylko dwa dni na zobaczenie tego atrakcyjnego miejsca. To trochę za krótko, więc zostałem na Buton i spędziłem na niej wcale nienudny tydzień na pięknych plażach, w dżungli i nad morzem. A wszystko to w doborowym towarzystwie poznanym na miejscu.

Bau-Bau: główne miasteczko na Buton.

Bau-Bau Buton
Bau-Bau

Miasto liczy sobie ok.120 000 mieszkańców i  jest dość rozległe. Posiada własne lotnisko oferujące przeloty głównie do Makassar. Ma też port– najważniejszy na południowym Sulawesi- i stanowi dogodny punkt przesiadkowy dla ruszających dalej na wschód, na rajski archipelag Wakatobi. Poza tym jest zwyczajnie całkiem przyjemne. W Bau-Bau znajduje się ciekawy nocny market, gdzie serwują świeżutkie i bardzo smaczne owoce morza. Znaleźć w nim można również ogromny fort pamiętający czasy holenderskich kolonistów. Dziś w jego wnętrzu żyją ludzie, którzy wprowadzili się na ten teren m.in.: po potężnym trzęsieniu ziemi w 2005r.

Buton Bau-Bau
Mieszkańcy fortu w Bau-Bau grzebią zmarłych w miejscu, w którym mieszkają. W Indonezji ludzie nie obawiają się zmarłych w bliskiej odległości.

Mury wokół fortu pozostały oryginalne, choć znaczna ich część uległa zniszczeniu podczas wspomnianego kataklizmu. To, co zostało jest jednak jak najbardziej warte odwiedzenia. Pojechałem tam ojkiem z centrum miasta za 3000 rupii. Na tygodniowy pobyt w Bau-Bau wybrałem penginapan Sukma– mały, zaledwie czteropokojowy pensjonat. Nie posiada on żadnej strony internetowej, ale wystarczyło, że zapytałem o jakieś miejsce noclegowe wysiadając w porcie i zostałem do niego skierowany przez mieszkańców. Pokój kosztował 100 000 rupii za noc, warunki były dobre, ale standard typowo indonezyjski. W jego pobliżu mieściło się jeszcze kilka podobnych pensjonatów. Był też nocny bazar, kilka knajpek czynnych za dnia, sklepiki, banki i apteki. Była i poczta, ale widokówek tam niestety nie mogłem kupić. To cecha wszystkich nieturystycznych miast Indonezji.

#HegaTravelers.

Hega Travelers Bau-Bau Buton
Hega Travelers.

Historia mojej podróży po Buton na Sulawesi krzyżuje się  z poznaną tam grupą świetnych, młodych ludzi. Ekipę Hega Travelers poznałem tak naprawdę przez przypadek. Podczas wizyty w miejscowym banku jedna z pracownic zaproponowała mi pomoc w zwiedzaniu okolicy i zapoznała mnie z członkami miejscowego klubu turystycznego. W taki sposób poznałem Achii, Anthy’ego, Ode’go, Amir’a i Rah’a i stali się oni moimi przewodnikami i towarzyszami podróży po Buton. Swój klub założyli poznając się na uczelni. Od tego momentu Hega Travelers każdą wolna chwilę spędzali jeżdżąc po okolicach Buton i dalszych rejonach Sulawesi. Wspólna pasja pozwalała im świetnie łączyć zamiłowanie do podróży z obowiązkami zawodowymi lub uczelnianymi. Dzięki nim mój pobyt na tej wyspie był naprawdę udany i pozytywny.

plaże na Buton
Na jednej z naszych, skuterowych tras.

Okolice Lasalimu na Buton.

Hega Travelers zaproponowali mi wypad na skuterach do okolic Lasalimu. Znajduje się tam kilka jezior, wśród których jedno w przeszłości było częścią morza i woda w nim również była słona. Żyły w nim morskie stworzenia, jednak z biegiem czasu zostało ono odcięte od morza, a woda w odizolowanym zbiorniku powoli traciła zasolenie. Ciekawostką jest, że w jeziorku tym przetrwał endemiczny gatunek czerwonej krewetki.

endemiczna krewetka z Buton

endemiczna krewetka z ButonWidziałem ich tam całe mnóstwo, na dodatek mogłem niektóre wziąć na rękę. Przebywanie poza wodą krewetkom nie szkodziło- potrafią poruszać się po lądzie, choć wyskakują na niego dość rzadko. Skorupiaki te kompletnie straciły z czasem cechy wspólne ze swoimi morskimi krewniakami. Nie są też jadalne, co z pewnością ratuje je przed trafieniem na talerze. Jezioro, w którym krewetki sobie spokojnie żyją powoli zarasta, ale ich los nie wydaje się zagrożony. Znając ich możliwości przystosowawcze, z pewnością sobie poradzą 😉 Tereny nadmorskie w okolicy Lasalimu porasta trudno dostępny las mangrowy. Dostać się na na ten obszar było niezłym wyczynem. Każda droga wiodąca do tego miejsca była w  tragicznym stanie. Trzy razy przebiliśmy opony skuterów na ostrych kamieniach.

taknowanie skutera na Buton
Stacja paliw przy jednej z dróg na wyspie Buton. Benzyna sprzedawana była na butelki i była tania, jak barszcz…

Wodospady w dżungli.

