Pływanie, snorkeling i nury na Gozo. Trzy dni pod wodą (i na niej)

Wtorek ma przynieść nam kolejne atrakcje. Tym razem delikatne wprowadzenie w świat podwodny Gozo, razem z jego urokami. Na miejsce jednodniowego snorkelingu wybieramy małą zatokę na południu wyspy: Mgarr Ix-Xini, kolejne dwa dni upłyną Myszy na spacerach a mnie na nurkowaniach w miejscach wybranych przez przewodników z mojej bazy. Ale po kolei…

By dotrzeć do Mgar Ix-Xini trzeba troszeczkę kombinacji. Najdogodniejszy byłby oczywiście własny samochód, lub takowy z wypożyczalni, ale cóż, dla nas konieczność posiadania samochodu na wakacjach, jakże typowa dla „Januszów w podróży” nie jest aż tak decydująca. Krótko mówiąc – nie wypożyczamy samochodu, nie uważamy że „bez autka się nie da”, decydujemy się poznawać Gozo i jego szlaki z trochę innej perspektywy. W przypadku Mgarr Ix-Xini będzie to piesza wycieczka z Sannat, choć większość próbujących się tam dostać wybiera podróż z Xewkija. My tam wrócimy.

Docieramy do Sannat autobusem. Miasteczko jest totalnie senne. Na szczęście znajduje się człowiek gotowy nam pomóc i wskazać drogę. Samodzielne jej odszukanie w plątaninie uliczek miasteczka było by trudne, a tak udaje nam się wydostać na właściwy szlak w zasadzie bez przeszkód. Idziemy wśród pól, na których skądinąd neolityczni mieszkańcy Gozo zakładali swe miejsca kultu (co potwierdziły liczne wykopaliska). Naszym celem w pierwszej kolejności jest mała zatoczka Ta Cenc, biorąca swoją nazwę od okolicznych klifów.
Obraz 242_wmDocieramy tam po około godzinie marszu. Na miejscu wita nas restauracja i zejście do punktu z którego zaczyna się nurkowania. My jednak odszukujemy małą ścieżkę na lewo (wschodnia strona) od parkingu restauracji i nią udajemy się do głęboko wciętej w ląd, spokojnej zatoki Mgarr Ix-Xini. Słowo „mgarr” w nazwie oznacza port i rzeczywiście, to miejsce w czasach średniowiecznych i później, w okresie rządów Joannitów, było traktowane jako naturalny port i przystań dla galer. Warunki ma ku temu przednie. Nas jednak interesuje głownie snorkeling tam, a Mysz dodatkowo chce złapać trochę Słońca ;-). Szybko schodzimy na brzeg. Na parkingu kilka samochodów z centrów nurkowych, a na brzegu trochę imprezujących młodych ludzi, ale spokojnie, impreza jest jak najbardziej „przyjazna”, siekiery w powietrzu nie fruwają, jak to bywa niekiedy w innych, bardziej ponurych stronach świata 🙂 Znajdujemy swój kawałek brzegu i szykujemy się do wejścia. Woda jest jeszcze chłodna, ma ok 17 stopni, więc pianki mogą pomóc w dłuższym poznawaniu jej atrakcji, jednak po krótkim czasie Mysz rezygnuje i pływa tylko w kostiumie. Obraz 244_wm
Mgarr Ix-Xini to jedno z najbardziej „nasyconych” życiem miejsc na Gozo. Widzimy sporo carnaxów, są chromisy, trafiają się ryby z rodzaju Diplodus, są też liczne babkowate i całkiem sporo małych skorpen, głównie czerwonych. Mysz dostrzega w rozpadlinie skalnej małą murenę, a ja płaszczkę. Oczywiście jest mnóstwo strzykw, sporo krabów, jeżowców.

Woda i podwodne widoki cieszą, ale czas płynie nieubłaganie. Przed nami jeszcze długi marsz do Xewkija, gdzie docieramy późnym popołudniem. Oglądamy tam jeszcze imponujący kościół, dyskretnie obserwując także życie mieszkańców skupiające się wokół głównego placu miasta, i zmęczeni ale szczęśliwi wracamy do Marsalforn.

