Tomia w archipelagu Wakatobi. (Nie tylko) nurkowy raj!

Wakatobi.

wakatobi na mapie
położenie archipelagu Wakatobi u wybrzeży Sulawesi- wyspa Tomia oznaczona gwiazdką

Nazwa Wakatobi to zlepek pierwszych sylab z nazw głównych wysp archipelagu:

  • Wangiwangi
  • Kaledupa
  • Tomia
  • Binongko

W Indonezji równolegle używa się bardziej poprawnej nazwy archipelagu: Tukangbesi. Zachodnia literatura podróżnicza i fora niemal bez wyjątku stosują nazwę Wakatobi, więc przy niej pozostanę.


Stolicą Wakatobi jest miasteczko Wanci leżące na wyspie Wangiwangi, która jest jedną z czterech największych wysp archipelagu. Wanci jest dość rozciągnięte terytorialnie- dysponuje nawet własnym lotniskiem- ale w gruncie rzeczy jest bardzo małym miastem. Jest tam kilka szkół, bankomaty (nie zawsze działające) dwie przystanie promowe, sporo knajpek, apteka i kilka w miarę solidnie zaopatrzonych sklepów. Nocą w porcie jest niezwykle ciemno i trzeba bardzo uważać, bo pomosty są w ogóle niezabezpieczone.

port na Wangiwangi
port na Wangiwangi

Miasteczko posiada również kilka hoteli, ale po rozpytaniu wśród miejscowych dowiedziałem się, że nie ma sensu spodziewać się w nich sensownych warunków. Wybrałem zatem opcję spania w domu gościnnym. Taka forma noclegu jest często spotykana na mniejszych wyspach w Indonezji. Właściciele domów prywatnych udostępniają jeden lub kilka pokoi dla przyjezdnych. W języku indonezyjskim nazywa się takie miejsce penginapan. Dla siebie wybrałem penginapan Jelli, gdzie po niewielkich negocjacjach otrzymałem wygodny pokój z klimatyzacją za 70000 rupii.

pensjonat JelliOczywiście, propozycji takiego noclegu nie znajdziecie w Lonely Planet i najlepiej pytać po prostu miejscowych. W Wanci czekałem 30 godzin na wypłynięcie łodzi w kierunku wyspy Tomia. Miałem zatem cały dzień na plażowanie, a plaż na Wangiwangi jest sporo i są naprawdę bajeczne. Wybrałem tę położoną 4 km na północ od Wanci: pas białego piasku, nieliczne skałki i turkusowe morze z wodą o temperaturze prawie 30ºC. Tak mogłem czekać i miesiącami.

wakatobi

wakatobi

W drodze na Tomia.

Następnego dnia wyruszyłem na wyspę Tomia. Łódź odpływała z przystani w wiosce, którą zamieszkuje plemię cyganów morskich Bajo.

domy na wodzie plemienia Bajo
domy na wodzie plemienia Bajo

Indonezyjczycy nie traktują ich poważnie i odradzili mi zwiedzanie tego miejsca. Żałuję! Bajo są pogardzani przez miejscowych, ale dla człowieka z zachodu zobaczenie takiego miejsca na własne oczy może być niesamowitym doświadczeniem. Ludzi żyjących na morzu nie spotyka się wszędzie. Rzecz jasna należy się im szacunek i zrozumienie: są oni bardzo ubodzy i wykluczeni. Warto znać kilka słów po indonezyjsku, co ułatwi interakcję. Ale najważniejsze, o czym trzeba pamiętać to, że nie jest to ZOO, a unikatowe miejsce z normalnie odczuwającymi ludźmi! Wracając do tematu- odpłynęliśmy oczywiście z opóźnieniem, a sama łódka sprawiała wrażenie, jakby miała za chwilę się rozpaść. Na szczęście morze było jak lustro, pogoda piękna, a przejrzystość wody..? napiszę tylko, że z pokładu widziałem rafę położoną 30 m niżej.

rafy wokół Tomia
przez krystalicznie czystą wode widać było rafę położona 30m. pod powierzchnią morza

Tomia Dive Centre.

