Opowieść o mojej Syrii

Dzisiaj chcę Was uraczyć wpisem nietypowym. Nietypowym, bo dotyczącym kraju którego już nie ma. To znaczy politycznie istnieje on jak najbardziej. Ale pod każdym innym względem już niekoniecznie. Ten kraj był kiedyś sercem Lewantu, ma jedną z najbogatszych i najwspanialszych kart historii w dziejach, żyli w nim serdeczni ludzie, był pełen wspaniałych zabytków i krajobrazów. Ten kraj to Syria i dzisiaj to wszystko ginie na naszych oczach, a ja nie chcę i nie mogę się pogodzić z tym że już tam nie wrócę. Dlatego chcę Wam pokazać cząstkę Syrii, kraju który został w moim sercu na zawsze.

Syria

Ostatni raz odwiedziłem Syrię w 2009 roku. Obiecywałem sobie że na tym blogu będę umieszczał głównie teksty nowe, wyjątek zrobię dla kilku wypraw, ale tylko tych odbytych po 2010, by dane praktyczne były jeszcze w miarę aktualne, ale ten wpis który pisze teraz nie będzie wpisem praktycznym. Miejsc w których byłem albo już nie ma, albo są kompletnie zmienione w stosunku do tego co widziałem. Kiedyś Syria była jednym z najpopularniejszych krajów wśród backpakerów. Robiło się klasyczną trasę z Turcji do Jordanii po drodze zaliczając Aleppo, Homs, Palmyrę, Hama, Damaszek i Bosrę. Kraj kusił wspaniałymi zabytkami, ludzie byli tam tak serdeczni jak dziś bywają w Iranie, do tego było bezpiecznie a i ceny były zdecydowanie zachęcające. Liczyłem na powrót tam jesienią 2012 roku, ale wojna już wtedy ogarnęła cały kraj, wjechać się nie dało. Zostawiłem w Syrii kilku ludzi których mogłem nazwać swoimi dobrymi znajomymi, a nawet przyjaciółmi. Z jednym mam kontakt do dziś, o dwóch wiem, że zginęli. Spotkałem ich jadąc w miejsca nieco odległe od trasy klasycznej, ale i w miastach na niej. Kraj urzekł mnie gościnnością i sercem ludzi tam żyjących, chciałem zostawić im trochę tego serca w podzięce. Zapraszali do powrotu, a ja im to obiecywałem, nie wiedząc że być może już nigdy do Syrii nie wrócę. Teraz pojawia się nadzieja, niewielka, ale być może za kilka lat… Tyle że ta Syria już będzie inna, piętna wojny nie da się tak łatwo usunąć…
Wybaczcie nie najlepszej jakości zdjęcia. Marny ze mnie fotograf, a wtedy nie pomagał i aparat. Jednak postaram się Wam pokazać trochę tego, czego już nie ma, z nadzieją że kiedyś może uda się tam być i choć w wyobraźni zobaczyć te miejsca jeszcze raz.

Aleppo

Wjechałem do Syrii od strony Turcji i moim pierwszym przystankiem było Aleppo. Miasto słynęło ze swojego bazaru, rzemieślników wytwarzających mydło i szkatuły z drewna sandałowego (przywiozłem stamtąd jedną, leży obok mnie gdy to piszę), było tam też piękne muzeum z niesamowitym klimatem, kto odwiedził wie o czym piszę. W pobliżu Aleppo znajduje się Qalat Siman, ruiny bazyliki św. Szymona Słupnika, z resztkami słupa tegoż świętego zachowanymi tylko w postaci głazu. Obecnie nikt nie wie ile się zachowało z tego miejsca, zdjęcia satelitarne nie napawają optymizmem.

pic_0423_wmpic_0208_wmpic_0212_wmpic_0213_wmpic_0219_wm W Aleppo najlepiej było widać w jakiej harmonii żyją mieszkańcy Syrii. Sąsiadowały ze sobą dzielnice sunnickie, szyickie i chrześcijańskie. Ormianie mieli swój kościół niedaleko Maronitów, były i cerkwie prawosławne, no i słynny na cały świat muzułmański meczet w pobliżu bazaru. Chrześcijanie trudnili się rzemiosłem, wykonywali piękne ozdoby ze złota. Dziś dzielnice są terenem walk, aż smutno patrzeć.

Latakia

 

Z Aleppo pojechałem do Latakii. Zostałem tam trzy dni. To właśnie tam jadłem najlepsze w swoim życiu falafele, robione w małej kanjpce w jednej z uliczek za rzymskimi ruinami. Trudno było to znaleźć, ale takich cudownych falafeli nie jadłem już nigdzie 😉 Odwiedziłem stamtąd i dwa zamki. Zamek Salah Din, położony w cudownym otoczeniu wapiennych wąwozów z wielką kolumna pozostałą po moście zwodzonym i zamek Marqab, zwany „czarnym zamkiem”, niegdyś tak potężny że zakon Joannitów uczynił go siedzibą swojego Wielkiego Mistrza.

