Plaże Malty

W dzisiejszym poście będzie trochę nie tylko o naszych przeżyciach. Jak zdążyliście zauważyć, preferujemy raczej wypoczynek aktywny, połączony w pewnym stopniu z błogim lenistwem, ale bez przesady. Dlatego plaże i to co z nimi związane nie były naszym głównym celem w czasie wyjazdu na Maltę. Okoliczności nieco jednak zmusiły nas do poznania uroków nicnierobienia, przez co mogliśmy zapoznać się z plażami Malty. Dokładniej z jedną, za to zdecydowanie wartą uwagi. Malta ma kilka miejsc dogodnych do plażowania, jednak typowo piaszczystych plaż znanych z pewnych kurortów „województwa egipskiego” czy wybrzeża Bałtyku nie ma tu praktycznie  wcale.

Miłośnicy plaż kamienistych i pozbawionych infrastruktury bez problemu znajdą takie miejsca jak Peter’s pool, czy Ghar Lapsi. Można tam liczyć na fajne otoczenie, spokój, przynajmniej poza weekendami czy świetne warunki pływackie. Nie ma natomiast żadnej infrastruktury gastronomiczno – plażowej, tak pożądanej przez wielu. W zasadzie każda nabrzeżna miejscowość dysponuje tez swoją „plażą”, czyli kawałkiem kamienistego wybrzeża gdzie można się rozłożyć i popływać, jednak otoczenie bywa już niekoniecznie pociągające. Takie miejsca są nawet w Valetta czy Sliema, ale są małe i zdecydowanie w industrialno – cywilizacyjnym otoczeniu.

Szukając typowych plaż z piaskiem i infrastrukturą warto wybrać się na północ wyspy. Tam znajdziemy kilka obiektów. Pierwszy to Ghadira Bay w sąsiedztwie Mellieha. Jest to największa i najłatwiej dostępna plaża piaszczysta na Malcie. Sami tam nie byliśmy. Polecamy dla tych, którzy nie obejdą się bez parasoli, barów z napitkami itp. Jest tez dogodna dla dzieci, gdyż woda jest tam spokojna i płytka.  Jadąc trochę dalej na północ, w pobliżu Cirkewwa znajdziemy plażę Paradise Bay, miejsce przez wielu uważane za najpiękniejsze na Malcie (hmmmm…), nas od wizyty tam odstraszyły tłumy które tam widzieliśmy. Jednak można ją polecić tym , którzy potrzebują na plażach dodatkowych atrakcji i infrastruktury.

My zdecydowaliśmy się na nieco inny cel na północy- tzw „trzy zatoki”. Dlaczego tam pojechaliśmy? Mysz niestety zachorowała, i nie za bardzo mogliśmy kontynuować spacery po wyspie, uznaliśmy także, że warto zwyczajnie poleżeć i złapać trochę słońca. Dlatego wtorek spędzamy w domu, lecząc Mysz, a w środę i czwartek wybieramy się do Ghajn Tuffieha. Jest to jedna z trzech zatok, pozostałe to Golden Bay i Gnejna Bay. Każda dysponuje swoją piaszczystą plażą i dzikim otoczeniem. największa i najbardziej „cywilizowana” jest Golden Bay. Są tam wypożyczalnie sprzętu wodnego, gastronomia, a nad zatoką górują bryły budynków luksusowych hoteli. Jest oczywiste że wybierzemy raczej jej sąsiadkę. Pytanie – którą? Gnejna jest bardzo spokojna i ciekawa, ale jest tam też plaża naturystów i gejowska. Nas takie „atrakcje” średnio pociągają, więc wybieramy Ghajn Tuffieha.

Plaża tam jest dość spokojna jak na warunki maltańskie. Jest jeden bar, ale nie hałaśliwy i trochę parasoli. Schodzi się po schodach, późniejsze wyjście może być uciążliwe, stąd też chyba większa popularność Golden Bay. Sam piasek nie jest zatłoczony, ale i tak decydujemy się na znalezienie wygodnej płyty skalnej na prawym brzegu zatoki, co wymaga pójścia za bar i ścieżką wzdłuż wysokiego brzegu. Na piasku dominuje jeden język, uroczo rozpoznawalny dzięki przerywnikom wygłaszanym przez facetów w kwiecistych gaciach. „Mariolki” im nie ustępują, ale na szczęście tu jeszcze nie dotarła „kultura parawanowa” jakże popularna w ojczyźnie. Są leżaki, parasole, ale parawanów i rezerwacji miejsc na szczęście brak 😉 .

Tak Ghajn Tuffieha wygląda z góry, w tle widać Gnejna Bay.

Obraz 361_wmObraz 372_wmObraz 367_wmObraz 362_wmObraz 364_wm

Kolory wody to efekt różnego ukształtowania i charakteru dna w różnych miejscach zatoki. Znajdziemy tam i dno piaszczyste i typowe dla Malty kamienie, ale i podwodne łąki posidonii. My lądujemy na swoim kawałku zatoczki, i praktycznie od razu idziemy do wody. miejsce jest też niezłe dla snorkelingu, a życie pokazuje się ze swej najlepszej strony.

Obraz 369_wmObraz 370_wm

Nie tylko życie podwodne zresztą, na lądzie też jest ciekawie.

 

 

Siedzimy zadowoleni, na naszym odcinku jesteśmy praktycznie sami, słoneczko świeci, leniuchowanie na całego… jednak to nie zmienia naszej opinii, Malta to nie jest wyspa typowo plażowa. Plaże są po prostu zbyt małe, w stosunku do liczby chętnych. Chcąc poplażować na pewno znajdziecie fajne miejsce, ale gdyby wybierać Maltę tylko z myślą o takiej aktywności?  Nie bardzo to widzę.  Wyspa jest strasznie zróżnicowana i oferuje wiele rzeczy dla każdego, ale plaże to niekoniecznie jej najmocniejsza strona.

Mysz w promieniach słońca i ciepełku odzyskuje siły. Ja złapałem opaleniznę jak na mnie olbrzymią 😉 przychodzi jednak czas powrotu. Mimo leniuchowania wskazówki zegarka jednak nie odpoczywają. Wracamy przed wieczorem i tu mała uwaga. Gdy zdecydujecie się pojechać tam autobusem, zdecydujcie się na spacer do jego pierwszego przystanku, autobusy odjeżdżają spod Golden Bay i już tam bywają pełne, mogą nie zatrzymać się przystanku Ghajn Tuffieha.

W autobusach prawdziwa wieża Babel. Oczywiście mieliśmy „szczęście” trafić na wózek dziecięcy rozmiar XXXXXL z wyjątkowo rozwrzeszczanym i ciskającym w  otoczenie jedzeniem i innymi elementami lokatorem. Oczywiście jego rodzice nie przejawiali jakiejkolwiek chęci uspokojenia małego terrorysty, a na prośby i uwagi pasażerów reagowali agresją. Lokator wózka krótko mówiąc był „ponad” otoczeniem i „jemu było wolno”… ech…  i jeszcze gdyby nie fakt że byli z Polski to nie było by mi tak wstyd. Naprawdę drodzy rodzice, podróże z małymi dziećmi nie czynią z nich Bogów a z was nadludzi. Dajcie żyć innym!