Pożegnanie z Maltą.

Wszystko co dobre, ma niestety swój koniec. Dwa upragnione i wyczekiwane przez nas tygodnie także. Nim pożegnamy się z Maltą, chcieliśmy ostatni dzień spędzić jak najbardziej intensywnie, przy okazji odwiedzając kilka już znanych miejsc. Piątek, ostatni dzień na Malcie miał być dla nas takim też trochę sentymentalnym czasem, kiedy przypomnimy sobie ciekawe miejsca sprzed roku.

Zaczynamy od wczesnej pobudki. Po chorobie Myszy nie ma już śladu. Dzień zapowiada się słoneczny, ale wieje potężnie, nie byliśmy jeszcze na Malcie świadkami takiego wiatru. Szybko udajemy się do Valetta, stamtąd naszym celem jest Siggiewi. Jeśli czytaliście nasze wspomnienia z 2014 roku, to już wiecie celem może być ośrodek Malta Falconry. Dokładnie tam zmierzamy! Lokalizacja się nie zmieniła, ale teraz nie musimy już niczego szukać. Wita nas ta sama sympatyczna Pani Kasjerka co przed rokiem 😉 płacimy po 6 euro i dostajemy nielimitowany czas wśród ptaków. Trochę zmieniło się tu od roku. Są nowi lokatorzy, nowi wolontariusze, i pewne sukcesy zarówno w przywracaniu siedlisk sokoła wędrownego, jak i w reintrodukcji innych drapieżnych gatunków Malty. Ośrodek zyskuje coraz większą renomę, mieszkańcy i turyści zaczynają interesować się bardziej losem ptaków, takie wieści nas cieszą. Tymczasem „szalejemy” z aparatem wśród ptaków 🙂
Obraz 443_wmObraz 444_wmObraz 461_wmObraz 529_wm

Wśród sów prym wiodła sympatyczna i ruchliwa sóweczka, gatunek znany i z Polski, ale u nas nieczęsto występujący:

Obraz 485_wmObraz 491_wmObraz 483_wmObraz 494_wmObraz 477_wm Byli i starzy znajomi:
Obraz 498_wmObraz 518_wmObraz 452_wm

…i całkiem nowy przychówek, zresztą duma ośrodka:

Obraz 467_wm Na pożegnanie jeden z sępów z dumą zaprezentował nam nabyte umiejętności dotyczące sznurowadeł: Obraz 524_wm

…i opuszczamy gościnne progi Centrum. Na pewno zawitamy tam jeszcze będąc kiedyś na Malcie. Miejsce jest godne polecenia wszystkim lubiącym przyrodę. Ktoś może zarzucić że zwierzęta są tam w niewoli. Polecam mimo wszystko wizytę, która wyjaśni dlaczego tak jest, oraz pokaże co ośrodek robi dla ochrony i przywracania ptaków do ich naturalnego biotopu. To na pewno nie jest „park rozrywki”, gdzie męczy się zwierzęta dla uciechy gawiedzi i paru euro. To zupełnie inne miejsce.

Z ośrodka idziemy na przystanek autobusów. Jedziemy do Rabatu i Mdiny. Chcemy zafundować sobie spokojne zwiedzanie, oraz spróbować pastizzi w jednej z najbardziej znanych pastizzerii na wyspie. O tym miejscu pisała Mysz w naszej notce kulinarnej z Gozo, był tam też Robert Makłowicz w jednej ze swoich podróży i grzechem było by nie odwiedzić tak rekomendowanego miejsca. Jadąc tam mijamy klify Dingli. W sumie nie byliśmy tam jeszcze nigdy, obiecujemy sobie że nasza kolejna wizyta na wyspie będzie miała ten punkt w planie. Póki co przed nami Rabat.  Miasto łożone na wzgórzu, to i wieje solidniej niż w Siggiewi. Tym razem nie idziemy do katakumb czy zabytków. Nasz cel to wyłącznie pastizzi. Podane w „towarzystwie” herbaty ze szklanek i lekkiego piwka – Blue Label Ale. Niesamowicie puszyste, ze świeżutkim nadzieniem. Mniam! Palce lizać! Zainteresowanym przypominam: Crystal Palace, Triq san Pawl od strony Mdiny. I nie bójcie się wnętrza. Warto wstąpić! Swoją drogą mieszkańcy Malty wskażą Wam jeszcze jedno tak dobre miejsce, w miasteczku Żejtun, ale tam nie zdążyliśmy już pojechać. Wierzę że mają rację, może ktoś z Was to sprawdzi?

Po takich atrakcjach kulinarnych i krótkim odpoczynku w parku udajemy się do Mdiny. Wita nas ta sama brama, która witała Neda Starka w serialu „Gra o Tron” 😉

Obraz 542_wmObraz 545_wm

Po jej minięciu od razu zagłębiamy się w labirynt klimatycznych uliczek:

Obraz 552_wmObraz 554_wmObraz 569_wmObraz 570_wmObraz 572_wmObraz 586_wmObraz 600_wm

Niestety, nie zostaliśmy w Mdinie na noc. Trzeba będzie to nadrobić następnym razem, teraz nie sprzyjała nam pogoda, zrobiło się bardzo zimno, wróciliśmy do swojego mieszkania po bluzy. Wykorzystaliśmy czas na szybkie pakowanie, ale ponieważ jeszcze trochę go było, a wieczór kusił, udaliśmy się na krótki wieczorny spacer po Valetta. Zaczęliśmy od Ogrodów Hastings, gdzie wieczorami zbierają się młodzi (nawet bardzo młodzi) ludzie i imprezują, a kończyliśmy  w rejonie placów Republiki i Św. Jerzego. Mysz zrobiła kilka zdjęć, stolica nocą też ma swój urok:

Nasz spacer się skończył i skończyła się nasza przygoda z Maltą. Następnego dnia Michael, właściciel wynajmowanego nam apartamentu, odwozi nas na lotnisko. Stąd Ryanair do Krakowa. Po drodze jeszcze widoki na Etnę i Tatry:

… i jesteśmy w domu.

Tu miałem zamiar zamieścić małe info praktyczne, jednak odeślę Was drodzy czytelnicy do ostatniej notki z sekcji „Malta 2014” na tym blogu. Ceny i zasady nie zmieniły się bardzo od minionego roku. Jeśli czytaliście nasze wpisy na bieżąco pojawiało się tam tez sporo informacji do wykorzystania w podróży. Dla nas to już koniec pobytu na pięknej Malcie i wspaniałym Gozo. Jednak nie koniec emocji z nimi związanych. W naszej kuchni do dziś na honorowym miejscu znajdują się oliwa, ocet winny czy przyprawy przywiezione stamtąd (likier już spożyty, za zdrowie sympatycznych mieszkańców wysp 😉 ). Ciągle wspominamy i obiecujemy sobie powrócić. Czekają na nas już nowe cele i nowe wyzwania, realizowane jak tylko urlop pozwoli, ale Malta i Gozo na zawsze zostają w naszym sercu.