W porcie na Tomia oczekiwał na mnie dr Yudi- właściciel Tomia Dive Center. (https://pl.tripadvisor.com/Attraction_Review-g3526347-d3626535-Reviews-Tomia_Scuba_Dive-Wakatobi_South_East_Sulawesi_Sulawesi.html). Yudi jest Jawajczykiem, a na Tomia prowadzi praktykę lekarską. Poza tym nurkuje. Nurkuje dużo i robi to profesjonalnie.

dr Yudi Tomia Dive Center
z Andym, jednym z divemasterów u doktora Yudi

Oprócz niego poznałem w bazie jego wspólnika i trzech divemasterów: miejscowych, z doświadczeniem i doskonałą znajomością ciekawych nurkowych miejsc. To dzięki nim zobaczyłem te wszystkie podwodne cuda. Z centrum współpracował penginapan Abi Jaya, w którym miałem zapewniony nocleg i kapitalne wyżywienie. Wszystko na bardzo zadowalającym poziomie. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że ludzie z Zachodu kojarzą wyspę Tomia z tylko jednym centrum nurkowym: resortem typowo dla bogaczy. Ceny tam oscylują na poziomie 500$ (!) za dwa nurki w ciągu jednego dnia. Tomia Dive Center jest ich słabo znaną konkurencją. Byłem pierwszym Polakiem, który się u nich zameldował. Na długo przed wyjazdem na Wakatobi odnalazłem bazę nurkową dr Yudi’ego i zachęcony jego mocno konkurencyjną ofertą ustaliłem szczegóły mojego pobytu i nurkowań. Zapłaciłem 400$ i w zamian dostałem: 10 nurkowań (w ciągu 5 dni), zakwaterowanie, wyżywienie i jeden dzień dodatkowo na zwiedzanie wyspy. Robi wrażenie znając koszty, które niesie moje hobby. Cena była owocem niewielkich negocjacji i dr Yudi oczekiwał zaliczki. Przelew do Indonezji był pierwszą taką operacją bankową w historii oddziału mojego banku, ale na szczęście się udało. Gdy Yudi otrzymał zaliczkę mailowo ustaliliśmy datę mojego przybycia. Oprócz mnie w centrum mieszkał Steven z USA i jego partnerka. To on jest autorem wszystkich podwodnych zdjęć we wpisie, ponieważ ja wtedy nie dysponowałem jeszcze żadnym odpowiednim aparatem. W trakcie mojego pobytu dotarła jeszcze sympatyczna para z Niemiec i Holendrzy. Zaletą takiego kameralnego składu był brak tłoku pod woda i divemaster praktycznie na wyłączność.

Nurkowania wokół Tomia:

Dzień 1:

Nurkowaliśmy tylko z łodzi. Cały sprzęt- praktycznie nowy- miałem możliwość wypożyczyć na miejscu, w centrum. Pierwsze nurkowanie rozpoczęliśmy na prostym podwodnym stoku, w miejscu o nazwie Waha Bay. Na 20 metrach głębokości znajduje się tam piaszczysta płaszczyzna, na niej płaszczki i mnóstwo drobnicy wokół.

płaszczka
płaszczka

ławica ryb Widoczność wprost kapitalna- nie na darmo określa się wody wokół Wakatobi, jako nurkowy raj. Rafa zaczyna się niedaleko Waha i jest po prostu obłędna! Miejsce idealne na rozruszanie i totalnie łatwe. Poradzi sobie tam każdy, nawet nurek początkujący. Zero prądów i niebezpieczeństw technicznych. Ogrom życia pod wodą jest wprost oszałamiający: ukwiały i zamieszkujące je błazenki, ostroboki, papugoryby, wargacze, płaszczki i wiele innych, których nie sposób zliczyć. Jeszcze tego samego dnia przenieśliśmy się kilka mil dalej, do miejsca nurkowego naprzeciw plaży Kolossoha. Tam nurkuje się wśród podwodnych grzbietów i dolinek, które zamieszkują m.in.: węże morskie i to w bardzo dużej ilości.

wąż morski
wąż morski

Są to jedne z najbardziej jadowitych gatunków, ale spokojnie. Nie są agresywne, w dodatku budowa ich aparatu gębowego praktycznie uniemożliwia ugryzienie człowieka. Dr Yudi opowiadał nam w bazie, że właśnie w tej okolicy żyje samotna barrakuda i dzięki jego wiedzy i intuicji mieliśmy okazje ją zobaczyć.

samotna barrakuda
samotna barrakuda

Dzień 2:

Tym razem zanurkowaliśmy na Pocket– dość spokojnym ogrodzie koralowym. Zamieszkują go napoleony i sporo drobnych ryb.

rafa u wybrzezy Tomia
rafa u wybrzeży Tomia

rafaPodziwialiśmy tzw. batfish– ryby nietoperze. Po południu przyszła pora na pierwsze trudniejsze wyzwanie nurkowe- tym razem w okolicach Teluk Maja. Jest to podwodny stok z koralowcami rosnącymi na podwodnych tarasach. Miejsce jest trudniejsze, ponieważ występuje tam momentami naprawdę silny prąd morski. Dodatkowo jest on pionowy. Mnie prawie złamało płetwę i ogólnie nieźle się namachałem pod wodą. Cały czas pamiętałem, że tak zdradziecki prąd może mnie zupełnie niespodziewanie wyrzucić na powierzchnię lub ściągnąć w dół, a to mogłoby mieć nieciekawe skutki. Jedyny sposób na bezpieczne nurkowanie w tym miejscu to trzymanie się blisko ścianek, z lewej strony grzbietu.