Buton Utara na północy wyspy to rejon lasów tropikalnych i naprawdę gęstej dżungli. Stanowi jednocześnie rezerwat florystyczny, w którym pasjonaci poszukują okazów rzadkich, egzotycznych orchidei. My jednak trafiliśmy tam pod koniec pory suchej- wyjątkowo suchej w tamtym roku. Okoliczności te nie przeszkadzały jedynie insektom, które dokuczały nam przez cały czas. Niepowtarzalnych kwiatów nie zobaczyłem, więc pojechaliśmy w pobliże miejscowości Bungi mieszczącej się niedaleko Bau-Bau. Z ekipą Hega rozpoczęliśmy poszukiwanie wodospadu Bungi ukrytego w dżungli.

trasa do wodospadu na Buton
Łatwiejszy odcinek trasy do wodospadu

Szliśmy kilka kilometrów przez uciążliwy fragment lasu. Prawie nikt tam nie dociera i mogliśmy się cieszyć niezmąconym spokojem. W końcu wyłoniła się przed nami skalna ściana wodospadu ukryta wśród zarośli. Utrzymująca się susza sprawiła, że odszukany wodospad nie był mega spektakularny, ale patrząc na jego wysokość doskonale byłem w stanie wyobrazić sobie, co może się tam dziać w porze deszczowej.

wodospad Bungi Buton

wodospad Bungi ButonPodczas wspinaczki do jego podstawy wspomagaliśmy się pnączami i lianami. W pobliżu Bau-Bau znajduje się jeszcze jeden wodospad ukryty w dżungli. Nazywa się Samparona, ale źle trafiłem, bo był całkowicie wyschnięty. Na szczęście Bungi nie zawiódł i było to kolejne, fajne miejsce, które zobaczyłem dzięki moim nowym znajomym.

okolice wodospadu Bungi Buton

Plaże na Buton.

W okolicy Bau-Bau spędzałem wieczory na pięknej plaży pantai Nirwana. Chyba już sama nazwa przyciąga wielu ludzi. Pomimo to, porażającego tłoku na na niej nie napotkałem. Dodam, że zachody słońca na tamtej plaży były tak malownicze, że niektórzy określiliby je kiczowatymi.

plaża Nirwana na Buton
Zachód słońca na plaży Nirwana.

Tuż obok pantai Nirwana znajdowały się pola biwakowe, gdzie spotykali się młodzi mieszkańcy miasta. Zabawa przy organizowanych tam ogniskach trwała nieraz do białego rana w przyjaznej atmosferze. Jeździliśmy z Hega Travelers także na plaże w miejscowości Pasarwajo na przeciwnym do Bau-Bau wybrzeżu. Tam panował już totalny spokój, a ludzi było jak na lekarstwo. Bajka!

plaża Nirwana na Buton

Czy warto jechać na wyspę Buton?

Według mnie zdecydowanie tak! Każdy dzień, który tam spędziłem wypełniony był spotkaniami z miłymi ludźmi. Po raz kolejny spotkałem się na Sulawesi z niesamowitą serdecznością i gościnnością Indonezyjczyków. Miałem okazję poobserwować fascynującą przyrodę, ciekawostki turystyczne i odpocząć na plażach, które niektórzy z pewnością nazwaliby rajskimi. Nie napotkałem tam tłumów turystów i te kilka dni zapewniły mi niesamowity reset od rutyny i codzienności. Odpocząłem… Polecam!

  • Jak zwykle świetnie napisane, powinieneś pomyśleć o książce podróżniczej – jeśli się kiedyś zdecydujesz, to zapisujemy się na egzemplarz z autografem 🙂

    Baubau wygląda na wspaniałe miejsce, czasem przyjaźni i otwarci ludzie są ważniejsi niż spektakularne krajobrazy czy słynne atrakcje turystyczne.

    • Dziekuje. Troche mnie to zawstydza ale i mobilizuje by pisac jeszcze wiecej i lepiej. Haha gdy tylko cos napisze macie gwarantowany egzemplarz 🙂 Swoja droga probowalem wydac drukiem prace z tematu wojny na Pacyfiku wiec kompletnie niepodroznicza, ale w Polsce wydanie czegokolwiek bez solidnego wsparcia finansowego to droga przez meke. Na razie z drukiem jeszcze poczekam 🙂 Macie racje, czasem o klimacie miejsca decyduja ludzie, dlatego warto odlozyc przewodnik i posluchac co oni moga powiedziec i czym zachecic do pozostania w danym miejscu.