Spacerem po Gozo .

Do Marsalforn docieramy wczesnym popołudniem w niedzielę. Spotykamy się z Joannie, właścicielką mieszkania w którym zamieszkamy. Tym razem udało nam się zarezerwować na tydzień za 250 euro taki oto apartament: http://www.booking.com/hotel/mt/marsalforn-apartment.pl.html . Ciche, spokojne miejsce, równocześnie miasteczko jest na tyle małe, ze wszędzie jest niedaleko. No i oczywiście wysoki standard wyposażenia. Mogę spokojnie wszystkim go polecić.

W Poniedziałek zaczynamy poznawać Gozo. A jak najlepiej to zrobić? Oczywiście piechotą! Niewielka pomoc autobusów się przydaje, ale tylko po to by dotrzeć na start interesujących szlaków i nie tracić czasu. Sieć szlaków na Gozo jest dość bogata, jednak z oznaczeniami nie bywa najlepiej. Nam pomaga przewodnik Bradt, jest tez dostępny przewodnik „Gozo 10 great walks”. Tego nie mieliśmy, ale po powrocie i po zapoznaniu się z nim mogę go rekomendować. My ruszamy do Xlendi, znanego wśród turystów miasteczka na południowo-zachodnim wybrzeżu. Wśród Polaków dodatkowo rozsławił je Robert Makłowicz jedząc tam gozitańskie specjały ;-). My jednak nie zatrzymujemy się w kilku sennych jeszcze rankiem restauracjach, ale szukamy początku szlaku do Dwejra, gdzie zamierzamy dotrzeć, by zobaczyć słynne Azure Window i nieco mniej słynne ale też ciekawe Inland Sea.

Szlak zaczyna się na stromym, skalistym nabrzeżu zatoki, dokładnie po jej drugiej stronie od przystanku i pętli autobusowej na której wysiadamy. Czeka nas przejście po takich oto klifach:
GozoNajpierw mijamy zabudowania Xlendi: Po czym dochodzimy do schodów, widocznych na zboczu i łatwych do odnalezienia, za którymi czeka nas trochę wspinaczki, niekiedy dość stromo pod górę. Mój lęk wysokości się już odzywa, ale Mysz mobilizuje mnie i przy coraz szerzej otwierających się widokach docieramy na górę.

Obraz 054_wmObraz 056_wmObraz 067_wmObraz 071_wm

Po drodze praktycznie brak turystów, na zboczu natomiast szaleje lokalny murzyn, który śpiewa głośno, rapuje-ma nawet atrybuty, czyli „detektory szacunku” na oczach (+10 do rispektu), wielki złoty łańcuch z krzyżem jak u Patriarchy Wszech Rusi  (na fotografii niewidoczny, wcześniej zdjął i zakręcił nim w powietrzu) i słuchawki model DJ Chaos 😉 gibający się raperzy to kochają 😉 ciska kamienie w dół, zbiega i wybiega po skałkach. Ogólnie ma „humorek” i to zapewne po wspomagaczach. Obraz 063_wm
My zostawiamy go za sobą i idziemy na brzeg klifów. Stąd otwiera się taka oto perspektywa:
Obraz 073_wmDoskonale widać Xlendi Tower, czyli wieżę strażniczą. Joannici budowali takie na wyspach, umieszczali tam załogę by ostrzegała przed atakami floty tureckiej i berberyjskich piratów. Dziś te wieże dominują w krajobrazach zarówno Malty jak i Gozo, a i na Comino się trafiła. Mysz z aparatem podchodzi do brzegu klifów, by zrobić jeszcze kilka zdjęć. Ja czekam grzecznie na szczycie 🙂
Obraz 079_wmObraz 075_wm

Z kolei odszukujemy drogę i szlak do Dwejra. Tu właśnie pojawia się problem z oznaczeniami. Wychodząc po klifie warto trzymać się oznaczeń w postaci małych stosów kamieni, wyznaczają najlepszą drogę. Gdy już jednak jesteśmy u góry potrzebujemy by wrócić na szlak dostać się do asfaltowej drogi prowadzącej obok farm w kierunku Wardija Point. Aby ją znaleźć, jeżeli Szanowny Czytelniku zechcesz przejść tym szlakiem, musisz kierować się trochę polami, trochę nieużytkami na północ. Powinieneś wyjść na nią w okolicach farmy, gdy już na niej będziesz trzeba iść w lewo, dokładnie na zachód. Oczywiście posiadacze nawigacji turystycznych  (nie samochodowych! te są bezużyteczne) czy posługujący się aplikacją maps.me będą mieli łatwiej. Dobra mapa tez nie zaszkodzi. My poruszamy się droga do okolic małego jeziorka, w zasadzie stawku będącego zarazem rezerwatem płazów, tam już wyraźne oznaczenia szlaku pokazują gdzie iść. Ogólnie wzdłuż drogi szlak jest dobrze oznaczony i pokazuje na skrzyżowaniach gdzie i jak skręcać. Wchodzimy z Myszą na małą dróżkę: Obraz 099_wm
Skąd można zobaczyć jeszcze piękny widok na klify i jaskinie w nich:
Obraz 101_wm

Idąc dalej kierujemy się ciągle na zachód, na Wardija Point. Mijamy po drodze ogródki i działki, wkrótce droga rozdziela się na dwie równoległe. Szeroki trakt wiedzie w pewnym oddaleniu od krawędzi klifu, a jego brzegiem prowadzi ścieżka. Mysz oczywiście wybiera ścieżkę, w poszukiwaniu ciekawych ujęć.