Dzień 3:

Tego dnia zanurkowaliśmy przy ścianie o nazwie Magnifica. Jej podstawa znajduje się na głębokości ok. 100-120m., ale takie głębokości zarezerwowane są dla nurków technicznych i głębinowych. My nurkowaliśmy do ok. 40m. i w strefie tej napotkaliśmy niesamowite bogactwo podwodnego życia, ale też i potężne prądy morskie.

ryba z gatunku rozdymkowatych
ryba z gatunku rozdymkowatych

Jest to jedno z nielicznych miejsc na Wakatobi, gdzie regularnie pojawiają się rekiny. Nie są łatwe do dostrzeżenia, bo najczęściej żerują na dużych głębokościach. Po południu tego samego dnia zanurkowaliśmy w miejscu, które wywarło na mnie szczególne wrażenie: Dunia Baru. Jest to podwodny, dość szeroki kanion. Z jednej strony zamknięty jest ścianą korali, a z drugiej zboczem ze sporą ilością ogromnych gąbek. Żyją tam liczne mureny, skorpeny, ryby-krokodyle, a bliżej zbocza przepiękne skrzydlice.

 

skrzydlica
skrzydlica
skorpena
skorpena

Jako miłośnik muren, kongerów, skorpen, szkaradnic i płaszczek czułem się tam znakomicie. Do tego miejsce to ma niesamowity krajobraz. Z wielkim żalem wynurzałem się na powierzchnie, kiedy manometr pokazał, że zapas powietrza już się kończy…

murena
murena

Dzień 4:

Czas na poznawanie podwodnych grzbietów. Pierwszym był znany z występowania żółwi morskich Teluk Waiti.

żółw zielony
żółw zielony

Miejsce idealne również dla miłośników makrofotografii: całe mnóstwo ślimaków nagoskrzelnych, stożków i krewetek. I wszystkie aż się prosiły o zdjęcie.

ślimak nagoskrzelny
ślimak nagoskrzelny

Dzień nurkowy zamknęliśmy na Barrakuda Point, gdzie- jak sama nazwa wskazuje- podziwialiśmy z bezpiecznej odległości imponująca ławicę barrakud.

ławica barrakud Tomia
ławica barrakud

Te ryby potrafią być bardzo agresywne i lepiej nie zbliżać się do nich zbytnio. Szczególnie drażniąco działają na nie wszelkie błyski i refleksy, a nawet jasne i jaskrawe elementy wyposażenia nurkowego.

Dzień 5:

Ostatni dzień to już spokojne nurkowania, ponownie na Kolossoha i Waha. Tym razem poznałem je z innej strony. Nurkowaliśmy na stosunkowo płytkich rafach bogatych w niezliczone ilości morskich gatunków.

mątwa
mątwa
błazenki w ukwiale
błazenki w ukwiale

błazenekWody są tam bardzo jasne a gra świateł dodaje nurkowaniom niesamowitego uroku. W taki bajeczny sposób zakończyły się moje nurkowania wokół Tomia, ale nie był to jeszcze koniec przygody z tą rajską wyspą. Tomia Dive Centre spisali się na medal i w tym momencie mogę polecić ich każdemu z czystym sercem.

Jaka jest Tomia? Zwiedzanie wyspy.

Na ostatni dzień pobytu na Tomia- już nie nurkowy- zaplanowałem objazd po wyspie na skuterze. Wyruszyłem z Waha: największego miasteczka na wyspie, w którym mieszkałem.

drogi na Tomia
trasa przez wyspę

Jedyna droga stamtąd skierowała mnie na południe i po paru minutach miałem już za sobą charakterystyczne wzgórze z masztem telekomunikacyjnym. Na wysokości luksusowego resortu, o którym wspominałem wcześniej odbiłem w drogę wiodącą w głąb wyspy i otworzył się przede mną piękny widok na Pacyfik i sąsiednie wyspy, a zwłaszcza na Binongko.

