Dolinki jurajskie razy cztery.

Temat Jury Krakowsko – Częstochowskiej święci ostatnio triumfy w blogosferze. Jako mieszkańca tej krainy i kogoś, kto jej zakątki poznawał od dziecka, bardzo mnie to cieszy. Postanowiliśmy więc wspólnie z Myszą dołożyć cegiełkę do tematu i opisać kilka ciekawych tras z najbliższych okolic. Na pierwszy ogień proponujemy przejście przez cztery dolinki jurajskie z zakończeniem w Ojcowie. Zrobiliśmy ją pod koniec maja, wystarczy jeden dzień spokojnego marszu.

Dolina Bolechowicka

Startujemy w małej podkrakowskiej miejscowości – Zelkowie. Dostajemy się tam MPK z Krakowa i już na przystanku musimy odnaleźć szlak żółty wzdłuż Dolinek Jurajskich. Szlak na początku jest słabo oznaczony. Dzięki urządzeniu GPS nie przejmujemy się, idziemy i już wkrótce opuszczamy miejscowość. Przed nami dolinka Bolechowicka, zwana niekiedy Wąwozem Bolechowickim. Krótka, ale jedna z najbardziej urokliwych na Jurze. Praktycznie w 2/3 swej długości objęta rezerwatem. Ścieżka prowadzi od jej górnej części, doprowadza do źródliska Bolechowickiego Potoku.

Jest to jedno z piękniejszych miejsc na całej naszej dzisiejszej trasie. Liczne omszałe drzewa nachylają się nad wąskim jarem, ze ścian którego wypływa woda.

Już wkrótce mały strumyk wodospadem opada do właściwego koryta, gdzie zasili go jeszcze kilka wywierzysk.

Pojawiają się tez pierwsze, doskonale ukryte wśród drzew skałki. W końcu to Jura, o czym przekonamy się schodząc do wylotu dolinki, zamkniętej monumentalną Bramą Bolechowicką. Jest to największa z jurajskich skalnych „bram”, mająca dokładnie taką samą genezę jak np. słynna Brama Krakowska w Ojcowie. Jej dwa „skrzydła” tworzą filary Pokutników i Abazego, będące jednymi z najlepiej znanych na Jurze dróg wspinaczkowych.

Stąd często zobaczymy tam amatorów tego sportu. Nic dziwnego! Ponad 30 metrowej wysokości filary zachęcają do ich zdobycia i rozwijania umiejętności wspinaczkowych.

 

Dolina Kobylańska

My kierujemy się na zachód, na wierzchowinę, którą będziemy szli aż do wylotu kolejnej z dolinek – Kobylańskiej. Niestety, przejrzystość powietrza jest fatalna. Przy dobrej łatwo zobaczyć stąd Beskidy, Babią Górę i czasami Tatry. Trasa mija nam spokojnie, i już po ok. 3 kilometrach marszu schodzimy do Dolinki Kobylańskiej.

To jedna z najbardziej znanych dolinek podkrakowskich. Jest miejscem regularnych spotkań wspinaczy, także tu ćwiczą żołnierze 6BDSz. Jest też miejscem niesamowicie bujnej wegetacji przyrodniczej, przez co większość skałek jest ukryta przed wzrokiem.

Mimo to monumentalne ściany Słonecznej Turni, Okrętu czy Wroniej Baszty Wybijają się ponad drzewa. Na dnie doliny płynie potok – Kobylanka.

Rosną tutaj lasy grądowe, wśród których ukryło się jedyne na całej Jurze stanowisko brzozy Szafera. Warto dolinkę odwiedzić o każdej porze roku, by zobaczyć jak zmienia się ona wraz z nastaniem jesieni czy zimy.

 

Dolina Będkowska

Przed nami przejście wierzchowiną do kolejnej dolinki – Będkowskiej. Schodzimy tam dalej żółtym szlakiem, ale już wkrótce zamieniamy go na Niebieski.

Dolinka Będkowska jest jedną z większych w okolicach Krakowa, jest też stosunkowo łatwo dostępna. To niestety nieco nie służy jej głównym atrakcjom.

Po zejściu przekraczamy potok – Będkówkę i idziemy szerokim dnem w górę doliny, po prawej mając otwierający się widok na Sokolicę – najbardziej znaną skałę w okolicy.

U jej podnóża ulokowało się schronisko i pole biwakowe Brandysówka

To co zastajemy idąc obok przypomina pandemonium. Dzięki asfaltowej drodze biegnącej dnem dolinki, ruch panuje tu większy niż na niejednej ulicy w Krakowie. Na samym polu kilkadziesiąt namiotów, głośne rytmy disco polo przeplatane bębnami techno, potępieńcze wrzaski „milusińskich” i jedna wielka grillowa impreza. Nie pociesza wątpliwa kultura i zaczepny charakter starszych uczestników ruchu drogowego w pobliżu pola. Mijamy to jak najszybciej, z nadzieją, że wraz z końcem asfaltu chaos będzie mniejszy. Tak rzeczywiście jest.

