Z wizytą u orangutanów: Bukit Lawang.

Wyprawa na Sumatrę.

To była moja pierwsza wyprawa do Indonezji, a dokładniej na Sumatrę. Znalazłem się na niej trochę przez przypadek. Nie wypaliła mi wiosenna podróż do Tajlandii i musiałem zmienić podróżnicze plany. Szukając inspiracji na alternatywę, dzięki sugestiom Jacka Stefańskiego i użytkowników z forum Travelbit wybrałem Indonezję. Bardzo mało o tym kraju wiedziałem i myślałem raczej stereotypami, a te kręciły się wokół Bali, wulkanów i Javy. O innych wyspach nie wiedziałem prawie nic. Podróż zaplanowałem na październik, a to już praktycznie początek pory deszczowej na Małych Wyspach Sundajskich. Z tego powodu odpuściłem klasyczną trasę Bali-Lombok-Sumbawa-Flores. Zamiast niej zdecydowałem się na jedną z mniej docenianych (zupełnie niesłusznie!) wysp w Indonezji. Wybrałem Sumatrę, a konkretnie Bukit Lawang i wizytę u orangutanów. Był to strzał w dziesiątkę!

Bukit Lawang Sumatra
gwiazdką oznaczyłem położenie Bukit Lawang na mapie Sumatry

Kraków->Londyn->Malezja->Sumatra.

Z Krakowa poleciałem do Londynu EasyJet’em. W Londynie miałem się przesiąść do samolotu linii AirAsia. Mimo opowieści o ciasnocie i nie najlepszych warunkach lotu z nimi podróż minęła praktycznie bez żadnych problemów. W nocy krótka drzemka, a po uwzględnieniu zmiany czasu w Malezji wylądowałem po południu. W Kuala Lumpur zatrzymałem się na nocleg w Tune Hotel umiejscowionym tuż przy lotnisku. Byłem niesamowicie śpiący, mimo to poczekałem ze snem do zmroku. Dzięki temu rano obudziłem się wypoczęty i uniknąłem skutków jetlag’u. Z Tune Hotel miałem zaledwie 200 metrów od terminala, z którego poleciałem również z AirAsia do Medan na północy Sumatry. W mieście tym wylądowałem na starym lotnisku Polonia, lecz wiem, że obecnie Medan ma już nowe lotnisko Kualanamu, a Polonia jest zamknięta. Kuala Lumpur przeniosło loty linii  Air Asia na nowy terminal KLIA 2. Pierwsze moje wrażenia z Indonezji? Gorąco!

Coraz bliżej Bukit Lawang.

Na lotnisku w Medan powitał mnie tłumek uśmiechniętych ludzi, a ja szybko kupiłem wizę wjazdową i poszedłem odebrać plecak. Sprawnie załatwiłem też formalności z przedstawicielem miejscowej służby celnej, choć znałem ze słyszenia, że nie cieszą się oni specjalnie dobrą renomą. Wymieniłem trochę gotówki na miejscową walutę, by mieć coś na dojazd do mojego celu. Na dworzec z którego odjeżdżał autobus do Bukit Lawang podjechałem taksówką. Nie był to może najtańszy, ale za to najszybszy sposób, a mnie najbardziej zależało na czasie. Jeszcze tego samego dnia chciałem się znaleźć u celu podróży. Autobus oczywiście w trzecioświatowych klimatach: szyb niewiele, ale o tyle dobrze, bo towarzysze podróży namiętnie i bez przerwy palili papierosy. Brak było też drzwi, a tłumek w środku dość pokaźny. Na pokładzie nie zabrakło nawet żywych zwierząt. Na umilenie podróży kierowca zafundował nam z głośników ustawionych na full miejscową odmianę popu. Kiedy radio wysiadło niezbyt długo nacieszyłem się spokojem. W parę chwil umuzykalniony współpasażer wyciągnął gitarę i zaczął grać. Wkrótce do jego śpiewów i muzyki dołączyła spora część podróżnych. Chyba tylko ja nie miałem słuchu muzycznego i postanowiłem zachować milczenie… W takich oto pięknych okolicznościach dotarłem do położonego na uboczu dworca w  Bukit Lawang. Już na wyjściu z autobusu- jako jedyny biały- momentalnie stałem się celem ludzi oferujących podwózkę. Miałem trochę czasu, więc postanowiłem przetestować, jak na Sumatrze podchodzi się do targów. Okazało się, że podchodzi jak najbardziej odpowiednio: z 10000 rupii dość szybko zrobiło się 1000. Po chwili załadowałem się na becak– motocykl z ławką dla pasażera z przodu lub z boku- i wyjechaliśmy w kierunku miasteczka. Nie rezerwowałem żadnego konkretnego noclegu wcześniej. Przed podróżą wypisałem sobie kilka adresów z przewodnika i chciałem najpierw zobaczyć, jak to wygląda na miejscu. Zostałem na nocleg już w pierwszym o nazwie Wisma Leuser Sibayak https://www.tripadvisor.co.uk/Hotel_Review-g680012-d3482605-Reviews-Wisma_Leuser_Sibayak-Bukit_Lawang_North_Sumatra_Sumatra.html. Zachwycił mnie klimat miejsca i ludzie, którzy siedzieli na jego tarasie, grali na gitarze i ogólnie wydali się mega sympatyczni. Wewnątrz czyściutkie pokoje, nie najgorsze zaplecze sanitarne i opcja pysznych posiłków. Dodatkowo perspektywa integracji z miejscowymi z gośćmi na tarasie. Czego chcieć więcej?