Następnego dnia Mysz będzie odpoczywać (nie nurkuje), a ja udaję się do bazy Atlantis Diving Centre w Marsalforn. Wykupiłem tam pakiet nurkowy i mam właśnie zamiar go realizować. Baz nurkowych na Gozo znajdziemy sporo. Nie bez przyczyny. To miejsce jest jednym z najlepszych nurkowisk w rejonie Morza Śródziemnego. Bazy oferują wypożyczanie sprzętu, nurkowania z przewodnikiem i kursy. Atlantis dodatkowo jeszcze ma swoje pokoje dla przybywających nurków, ale z tego nie korzystam. Stephanie i Brian Azzopardi starają się z Atlantis stworzyć najlepsze centrum na Gozo i całkiem nieźle im to się udaje. Ekipa tam zatrudniona jest profesjonalna i wielojęzyczna, w 2015 roku był instruktor z Polski. Ich strona dla chcących skorzystać to http://www.atlantisgozo.com strona ma wersję polską, a cała baza jest przyjazna dla nurków z Polski.

Nasze pierwsze cele To jaskinie Catedral i Billinghurst. Obydwie są na północy, w rejonie salin, gdzie byliśmy pierwszego dnia. Tą pierwszą zaliczamy po przepłynięciu całego fiordu Wied Il-Ghasri. Oczywiście skręcamy sprzęt u góry, później schodki, a później trzeba kilka metrów solidnie uderzyć z płetwy. Jednak dla samej tej jaskini warto! Sprawia ona imponujące wrażenie, można się też w niej wynurzyć, a powietrze jest tu ok, gdyż wymienia się przez szczeliny skalne. Na jej ścianach żyją krewetki, ślimaki nagoskrzelne i różne skorupiaki. Droga do niej też sprawia niesamowite wrażenie, jako że płyniemy wśród wielkich głazów i ścianek skalnych. Kolejna jaskinia – Billinghurst leży kilkaset metrów bliżej Marsalforn, ma długość ok 100 m i jest przeznaczona raczej dla nurków z pewnym doświadczeniem. Jest znacznie ciaśniejsza od poprzedniej a pod stropem nie ma powietrza lub jest ono zepsute. Na dnie jaskini prowadzona jest poręczówka, pomocna dla ćwiczących, sama jaskinia nie jest tak monumentalna jak Cathedral, ale warta zobaczenia, przy zachowaniu oczywiście zasad bezpieczeństwa i pewnym obyciu jaskiniowym. Bardzo nieprzyjemne jest wejście i wyjście z niej, zwłaszcza przy dużym falowaniu i wiatrach północnych.

22405542417_7bdda591fa_oNasze kolejne nurkowania to Ta Cenc i właśnie Mgarr Ix-Xini. Obydwa położone blisko siebie. To pierwsze oferuje niesamowite kaniony podwodne, jest też jaskinia w której żyją krewetki, jednak samo miejsce jest głębokie, nurkuje się do ok  40 m, stąd dobrze mieć specjalizację deep i zwracać uwagę na limity, drugie jest już mi znane ze snorkelingu, choć z butlą warto poznać je z innej perspektywy. Dzienne robię tam z Maćkiem, instruktorem Atlantisa. Cieszy jak zwykle w tym miejscu mnogość życia, robią wrażenie ścianki, jest i mała jaskinia na końcu w której można zobaczyć krewetki i sporego kraba. Zaliczam też nocne, warto! Można wtedy zobaczyć tam zupełnie inne zwierzęta. Był i zając morski – duży ślimak nagoskrzelny i ośmiornica, był świecący plankton i piękne, ale i trochę niebezpieczne ryby z rodzaju Trigloporus lastoviza. Niezapomniane nury i cudowne miejsca. A na koniec kilka zdjęć spod wody:

  • Dominika

    Hej! Jakim sprzętem robiliście podwodne zdjęcia?

    • Czesc. Zdjecia sa robione prosta chinska kamerka Tracer SJ4000. Niestety do wybitnej jakosci im daleko, ale to byly nasze pierwsze doswiadczenia z fotografia podwodna. Kiedy juz zalapie o co chodzi z pewnymi rzeczami zainwestuje w cos sensownego do zdjec podwodnych plus swiatlo do takowych oczywiscie. Pozdrawiam.