Obraz 104_wmObraz 105_wmObraz 108_wmObraz 112_wm

Na ostatnim zdjęciu widać konstrukcję czegoś, co można nazwać „amboną”. Służy to zasiadaniu w niej i bezmyślnemu strzelaniu do ptaków. Brak ptaków wodnych, tak typowych dla wybrzeży właśnie nas zastanawiał. Jak się okazuje popularną w niektórych kręgach rozrywką jest strzelanie do nich właśnie z takich ambon. Strzelanie dla samego strzału. Jest jasnym że myśliwstwo jako takie jest „rozrywką” godną prymitywów, w dzisiejszych czasach nie potrzebujemy polować dla zdobycia pożywienia, a zabijanie dla przyjemności nie świadczy dobrze o psychice zabijających. Tutaj głupota sięga zenitu. Na szczęście na Malcie i Gozo zaczyna się z tym walczyć. Nie jest łatwo, ale sprawy idą w dobrym kierunku. My także dobry kierunek utrzymujemy ;-). Docieramy do przylądka Wardija, witają nas tu ruiny zabudowań i charakterystyczna skała. Po jego minięciu  otwiera się widok, którego długo nie można zapomnieć:
Obraz 115_wmObraz 116_wmW całej okazałości widzimy wybrzeże Dwejra z Azurre Window, intrygującą formacją skalną, swoistym symbolem Gozo i całym otoczeniem tego miejsca. Ścieżka wchodzi praktycznie na sam brzeg klifu. Mnie czeka teraz dość ciężka przeprawa. Lęk wysokości nie pomaga. Ale perspektywa oczekująca na nas cieszy i dodaje sił.

Obraz 121_wmObraz 126_wmObraz 136_wmObraz 125_wmSzlak jest tu już świetnie zaznaczony w terenie, w zasadzie nie sposób się zgubić, choć do celu jeszcze trochę trzeba przejść. Po drodze mijamy widoczną w dolę Zatokę Dwejra i zamykające ją skały Fungus Rock. Miejsce także warte zapamiętania.
Obraz 139_wmPatrząc za siebie oglądamy klify po których szliśmy i zamykające perspektywę po prawej, wynurzające się z morza Fungus Rock: Obraz 147_wm
Schodzimy w okolice Azurre Window. Sam obiekt jest oblegany, jest to jedno z tych miejsc, gdzie będąc na Gozo każdy chce się pojawić. To właśnie tam ciągną tłumy miłośników Gry o Tron, przecież Daenerys tu wzięła ślub z Khalem Drogo 🙂 Mimo wyraźnego zakazu ludzie wchodzą na szczyt, niektórzy próbują skakać do morza. Towarzystwo jest hałaśliwe i nie zachęca do pojawienia się tam. Idziemy więc do Inland Sea. Jest to ciekawa formacja geologiczna. Morze dostaje się tutaj do małej zatoczki przez wąski przesmyk w skałach, tworząc coś zbliżonego do śródskalnego jeziora. Jest to też, podobnie jak wiele innych miejsc w okolicy świetne miejsce nurkowe. Nurkowaniom na Gozo poświęcę osobny wpis, teraz jedynie sygnalizuję.
Obraz 156_wm

Na nas powoli już czas. Zbliża się burza, więc udajemy się na przystanek autobusu, a stamtąd do Rabatu (stolicy Gozo) i później do Marsalforn. Na całym szlaku spotkaliśmy dosłownie jedną osobę, jest więc on doskonałą propozycją dla szukających spokoju, ciekawych widoków i kontaktu z naturą. Szliśmy nim trzy godziny, ale z licznymi przystankami na zdjęcia i podziwianie okolicy, sądzę że bez problemu da się przejść go w czasie o połowę krótszym, to zaledwie ok 4,5 km. Po drodze cały czas towarzyszą nam piękne krajobrazy, spotkania z przyrodą Gozo i cisza. Polecam spacer tym szlakiem każdemu. Obraz 141_wm

Dla nas jednak to nie koniec atrakcji dnia. Po południu kolejny spacer. Tym razem startujemy w Marsalforn a naszym celem jest intrygujący „fiord” Wied Il-Ghasri. Po drodze miniemy saliny i najdalej wysunięty na północ przylądek Reqqa. Zaczynamy jednak od przejścia do swoistego „przedmieścia” Marsalforn, a mianowicie do Qbajjar, gdzie można zobaczyć pozostałości fortu i baterii artyleryjskiej z czasów Joannitów, później modernizowanej przez Anglików. Okolice fortu to także dwie zatoki – Qbajjar i Xwejni, obydwie świetne dla pływaków, o ile oczywiście nie wieje mocny północny wiatr. Jest tam także charakterystyczna skała o nazwie Qolla L-Bajda, mnie kojarząca się z Australią bądź zachodem USA bardziej, niż z tymi rejonami. Tu tez zaczyna się droga wzdłuż salin.
Obraz 158_wm