pic_0258_wmpic_0259_wmpic_0262_wmpic_0277_wmpic_0283_wmpic_0285_wm Jadąc na południe trafiłem do Tartus, gdzie poznałem sympatycznych studentów którzy pomogli mi zwiedzić małą wyspę Arwad z fenickimi ruinami i plątaniną wąskich uliczek. Stamtąd pojechałem tez do Crac de Chevaliers, po arabsku zwanym Qalat Hosn, czyli „zamek Kurdów”. Jadąc tam poznałem trzy samotnie zwiedzające Syrię dziewczyny z Polski, później spotkaliśmy się jeszcze kilka razy. Sam zamek zrobił na mnie wrażenie. Był naprawdę niezdobyty.

pic_0292_wmpic_0302_wmpic_0299_wmpic_0297_wm

Damaszek

 

Kolejny był Damaszek z Jego Bazarem, Wielkim Meczetem, gdzie przechowuje się głowę Jana Chrzciciela, mauzoleum Saladyna i dziesiątkami innych miejsc. To tam mogłem spokojnie spacerować nocą, odwiedzając dzielnicę palestyńską gdzie piłem herbatę z ludźmi pozbawionymi swojej ojczyzny, a mimo to pełnymi nadziei i wierzącymi w dobrą przyszłość. To tam w towarzystwie jednego z poznanych w Syrii przyjaciół szukałem pamiątek po początkach chrześcijaństwa, wreszcie poznałem dokładnie od zaplecza Bazar i warsztaty rzemieślnicze. Zresztą do dziś fajka wodna z Damaszku stoi u mnie na stole. Do Bosry gdzie były ruiny wielkiego teatru antycznego nie pojechałem, odradzano mi to, podobno zdążył tam się napad na turystów, aż trudno było w to uwierzyć widząc jak bezpieczny to kraj dla podróżnych, ale jednak. Każde z tych miejsc jest już w jakiś sposób dotknięte wojną.

pic_0319_wmpic_0321_wmpic_0322_wmpic_0323_wmpic_0326_wm

 

Palmyra

 

Z Damaszku pojechałem do Palmyry przez Homs. Palmyra to ruiny, cudowne ruiny… Położona niedaleko osady Tadmor, gdzie udało mi się poznać beduinów z którymi zwiedziłem pustynię, starożytne grobowce na niej, a wszystko to z grzbietu wielbłąda. To tam młodzi ludzie urządzali w ruinach wyścigi konne, tam też prowadziłem swój najdłuższy targ w Syrii, trwał aż dwa dni, oczywiście z krótkimi przerwami ;-). Ostatecznie kupiłem co chciałem 🙂 Dziś tego miejsca już nie ma. Barbarzyńcy z tzw „państwa islamskiego” zburzyli kolumny i Świątynię Baala, obrabowali grobowce sprzedając dzieła sztuki barbarzyńcom z podobno „najbardziej cywilizowanej demokracji świata”, zrównali z ziemią resztki świątyń i bram. To najsmutniejsze co mogło spotkać to miasto. Tym bardziej ciesze się że jego obraz mam ciągle w pamięci.

pic_0346_wmpic_0352_wmpic_0374_wmpic_0377_wmpic_0378_wmpic_0392_wmpic_0351_wmpic_0369_wm

 

Hama

 

Później była Hama. Miasto wielkich kół wodnych – Norii. Pomagały od średniowiecza w nawadnianiu tamtejszych ogrodów, teraz już nie ucieszą niczyich oczu, choć dochodzą mnie wieści że jednak część udało się ocalić. Nie wiem jak, ale wierzę że jeszcze je będzie można zobaczyć. To też miasto wielkiej serdeczności mieszkańców. Popularne wśród backpakerów, nie jednemu wryło się w pamięć.
pic_0413_wmpic_0409_wmpic_0408_wmpic_0415_wm

Stamtąd przez Aleppo wróciłem do Turcji, nie starczyło już czasu na Rakkę, dziś jest tam „stolica” ISIS, nie starczyło na Deir es Zaur i ruiny w jego pobliżu: Mari i Dura Europos. Z tego co słyszałem one nie były dewastowane, może jeszcze kiedyś je zobaczę… Póki co trzymam kciuki za pokój w Syrii. By kraj uśmiechniętych ludzi wrócił.
pic_0405_wm

  • Żal serce ściska, że to miejsce już nigdy nie będzie takie samo…Niestety wielu (rownież nam) nie dane będzie zobaczyć takiej Syrii, pozostają nam takie wpisy jak ten – i za to dziękujemy.

    • Oj smutno, zwlaszcza gdy sie pomysli o ludziach ktorzy tam zyja.

  • bardzo wartościowy wpis ☺

  • marzyłam o tym by pojechać do Damaszku i Hamy…teraz to nierealne. Dzięki za ten wpis 🙂

    • Beata |podrozezmysza.com

      Może kiedyś, kiedyś uda się znów odwiedzić Syrię. Wielu miejsc już nie zobaczymy takimi, jak były dawniej, ale na serdeczność ludzi z pewnością będziemy mogli liczyć

  • Przykro mi oglądać te piękne zdjęcia i myśleć o tym co się tam teraz dzieje.. Miejmy nadzieję, że kiedyś sytuacja się ustabilizuje.

    • Oby! Mielibyśmy kolejny piękny kraj do odwiedzania.

  • Karolina Jarosz Bąbel

    faktycznie wiele ciekawych miejsc do zwiedzenia, dziś nie ma jak 🙁