Bukit Lawang
okolice Bukit Lawang, w których sie zatrzymałem

Orangutany (i wiele więcej) w Bukit Lawang.

Żeby odwiedzić orangutany (z malajskiego: Orang Hutan– człowiek lasu) potrzebowałem przewodnika po dżungli. Swojego poznałem już w pensjonacie. Był nim brat właścicielki, który równocześnie był rangerem, czyli strażnikiem parku Gunung Leuser. Utargowałem 40€, jako całkowity koszt za dwudniowy trekking po dżungli z noclegiem w szałasie i wyżywieniem. Nie zabieraliśmy ze sobą tragarza, więc szliśmy szybko i sprawnie. Mój przewodnik miał dużą wiedzę na temat roślin w dżungli i faktycznie było się czemu przyglądać. W trakcie licznych podejść i zejść wzdłuż szlaku napotykaliśmy drzewa–olbrzymy, przecięliśmy też sporo strumieni. Naszym głównym celem było przede wszystkim zobaczenie orangutanów. Te człekokształtne i bardzo inteligentne małpy żyją na Borneo i Sumatrze w niewielkiej liczbie. Wiele osób dociera do parku Gunung Leuser, bo tam jest ich stosunkowo dużo i można je tam spotkać na specjalnych platformach, gdzie są dokarmiane. My jednak liczyliśmy na spotkanie w dżungli. Kontynuując poszukiwanie natrafiliśmy na  langury (Thomas Leaf monkey, Presbytis thomasi): całkiem przyjazne i niezbyt płochliwe zwierzęta.

langur Bukit Lawang
langur

Ruszyliśmy dalej i po kilku godzinach wreszcie pojawiły się one: orangutany. Samica z młodym, która pozwoliła zbliżyć się do siebie i było nasze to najbliższe i najbardziej fascynujące spotkanie z tymi zwierzętami.

samica orangutana z młodym Bukit Lawang
samica orangutana z młodym
samica orangutana Bukit Lawang
samica orangutana

Wieczorem widziałem jeszcze samca, ale był dobrze zamaskowany w koronie drzewa. Na noc zatrzymaliśmy się w szałasie. Było już ciemno, a ja solidnie zmęczony zjadłem na szybko kolację, doprowadziłem się do porządku i zasnąłem, jak dziecko. Następnego dnia podczas trekkingu przez dżunglę nie spotkaliśmy już orangutanów. Były za to liczne ptaki z płochliwym, ale pięknym dzioborożcem na czele. Droga wydawała się też być dużo mniej męcząca. Spotkaliśmy na niej makaki, jednak mój przewodnik ostrzegł mnie, że mogą być agresywne.

makam Bukit Lawang
złośliwy makak

Wizyta w dżungli Bukit Lawang powoli dobiegała końca. Nic nie przebije spotkania z orangutanami w środowisku naturalnym. Dwa dni intensywnego marszu trochę dały w kość, ale nie na tyle, bym czuł się wyczerpany. Uczucie przyjemnego zmęczenia i satysfakcja ze spotkania z ludźmi lasu pozostały ze mną na długo.