Mityczna kuźnia Cyklopów. Vulcano.

Trochę historii na początek…

Vulcano… W czasach starożytnych była Termessą. Następnie Grecy nazwali ją Hierą (Świętą), a Rzymianie Vulcanią. W zamierzchłej przeszłości ludzi wciąż zastanawiała tajemnicza aktywność wulkaniczna. Wierzyli oni, że Vulcano jest mityczną kuźnią, w której pod ziemią, w ukropie uwijają się Cyklopi wykuwając m.in. broń dla boga wojny, Aresa (rzymskiego Marsa). Wulkan na wyspie był aktywny przez wiele stuleci i od zawsze budził podziw pomieszany ze strachem. Dla starożytnych Greków i Rzymian dym unoszący się z krateru był potwierdzeniem, że palenisko we wnętrzu ziemi wciąż działa, a eksplozje były świadectwem, że jednoocy olbrzymi nie odpoczywają, lecz ciężko pracują pod surowym okiem Hefajstosa (Wulkana według Rzymian). Aktywność wulkaniczna, której tajemnic ówcześni nie potrafili wyjaśnić, udzieliła się również w kościele katolickim. Zapewne się już domyślacie, że określano wtedy to miejsce jako bramę do piekieł.

Vulcano Island Sicily
Księżycowy krajobraz Vulcano

Wewnątrz Ziemi miał siedzieć Szatan ze swoimi sługami i finalnie trafiali tam grzesznicy. Żar, lawa, siarczane wyziewy, trzęsienia i podziemne grzmoty bardzo sugestywnie oddziaływały na wyobraźnię. Pełno stąd historycznych obrazków przedstawiających piekło, jako kocioł w którym przez całą wieczność smażą się niegodziwcy. Strach przed siłą i nieprzewidywalnością wulkanu kształtował poglądy ludzi przez szereg lat. Źródła historyczne opowiadają o ludziach zrzucanych do krateru na Vulcano- w ten sposób walczono z herezją ariańską. Według wizji św. Grzegorza na krawędzi krateru został pokonany też przez papieża Jana I we własnej osobie król Gotów. Był to VI wiek n.e. Trudno zapewne było sobie wyobrazić bardziej spektakularne miejsce na walkę dobra ze złem. Również ówcześni mnisi zapewniali wiernych o tym, że słyszeli złowrogie jęki demonów w czasie, gdy dusze uwalniały się z piekielnej niewoli dzięki modlitwom i jałmużnie. W niedługim czasie po tych rewelacjach ustanowiono Dzień Zaduszny przypadający od wtedy na 2 listopada każdego roku.

Vulcano obecnie

No cóż… obecnie zupełnie inaczej to dla nas wygląda. Odkrycia naukowe i badania nad naturą wulkanów z biegiem lat skutecznie odarły miejsce z tajemnicy i mityczności. Żar pochodzi od stopionej skały- magmy- kotłującej się pod zastygłą skorupą. “Pomruki” z wnętrza Ziemi mają mniej więcej to samo pochodzenie. Opary wulkaniczne o zapachu zgniłego jaja to nie dymy z piekielnego kotła, czy też kuźni Cyklopów, lecz fumarole- wyziewy gazów wulkanicznych.

fumarola

vulcano fumarole
Fumarole na krawędzi krateru. W oddali turysta, któremu zapach siarki straszny nie był

Składają się one głównie z dwutlenku siarki, chlorowodoru i pary wodnej. Są gorące, a ekshalacji towarzyszy posykiwanie. W ich okolicach gromadzą się warstwy siarki rodzimej. Wygląda to naprawdę malowniczo. Dla mnie osobiście spacer przez fumarole był bardzo ciekawym doświadczeniem. Rok wcześniej, podczas wyprawy na Azory, obserwowaliśmy, jak wygląda koniec aktywności wulkanicznej. Były to gorące źródła, gotujące się błota i kłęby pary wodnej wydobywającej się ze szczelin w ziemi. Na Vulcano sytuacja prezentuje się inaczej. Wulkan uznawany jest za drzemiący, co oznacza, że w stosunkowo nieodległej przeszłości wybuchał on, natomiast współcześnie jest pod stałym nadzorem wulkanologów.

siarka
Siarka rodzima skrystalizowana na fragmencie skały wulkanicznej.