Po lewej widzimy jeszcze wodospad Szum, najwyższy na Jurze, jednak z totalnie zdewastowanym przez „turystów” otoczeniem. Po lewej jeszcze skałka o ciekawej nazwie „Dupa Słonia” (autorstwa wspinaczy). Trochę dalej, przy źródliskach Będkówki jest już spokojnie. Miejsce to doskonale znam sprzed lat. To tu znajduje się sieć jaskiń „Nad Źródłem”, ciekawych i jednych z najtrudniejszych w południowej części Wyżyny Krakowskiej. 20 lat i 30 kilogramów temu wraz z kolegami zajmowaliśmy się intensywnie eksploracją jaskiniową, stąd okolice źródlisk Będkówki wspominam doskonale, no ale to były czasy, gdy nie było tu asfaltu, Brandysówka była niepozorną chatą, a napotkani ludzie szanowali przyrodę i drugiego człowieka. Znak czasów…

Przed nami dalsza część szlaku w górę doliny. Mijamy Łabajowe Skały z jaskinią w jednej z nich i dochodzimy do rozwidlenia. Idąc prosto dotarlibyśmy do skały na Tomaszówkach, gdzie jest ciekawa dla wspinaczy jaskinia, my jednak trzymamy się szlaku niebieskiego i wspinamy na wierzchowinę. Widać na niej sporo ostańców, przed nami najbardziej monumentalną Skałkę (513 m), drugie co do wysokości (po Górze Janowskiego koło Ogrodzieńca) wzniesienie Jury.

Z jej wysokością były zresztą spore perypetie. Najpierw opisywano ją jako Skałkę 502. Miała mieć tyle metrów, a jej „rywalka” – G. Janowskiego 504. Później przyszła era dokładnych pomiarów i okazało się że skałka ma 513 metrów, to pozwoliło jej zyskać palmę pierwszeństwa na Jurze, ale tylko do czasów, aż ponownie zmierzono górę Janowskiego. 516 metrów tej ostatniej znów zepchnęło naszą Skałkę na drugie miejsce. Miejscowi nazwali ją Grodzisko, można na nią się wspiąć. My zostawiamy ją po lewej, zresztą pogoda nie służy podziwianiu widoków. Przyśpieszamy marsz, kierując się do Ojcowa za znakami szlaku niebieskiego. Budzimy oczywiście neutralnie – przyjazne zainteresowanie miejscowego „lumenproletariatu” skupionego na konsumpcji wyrobów piwopodobnych w okolicach  stacji paliw. Jednak chmury burzowe gromadzące się od zachodu pośpieszają nas, z konwersacji w serdecznej atmosferze nici 😉

 

Dolina Prądnika

 

Szlak niebieski na tym odcinku prowadzi już obrzeżami Ojcowskiego Parku Narodowego.

Jest wyjątkowo mało uczęszczany, nawet w niedzielę nie spotykamy tutaj nikogo. Ruch zaczyna się dopiero po wejściu do Wąwozu Ciasne Skałki.

Jest to jeden z piękniejszych wąwozów OPN, dość licznie uczęszczany, jako, że prowadzi przez niego droga do Jaskini Łokietka. Zagrał też w „Ogniem i Mieczem” Hoffmana, ale to akurat mało kto zauważa. Na samym końcu czeka nas oczywiście Brama Krakowska, doskonały widok na Górę Koronną i typowe niedzielne popołudnie w Ojcowie, czyli tłumy niestety…

 

Wstępujemy jeszcze na pysznego pstrąga ojcowskiego( http://www.facebook.com/pstragojcowski/?ref=br_rs ), co stało się naszym małym rytuałem przy każdym z pobytów w Ojcowie, po czym już w deszczu i burzy która nas dogoniła idziemy na przystanek autobusów. Nasz wypad dobiegł końca.

Kilka uwag: Całą trasa liczy 26 km. Do Zelkowa dostaniemy się linią MPK 248 z przystanku Bronowice Małe. Na trasie bez problemu można kupić wodę i przekąski. W Brandysówce i Ojcowie jest baza gastronomiczna. Szlak jest łatwy, jedynie miejscami uciążliwie zniszczony przez barbarzyńców – amatorów jazdy na quadach, wszędzie poza samym początkiem są też dobre oznaczenia szlaku, nie sposób się zgubić. Co ważne – nie warto wracać do Krakowa z samego Ojcowa, busów jest bardzo mało (4 dziennie) a chętnych wielu, komfort tragiczny, cena za przejazd – 8 zł nie zachęca. Warto pofatygować się 2 km dalej do Skały, gdzie znajdziemy bardzo dużo busów w cenie ok 4 zł za kurs do Krakowa, są też kursy do Olkusza.

  • W takich klimatach odpoczywam. Przepiękne widoki, cisza spokój i natura 😉

    • Byłam w tym roku znowu 🙂 Bardzo polecam Dolinę Sąspowską. Myślę, że zadedykuję jej jakiś wpis. Dolinki Krakowskie są przepiękne <3

  • Widoki macie tam przepiękne. U mnie w Bieszczadach też nie brak spokojnych lasów i pięknych szlaków. Dla kogoś kto chce zwiedzać doliny wpis jak znalazł

  • W okolicach Jury Krakowsko-Częstochowskiej byłam dwa razy i za każdym razem było równie pięknie 🙂 Z całą pewnością warto pójść za namowami okolicznych i wybrać nieco bardziej kreatywne ścieżki. Na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę 🙂

  • Bardzo lubię Jurę, chociaż znacznie lepiej znam jej północną część, tam jest bliżej z Łodzi. A masowa „:turystyka” potrafi niemal wszystko zniszczyć, jeżeli nie zniszczyć, to zaśmiecić, niestety 🙁