Nocny Budapeszt spontanicznie

Budapeszt. Perła architektury i stylu położona tak blisko, że aż chce się tam bywać jak najczęściej. Zdecydowaliśmy się z Myszą na wyjazd trochę spontaniczny i ta krótka relacja będzie owocem naszej podróży. Zahaczyliśmy tez o Eger z jego winną tradycją, ale o tym w kolejnej części.

Do Budapesztu przybyliśmy wieczorem. Dla Myszy jest to pierwsza wizyta w tym mieście, więc nie zwlekamy, tylko udajemy się na intensywne zwiedzanie. Wprawdzie do muzeów już nie wejdziemy, ale atrakcją nocnego Budapesztu są iluminacje. Chcemy to zobaczyć. Jest też wspaniała węgierska kuchnia. Niestety, podobnie jak w Polsce pogodę mieliśmy kiepską, co psuło nieco radość zwiedzania.

Zaczynamy od położonej niedaleko naszego miejsca noclegowego ulicy Andrassy, a dokładnie od Placu Bohaterów otwierającego jej ciąg. Monumentalne pomniki poświęcone historycznym herosom Węgier, pięknie podświetlone nastrajają do zdjęć.

Obraz 079Obraz 089

Obraz 095

Po ich obejrzeniu idziemy w stronę Opery. Mijamy liczne tutaj wille, przedstawicielstwa dyplomatyczne i urocze zaułki. W jednym z nich odnajdujemy uroczą knajpkę. To Regos Vendeglo es Falatozo

http://pl.tripadvisor.com/Restaurant_Review-g274887-d1415019-Reviews-Regos_Vendeglo_es_Falatozo-Budapest_Central_Hungary.html

Miejsce jak najbardziej godne polecenia. W weekendy może być nieco trudno o miejsce bez rezerwacji. Mają doskonały wybór tradycyjnych potraw węgierskich, win i palinek. Oczywiście polecam różne wersje nieśmiertelnego gulaszu, w karcie znajdziecie też potrawy z ryb i dziczyzny. Przemiła obsługa i tradycyjny klimat dopełniają reszty.

Po kolacji ruszamy dalej. Przy niedalekiej ulicy Erzsebet znajduje się cała masa klubów, przed nimi hałaśliwe, ale całkiem przyjazne tłumy. Mijamy je szybko,ciesząc jedynie chwilę oczy iluminacjami hotelu Boscolo,
by dojść do gmachu Opery. Z zewnątrz przypomina on nieco Operę paryską. Warto to miejsce zobaczyć, a dla planujących swój pobyt nieco dłużej proponuję zakup biletów i doświadczenie uroków tego budynku także wewnątrz.
Obraz 062

Nasz cel to Most Łańcuchowy, najstarszy w Budapeszcie, ale nim tam dotrzemy chcemy wyjść nad brzeg Dunaju w pobliżu pomnika Małej Księżniczki, czyli nieco nadkładamy drogi.
Obraz 116
Gdy już tam docieramy otwiera się przed nami cudowny widok na Budę, z położonym przed nami Wzgórzem Zamkowym i Wzgórzem Gellerta w pewnym oddaleniu.

Obraz 124Obraz 122Obraz 134Obraz 186Tym razem tam nie wejdziemy. Mysz próbuje robić zdjęcia, co utrudnia nieco silny wiatr i deszcz. Powoli kierujemy się ku Mostowi Łańcuchowemu – najstarszemu w Budapeszcie.
Obraz 130Obraz 136

Obraz 140
Dunaj nocą jest bynajmniej „modry” ;-), ale i tak przechodząc na drugą stronę patrzymy na przepływające statki i setki refleksów świetlnych na wodzie ciesząc oczy i poprawiając sobie nastrój.

Po stronie Pesztu, którą właśnie opuściliśmy otwiera się nam widok na Parlament.
Obraz 138 Jest to chyba najpiękniej oświetlony i sprawiający największe wrażenie budynek Budapesztu, ale właśnie najlepiej obserwować go będąc od niego oddzielonym Dunajem. Nad nami Kościół Macieja i Baszta Rybacka,
Obraz 208

Obraz 197

Obraz 190
a po prawej Parlament. Widok niezapomniany i mimo zmęczenia cieszymy się nim najdłużej jak się da.

Obraz 169

Obraz 166

Obraz 193

Obraz 180 Tobie, Szanowny Czytelniku polecam poświęcenie całego dnia na zwiedzenie Wzgórza Zamkowego i przejście zarówno do Baszty Rybackiej, jak i w jej okolice. To niezapomniane miejsca. My deklarujemy sobie powrót i dokładniejsze zwiedzenie tych atrakcji, tymczasem wracamy już mostem Małgorzaty, mijając ciemną i pusta o tej porze roku wyspę. Podchodzimy jeszcze pod Parlament by dokładnie zobaczyć szczegóły architektoniczne. Obraz 207
Później już tylko piwko w Rock Bar i powrót do mieszkania najstarszą linią metra. Metro w Budapeszcie jest drugim co do starszeństwa w Europie. Znacznie ułatwia ono poruszanie się. Poszczególne linie są oznaczane kolorami. Najciekawsza i najstarsza jest linia żółta, z wykafelkowanymi stacjami.
Obraz 072

Obraz 073
Z noclegu skorzystaliśmy w apartamencie położonym niedaleko Placu Bohaterów, w dzielnicy dyplomatycznej. Gdyby ktoś chciał skorzystać oto jego namiary: www.booking.com/hotel/hu/budapest-gyongye-apartman.pl.html?aid=304142;label=gen173nr-1DCAEoggJCAlhYSDNiBW5vcmVmaLYBiAEBmAEeuAELyAEP2AED6AEBqAID;sid=73f1c33ac9db252158184ea70e97128b;dcid=2  Możemy spokojnie polecić to miejsce. Przemiła właścicielka (nie mówi po angielsku, ale zna świetnie rosyjski) i wysoki standard.

Następnego dnia udajemy się do Egeru. O winach, które tam piliśmy i o termach,  znacznie spokojniejszych od budapesztańskich już w kolejnym wpisie.

  • Świetnie, że udało wam się od razu znaleźć fajny lokal z tradycyjnym węgierskim żarełkiem. Mam nadzieję, że trochę się pod tym względem zmieniło – w Budapeszcie byłam 9 lat temu i o ile miejsc podających wszelkie rodzaje pizzy i innych włoskich specjałów, o tyle znalezienie lokalu podającego tradycyjne węgierskie potrawy zajęło mi 3 dni i kosztowało mnie wiele dziwnych spojrzeń od miejscowych, których pytałam o taki przybytek 🙂

    Zdjęcia fantastyczne, nie mogę się doczekać Egeru i term 🙂

    • „o ile miejsc podających wszelkie rodzaje pizzy i innych włoskich specjałów, było pod dostatkiem, o tyle znalezienie lokalu podającego tradycyjne węgierskie potrawy zajęło mi 3 dni” 😉

    • Myszak dziękuje za uznanie dla zdjęć 😉 Dalej jest sporo pizzy, kebaba i hamburgera. Ale są perełki. tylko ciężko znaleźć. Ciekawy jeszcze jest „huszar”, zwłaszcza gdy wieczorami przychodzi właściciel i przygrywa na skrzypcach. Jest jeszcze kilka, w bocznych uliczkach Pesztu, no i w Budzie. Postaram sie parę nazw wrzucić na koniec wpisu egerskiego. Co do term to kurcze, nie mamy zdjęć poza dwoma zrobionymi z ukrycia ;-), tam raczej fotografowanie we wnętrzu nie jest mile widziane…