Na zdjęciu skałę mamy po prawej stronie, a saliny przed nami. Są to baseny, gdzie w naturalnych warunkach odparowuje woda morska zostawiając osad soli, wykorzystywanej później do celów spożywczych. Pierwsze takie obiekty powstawały tu już w czasach rzymskich, ostatnie są całkiem „świeże” i czynne są do dziś. Pomimo iż nie są ogrodzone i można pomiędzy nimi spokojnie chodzić, nie wolno moczyć tam nóg, wchodzić do wody, śmiecić itp., czyli sprawy oczywiste, które jednak dla wszystkich oczywiste nie są, stąd na brzegu tablice informujące co wolno a czego nie. Idziemy brzegiem podziwiając coraz to starsze obiekty i równocześnie coraz mocniej zmieniające się wybrzeże. Wpływ erozji wiatrowej na skały robi swoje.
Obraz 161_wmObraz 174_wmPo drodze mijamy jeszcze tablicę upamiętniającą wyczyn jakiego dokonał pływak Nicky Farrugia przypływając tutaj z Sycylii i bijąc zarazem rekord. Obraz 168_wm

W takich pięknych okolicznościach przyrody docieramy do oznakowanego rozwidlenia dróg, gdzie drogowskaz wskazuje nam kierunek do Wied Il-Ghasri. Jest to wąwóz mocno wcięty w nabrzeżne klify, ma w nim ujście okresowy potok, ale najczęściej jest suchy, przypomina nieco malutki fiord i w moim odczuciu jest strasznie malowniczym miejscem. Panuje tu swoisty klimat, miejsce też jest świetne z punktu widzenia nurkowego, by się dostać na dno wąwozu trzeba pokonać kilkaset stopni, i za kilka dni zrobię to w pełnym nurkowym ekwipunku. Póki co jednak cieszymy się razem z Myszą z widoków i podziwiamy kanion z różnych perspektyw. Warto zaznaczyć, że przy północnych wiatrach są tam całkiem duże fale, miejsce nie jest tak dobrze osłonięte jak by się mogło wydawać.

Obraz 205_wmObraz 180_wmObraz 190_wmObraz 203_wmObraz 197_wmTak tak, Mysz ma rację, schodów jest sporo… Jednak pokonujemy wszystkie. Wychodzimy na płaszczyznę skalną „wypolerowaną” przez wiatr. To Reqqa Point, najdalej na północ wysunięty przylądek Gozo. Miejsce o bardzo ciekawym klimacie i cudownie wyglądające w promieniach zachodzącego Słońca, zwłaszcza gdy jest się tam z Ukochaną Kobietą 😉
Obraz 217_wmObraz 223_wmObraz 233_wm

Drogę powrotną pokonujemy nie szosą biegnącą wzdłuż salin, ale samym brzegiem morza. Nie ma tu plaży czy innych atrakcji, nabrzeże jest surowe, a tego dnia dodatkowo woda jest silnie wzburzona, ale to tylko dodaje specyficznego uroku. Wieczór zbliża się coraz szybszym krokiem, my także przyśpieszamy.

Do Marsalforn wracamy już w ciemnościach. Miasto jest pięknie oświetlone a knajpki przy nabrzeżu pełne. Siadamy jeszcze na ławkach i cieszymy oczy pięknym, śródziemnomorskim niebem. W dole huczy morze, jest ciepło, czysta radość płynąca z  wypoczynku. Nad miastem, na wzgórzach widzimy jasno oświetlone dachy Nadur i kopułę kościoła w Xaghra. W tle światła Rabatu, nad wszystkim jasna Wenus…
Obraz 234_wmObraz 237_wm

Trochę zmęczeni ale szczęśliwi wracamy do apartamentu. Szlak do Wied Il-Ghasri liczy sobie ok 2,5 km w jedną stronę, jest typowym szlakiem spacerowym, dziś on już za nami, jutro kolejne wyzwania.

  • Pięknie wygląda ta linia brzegowa, te klify… Muszę tam pojechać!

    • Gozo to jedno z naszych „odkryc” minionego roku, mimo niewielkich rozmiarow zroznicowana i ciekawa wyspa. Ostatnio dzieki tanim liniom i lotom na Malte jest takze stosunkowo latwo dostepna. Udanej podrozy i poznawania Gozo zycze!

      • Właśnie zaczynam planować podróż na Maltę i dzięki Waszym opisom Gozo, nie ominę tej wyspy 🙂

        • Ciesze sie ze nasze wpisy moga pomoc 🙂 a Gozo polecam na kilka dni, jest spokojniejsze niz Malta i bardziej „autentyczne”. Warto!

  • Ech… miło powspominać. Bylismy w tych samych miejscach. Tylko Azure Window nie widzieliśmy z takiej odległości.