Stąpając po krawędzi krateru, gdzie znajdują się fumarole, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam pod stopami cienką skorupkę, a od morza lawy dzieli mnie kilkanaście centymetrów. Każdemu krokowi towarzyszyło głuche dudnienie, opary były duszące, dlatego spacer tamtędy jest kategorycznie odradzany osobom z astmą czy alergiami. Smród ten niektórych ludzi obezwładniał i nie mogli dokończyć marszu wokół krateru. My nie mogliśmy zmarnować okazji zapoznania się z aktywnością wulkaniczną z bliska. Podłoże jest gorące, więc należy pamiętać o odpowiednim obuwiu. Trzeba pamiętać, że długotrwałe wdychanie oparów jest bardzo szkodliwe. Na szczycie można liczyć na wiatr, który rozdmuchuje siarczane kłęby- to trochę pomaga.

fumarola

Ostatni wybuch piroklastyczny na wyspie miał miejsce w latach 1888-1890, a pierwsze zanotowane przez ludzkość datowane są na V w.p.n.e. Ogólnie na pierwszy rzut oka zauważyliśmy, że wulkan wygląda, jakby był ścięty w połowie. W jakiś sposób zanikł charakterystyczny trójkątny kształt masywu. To oznacza jedno- na Vulcano się działo… I okazuje się, że faktycznie. Wyspę tworzą trzy centra wulkaniczne, a obecnie najwyżej położony jest stożek Fossa z kraterem Gran Cratere (391m n.p.m.). Z jego krawędzi roztacza się malowniczy widok na Vulcanello, a w oddali na Lipari, Salinę i pozostałe wyspy archipelagu.

Gran Cratere Vulcano

Jeśli mogę być szczera, dla mnie widoki z Vulcano były lepsze, niż z najwyższego szczytu na Salinie. Niby o wiele niżej, ale o niebo piękniej… Vulcanello (123m n. p. m.) narodził się z morza podczas erupcji w 183r. p.n.e. i połączył się z Vulcano wyrzucając lawę przez ok. 1700 lat.

SPA na świeżym powietrzu

Na kawałku lądu, który łączy Vulcano z Vulcanello znajduje się miejsce warte odwiedzenia. Są to baseny, w których można zażyć kąpieli błotnych. Warto wypożyczyć ręcznik i zakupić kostium kąpielowy, który po wizycie w basenach można będzie bez żalu wyrzucić. No i przygotować się na to, że przez jakiś czas po wizycie w tym miejscu również nasza skóra będzie pięknie pachnieć siarką. Wejście na baseny jest płatne, ale z tego, co się orientujemy nie są to jakieś kosmiczne pieniądze. Wody i błoto są radioaktywne, więc nie zaleca się tego miejsca na długie posiedzenia; max. 15 minut. Bogate m.in.w siarkę, polecane są na choroby skórne i dla osób z problemami reumatycznymi. Z błotka można zrobić sobie maseczkę, lecz trzeba ja w miarę szybko spłukać i bardzo uważać na oczy. UWAGA! Osoby z alergiami, astmą, czy kobiety w ciąży nie powinny korzystać z tego spa. Przed wejściem do błota lepiej zdjąć z siebie biżuterie. Więcej informacji na pewno dostaniecie na miejscu.

