Podróż na północ intensywnie i Comino na deser ;-)

Nasz trzeci dzień na Malcie. Chcemy zobaczyć atrakcje północnej strony wyspy i dodatkowo udać się do słynnej Blue Lagoon na Comino, złapać trochę słońca i popływać. Z kilku atrakcji na północy wybieramy te typowo przyrodnicze: Malta National Aquarium i Bird Park Malta.

Malta National Aquarium

By je zobaczyć, udajemy się w pierwszej kolejności do Bugibba. To miejsce aspirujące do miana „kurortu” maltańskiego. Sporo hoteli, tłumy nie zawsze trzeźwych i nie zawsze spokojnych „turystów” i ogólna atmosfera nie nastrajają nas do bliższego poznawania tego miejsca. Wówczas jeszcze nie wiedzieliśmy że znajdziemy się tam za rok, wprawdzie tylko na jedną noc, ale za to trudną. To jednak już inna historia. My Bugibba szybko opuszczamy i udajemy się wybrzeżem do miejscowości Qawra będącej w zasadzie bliskim sąsiadem Bugibba. tak bliskim że nie widać kiedy kończy się jedna, a zaczyna druga. To tam, na przylądku Qawra Point mieści się Malta National Aquarium, czyli niewielkie, mimo robiącego wrażenie budynku oceanarium.

W środku można zobaczyć akwaria tematyczne poświęcone życiu w wodach otaczających Maltę, ale także sekcje poświęcone rafie koralowej. Jest też tunel podwodny, rekinarium i strefa poświęcona organizmom innym niż ryby. Cały obiekt nie sprawia może takiego wrażenia jak akwaria w Lizbonie czy Singapurze, ale jest jak najbardziej wart odwiedzenia. Zwiedzamy go za darmo z Malta Pass. Jedynym problemem są hałaśliwe wycieczki szkolne nad którymi nikt nie panuje, ani nawet nie stara się zapanować.

Obraz 276 Obraz 284

Bird Park Malta

 

Po godzinie spędzonej w Aquarium udajemy się do jeszcze jednej atrakcji położonej w pobliżu Qawry, mianowicie Bird Park Malta. Miejsce nie jest łatwe do odnalezienia. Trzeba kierować się w stronę Triq Salina, przekroczyć go, i drogą wśród pól iść za drogowskazami do obiektu położonego mocno na uboczu. Sugeruje dobry przewodnik lub aplikację maps.me. Info o sposobie dojścia z mapką jest też na Tripadvisorze, skąd zresztą czerpałem wiedzę o tym miejscu. Bardzo byliśmy ciekawi jak ten park wygląda, nasze apetyty pobudziło Falconry Centre dzień wcześniej. Niestety, nie było tak różowo. Pierwszym problemem jest osoba właściciela. Jest to Włoch nastawiony na określony typ klienta odwiedzającego park. Preferuje osoby z dużym portfelem co łatwo da się wyczuć. Nawet nie trzeba wyczuwać, ten facet to werbalizuje. Mieliśmy problemy z uznaniem Malta Pass mimo iż miejsce oficjalnie je honoruje. Za to szczególną estymą cieszyli się zwiedzający podwożeni limuzyną i krążący wśród ptaków z kieliszkiem wina w ręku. Kolejnym problemem jest stosunek do samych ptaków. Widać że one stanowić tam mają atrakcję i źródło zarobku. Ich potrzeby liczą się jakby mniej. Wprawdzie opiekunowie robili co mogli, ale widać było jak są ograniczani samą „konstrukcją” parku, klatek i wolier oraz wygłaszanymi bez oporów komentarzami i decyzjami właściciela. Dobór gatunków okazał się mocno przypadkowy i tylko pozostaje mi ufać w kompetencje opiekunów. Oni wyraźnie się starali. Miejsce jest typowo komercyjne. Nie ma na celu przywracania ptaków przyrodzie jak Falconry, głównie chodzi o zarabianie. W klatkach są też ssaki, jak np cyweta, ale nie jest ich wiele, sprawiają wrażenie znużonych.

Po zwiedzeniu parku ptaków, co szczerze mówiąc nie zabrało nam dużo czasu, udajemy się do Qawry gdzie wsiadamy do autobusu w kierunku Cirkewwa. Mieści się tam terminal promowy na Gozo i przystań z której odpływają łodzie na Comino.

Comino

 

Comino jest najmniejszą z trzech głównych wysp maltańskich, średnicy zaledwie ok 2 km. Płyniemy tam łodzią za 10 Euro, w zasadzie to łódź znajduje nas sama. Naganiacze nie próżnują. Naszym celem jest Blue Lagoon, chcemy trochę się zrelaksować. Jednak rzeczywistość rozczarowuje. Ryk „umc, umc” z głośników, tłumy takie że trudno rękę wcisnąć, laguna zatłoczona łodziami. Pandemonium nie wróżące najlepiej odpoczynkowi.

Szybka decyzja i idziemy na wzgórze górujące nad laguną szukać odpoczynku na wysokości kanału oddzielającego Comino od jeszcze mniejszej Cominotto i ciągu małych wysepek. Okazuje się to doskonałą decyzją. Poza Blue Lagoon wyspa jest praktycznie pusta. Mijamy grupkę pijanych i mocno hałaśliwych osobników. Liczne wyzwiska dotyczące proweniencji matek i ojców delikwentów („ty kur…” ty chu…u), białe skarpetki do sandałów i wyżelowane łepetyny wskazały nam z obywatelami jakiej nacji mamy do czynienia. W zasadzie to było do przewidzenia jako że przy lagunie najbardziej również oni rzucali się w oczy. W takim momencie wstyd mi i mam ochotę zapaść się pod ziemię. Troglodyci oczywiście głośno komentują uroki Comino po polsku, zupełnie nie przejmując się tym że ktoś tego słucha. My jak najszybciej mijamy towarzystwo i znajdujemy małą zatoczkę tylko dla siebie. Oczywiście nie ma co liczyć na piasek itp atrakcje. Są płaskie kamienie na których można się położyć i jest kapitalna woda. Od razu wyciągamy maski, rurki i ruszamy na mały snorkeling. W wodzie pełno carnaxów, wargaczy, jest mała szkaradnica i niestety są tez meduzy. To właśnie one najbardziej przeszkadzają. Na dnie łąki posidonii, widoczność tak na 20 m na spokojnie, stosunkowo niedaleko brzegu już głęboko. Warunki cudowne, więc korzystamy z Myszą na całego. Właśnie to warto polecić. W samej lagunie kąpiel jest taka mocno średnia, ale Comino ma masę innych fajnych miejsc i już kilkadziesiąt metrów dalej można je odkryć i co najważniejsze mieć tylko dla siebie. Obraz 344

Zbliżała się 18, więc i czas ostatniego kursu łodzi z wyspy. Pomimo kuszącej perspektywy zostania na noc decydujemy się wrócić. Po drodze podziwiamy jeszcze jaskinie w klifach Comino i zmęczeni ale szczęśliwi wracamy do mieszkania.