Tomia
widok z Tomia na Binongko

Środek wyspy Tomia normalnie porasta las lecz niestety byłem tam u końca wyjątkowo solidnej pory suchej i zamiast eksplozji zieleni krajobraz wypełniały przyschnięte i zwiędłe rośliny, które utraciły soczystą zieleń. Bądź co bądź i tak było rewelacyjnie! Dotarłem do miejscowości Tiruan na drugim końcu wyspy, a powrót zaplanowałem dla urozmaicenia trasą biegnącą jej środkiem. W małej wiosce o nazwie Tano wylądowałem na imprezie organizowanej przez mieszkańców. Okazja może zdziwić- i to mocno- niejednego Europejczyka. Lokalsi świętowali rocznicę śmierci i pogrzebu zasłużonego członka społeczności.

impreza na Tomia
impreza na bogato!

tomiaPoustawiali stoły w poprzek drogi i chcąc nie chcąc każdy podróżny musiał się tam zatrzymać i skorzystać z zaproszenia. Poznałem tam nauczycielkę języka angielskiego z miejscowej szkoły, świetnie sprawdziła się w roli tłumacza. Informacja, że jestem gościem doktora Yudi’ego sprawiła, że atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej przyjazna. Ludzie na Tomia są totalnie serdeczni i ciekawi przyjezdnych- spędziłem wśród nich parę niesamowitych chwil. Do Waha dotarłem w porze kolacji. Nazajutrz opuściłem Tomia i wypłynąłem w kierunku wyspy Buton. Wspaniale było spędzić tydzień w raju.

ludzie na Tomia

zachód słońca na Tomia wakatobi

Kilka uwag na zakończenie.

wakatobi Tomia
Rzut okiem na wyspę Tomia (Wakatobi).

Wyspa Tomia jest najmniejszą w archipelagu Wakatobi, ale według mnie najciekawszą nurkowo. Głównym miastem jest Waha, dokąd przypływają łodzie. Na całej wyspie jest kilka domów gościnnych, gdzie można skorzystać z noclegu. Polecam kontakt z Tomia Dive Center– pomogą załatwić łóżko nawet nienurkującym, można również we własnym zakresie pytać o takie noclegi już w porcie. Na wyspie znajduje się duży resort- zamknięty dla ludzi zewnątrz i oczywiście drogi. Goście na ogół go nie opuszczają, więc zbyt wielu turystów na wyspie nie spotkałem. Tomia oferuje sporo plaż, sam nie miałem czasu korzystać z ich uroków, ale zainteresowani na pewno znajdą coś dla siebie. Na Tomia w  zasadzie brak życia nocnego i wszelkich tego typu rozrywek. Jest kilka małych jadłodajni zamykanych już wieczorem. Nie ma tam bankomatu, praktycznie brak zasięgu telefonicznego i internetu. Prąd jest tylko kilka godzin dziennie. Wspinając się na wzgórze z przekaźnikiem jest szansa, że złapiemy internet w telefonie, ale prędkość będzie bardzo mała. Jest bardzo bezpiecznie.Tak samo, jak na pozostałych wyspach. Praktycznie każdy zna każdego. Same wyspy są wprawdzie mocno muzułmańskie, ale islam indonezyjski nie ma nic wspólnego z agresją czy prawem koranicznym. Można spokojnie pić piwo i opalać się w bikini-  miejscowa młodzież czyni to bez specjalnego skrępowania. Gościnni mieszkańcy pomogą w poznaniu wszelkich atrakcji wyspy. Jeśli już tam dotrzecie, na pewno się nie zawiedziecie!

  • Świetna relacja, aż chce się pojechać (popłynąć?) choć kawałek dalej… do tego zdjęcia zapierają dech w piersi- zwłaszcza nieznane przeze mnie morskie istoty. Czekam na więcej- a do tego postu na pewno jeszcze wrócę 🙂 pozdrawiam!

    • Dziękuję! Warto, to miejsce jest trudno dostępne i troszeczkę trzeba pokombinować nad niedrogim sposobem by tam dotrzeć, ale naprawdę warto. Tam naprawdę jest jak w wielkim akwarium… Pozdrawiam i zapraszam 🙂

  • Rewelacja, prawdziwy podwodny raj 🙂

    Jakim sprzętem robiłeś zdjęcia pod wodą?

    • Część zdjęć to moi partnurzy zrobili 😉 Canon PowerShot 850 był tu w użyciu, a zdjęcie barrakud to klatka z zapisu kamery Intova nalezącej do Stevena. Ale na dzień dzisiejszy polecałbym już nieco inny układ. Na głębokie zanurzenia Fuji X-T1 w obudowie podwodnej z doświetleniem. A na mniejsze głębokości Nikon AW130, sprawdzają się lepiej niż ten Canon. Wtedy jednak ich nie było…