Ostatni dzień, ale wcale nie leniwy.

Zaczynamy nasz ostatni pełny dzień na Malcie. Tym razem zamierzamy udać się do centrum wyspy, zobaczyć dawną stolicę  – Mdinę, Rabat, ale chcę także egoistycznie odwiedzić muzeum lotnictwa. Uwielbiam wszystko co związane z lotnictwem, militariami, a tutaj mimo niewielkiej kolekcji jest co zobaczyć. Malta przecież w czasie II Wojny Światowej pełniła rolę „lądowego lotniskowca” i tradycje około lotnicze ma mocne. Zanim jednak muzeum zobaczę, trzeba je znaleźć. Znajduje się ono w miejscowości Ta’Qali, wśród maltańczyków słynącej ze Stadionu Narodowego a wśród turytów z zakładów produkujących wyroby szklane. Jednak o położeniu muzeum nikt nic nie wie. Wysiedliśmy przy głównej drodze do Rabatu, próbujemy pytać, ale pojawiają się tylko przedstawiciele żyjących na wyspie afrykańskich imigrantów – nie mówią po angielsku, wśród nielicznych turystów też nikt nic nie wie. Ludzie tu przyjeżdżają po zakup pamiątek, a nie oglądać samoloty. Po dłuższym spacerze znajdujemy muzeum. By uczynić to szybko trzeba na palcu i parkingu z przystankiem w centrum Ta’Qali udać się najpierw prosto, ulicą wzdłuż sklepów ze szkłem (nie drogą główną gdzie jadą autobusy), a po dojściu do rozwidlenia skręcić w lewo. Tam znajdziecie pierwszy sensowny drogowskaz. Maps.me oczywiście się przydaje. Hangary są widoczne już na wysokości małej manufaktury o wdzięcznej nazwie  „Phoenician blowjobers” (tak tak, wiem jak to brzmi 🙂 ) i stąd jest już łatwo.

Muzeum Lotnictwa

 

W samym muzeum są dwa hangary. Jeden obejmuje kolekcję poświęconą czasom powojennym, silnikom i są tam też remontowane zasoby, drugi jest w całości poświęcony eksponatom z II WŚ. Zaczynamy zwiedzanie od współczesnego. Jest tu i Meteor, i Vampire i Fiat GR91. Można też zobaczyć trochę silników, śmigłowców i tego nad czym obecnie wolontariusze skupieni wokół muzeum pracują. Jest kolekcja modelarska, są obrazy olejne. Ogólnie to co każdego miłośnika lotnictwa ucieszy. Eksponatów, choćby w porównaniu z krakowskim Muzeum Lotnictwa i Astronautyki jest malutko, ale warto wstąpić .

 

W drugim hangarze mamy ekspozycję poświęconą II WŚ, której ozdobą jest Spitfire EN199 biorący udział w operacji sycylijskiej, jest też Hawker Hurricane wyłowiony z okolic Blue Groto i przywrócony do stanu muzealnego. W tym hangarze możemy obejrzeć też filmy i prezentacje związane z obroną Malty przed inwazją włosko – niemiecką, a był to dla Maltańczyków heroiczny ale i trudny wycinek dziejów. Na nas jednak już czas. Wychodzimy i obserwując piękny widok na Mdinę udajemy się na przystanek.

Rabat

Naszym celem jest właśnie to miasto i jego dawne przedmieścia czyli Rabat. Mdina do czasów przybycia Zakonu Szpitalników, „Wielkiego Oblężenia” i budowy La Valetta pozostawała stolicą Malty, miasto zachowało swój średniowieczny układ, jest niesamowicie klimatyczne. Do dziś żyje w nim ok. 300 mieszkańców, a codziennie odwiedzają je tłumy turystów. Docenili je także filmowcy. Serial „Gra o Tron” miał tu swoje plenery, a Mdina „symulowała” Królewską Przystań. Nim jednak zagłębimy się w średniowieczny labirynt, udajemy się dokładnie w przeciwną od murów Mdiny stronę, mianowicie do Rabatu. Naszym pierwszym celem jest Domus Romanus. Wchodzimy tam korzystając z Malta Pass, czyli za darmo. Na miejscu jest kategoryczny zakaz robienia zdjęć i tego się trzymamy 😉 W skrócie powiem, że miejsce to jest ruinami domu bogatego obywatela rzymskiego z czasów wczesnego cesarstwa, ze świetnie zachowanymi mozaikami podłogowymi. Znaleziono tam też kolekcję pomników i rzeźb domowych i różnych sprzętów. Ogólnie ciekawy o tyle, że z okresu rzymskiego praktycznie brak zabytków na Malcie. Kolejnym naszym celem mają być katakumby św Agaty. Niestety, wita nas informacja o zamknięciu dla zwiedzających i taki oto widok : Obraz 453
W ramach rekompensaty wybieramy więc katakumby św Pawła, według przewodnika nieco mniej imponujące, ale dające pogląd na to, jak wyglądały tego typu obiekty na MalcieObraz 455

Urokliwymi i sennymi uliczkami Rabatu udajemy się do Mdiny. Po drodze obserwujemy klatki z ptakami, które Maltańczycy kochają wystawiać przed domy.

Mdina

 

Mdina wita nas spokojem swoich uliczek. Spacer tu to prawdziwa przyjemność pozwalająca odpocząć od zgiełku typowego dla ośrodków miejskich na Malcie. Uliczki są bardzo wąskie, a mimo sporej ilości turystów nie rzucają się oni w oczy. Mdina ma do zaoferowania kilka ważnych zabytków, jak choćby Katedrę, kościół i muzeum Karmelitów, liczne pałace. Można także wypocząć w jednej z klimatycznych kawiarenek, oraz nacieszyć oczy fenomenalnym widokiem z murów miejskich, obejmującym praktycznie całą wschodnią część wyspy. Warto odwiedzić to miejsce nocą, nastrój musi tu być wtedy niesamowity.

Opuszczając Mdinę zaglądamy jeszcze do Muzeum Historii Naturalnej. Mieści się ono w Pałacu Vilhena, jest muzeum w „starym” stylu, czyli głównie gabloty i opisy, natomiast sam pałac jest wart uwagi jak najbardziej.
Obraz 511

Z racji iż jest to nasz ostatni dzień chcemy jeszcze trochę nacieszyć się morzem. Dlatego wieczorem wybieramy się na promenadę w Sliemie. Miejsce jest raczej z gatunku tych, za którymi nie przepadamy: gwarne, hałaśliwe, pełne tzw „wakacyjnych tłumów” , jednak od nas jest tam najbliżej. Liczyliśmy że uda się znaleźć jakiś kawałek dla siebie, i nie zawiedliśmy się. Wybrzeże co jakiś czas oferuje „plażę” czyli kamienisty odcinek, jednak z podstawową infrastrukturą i dogodnym zejściem do morza. Tym razem decydujemy się na błogie popołudniowe lenistwo na czymś takim. Snujemy już plany na przyszłość, oczywiście dotyczą one powrotu na tą wyspę. Zdajemy sobie sprawę, ze Malty tylko spróbowaliśmy, ale zauroczyła nas i powrót jest pewny. W promieniach zachodzącego słońca żegnamy się z Morzem Śródziemnym i wracamy do apartamentu. Jutro czeka nas podróż na lotnisko i powrót do kraju. Ale o tym już w kolejnym wpisie…