W drodze na szczyt

Szlak na krater zaczyna się już w Porto di Levante. Na początku jest to droga asfaltowa, przy której znajduje się całkiem niezła infrastruktura turystyczna: wypożyczalnie sprzętu, trattorie, lodziarnie, sklepy z pamiątkami, a nawet jeden super-market. Po wyjściu ze strefy miejskiej bez problemu trafiamy na szutrową drogę prowadzącą już prosto na szczyt.

szlak na Gran Cratere
Początek właściwego szlaku na Gran Cratere

Nakrycie głowy, krem z wysokim filtrem, zapas wody to konieczność. Można zabrać z sobą kijki trekkingowe. Wyjście zajmuje ok. jednej godziny, jest średnio forsujące. Szczyt zwiedzają zarówno dzieci, jak i osoby w podeszłym wieku. Sami widzieliśmy osoby w japonkach, więc chyba nie jest to jakaś wymagająca trasa, przynajmniej według niektórych. My takich pomysłów nie polecamy 🙂 w japonkach na pewno niewygodnie przechodzi się przez odcinek z fumarolami, w dodatku część szlaku pokrywa żużel. Na szczycie jest pięknie. Krater ma ok. 500m. średnicy, a jego dno znajduje się 200m poniżej punktu, na którym się znajdujemy.

Gran Cratere- Vulcano

Trafiliśmy dobrze, nie było zbyt wielu osób, więc ten fakt dodatkowo potęgował wrażenie, jakbyśmy się przenieśli na Księżyc. Rzecz jasna zrobiliśmy rundę naokoło krateru, co jakiś czas zatrzymując się, żeby podziwiać widoki i wsłuchiwać się w ciszę, którą zakłócało jedynie ciche posykiwanie fumaroli. Przechodziliśmy obok bomb wulkanicznych, niektóre z nich były ogromne. Pod stopami kłębiło się mnóstwo energii, ta myśl nie daje spokoju i roznieca coraz większą ciekawość. Na pewno nie był to ostatni wulkan, na jakim byliśmy, to już jasne. Ze szczytu schodzi się tą samą trasą, która nas na niego prowadzi. Warto od czasu do czasu się zatrzymać, poobserwować roślinność, krajobrazy, zmiany w terenie, rozpadliny.

yellow broom
Krzew miotły żółtej, bardzo popularnej na archipelagu rośliny.

Na zboczu ktoś wypasa kózki. Chyba nie bez powodu. Wiadomym jest, że zwierzęta te, to doskonałe geofony, w jakiś bliżej przez nas niezrozumiały sposób potrafią wyczuć niebezpieczeństwo, jakie grozi mieszkańcom wyspy. Pewnym jest, że w przyszłości wulkan wybuchnie. Na pewno nie będzie to spokojne wydarzenie, lecz eksplozja piroklastyczna z bombami i popiołami. Centrum krateru zaczopowane jest skałami i błotem, a pod spodem skumulowane jest mnóstwo energii. 2 sierpnia 1888 roku oraz 22 marca 1890 nastąpiły ostatnie wielkie i głośne wybuchy. Na szczęście obyło się bez ofiar śmiertelnych, chociaż były doniesienia, że fala uderzeniowa zniszczyła budynki na sąsiedniej wyspie Lipari, a mieszkańcy musieli usuwać ogromne bomby rzucone na wybrzeże Vulcano. Póki co jest spokojnie, ale niepewnie. Od 1985 roku zanotowano zwiększoną temperaturę i emisję z fumaroli oraz aktywność sejsmiczną. Mieszkańcy miasta położonego u podnóża stożka wiedzą, że wyspa, która teraz ich karmi może w dowolnej chwili odebrać im wszystko. I nie jest to mit…

  • Uwielbiam wulkany, są bardzo fascynujące. W tym roku po raz pierwszy zobaczyłam działalność wulkanów na Islandii i zdałam sobie sprawę z ich potęgi. A zapach siarki faktycznie jest okropny. Pozdrawiam! 🙂

    • Beata W.

      Dzięki 😉 pozdrawiam i życzę podróży do kolejnych wulkanicznych miejsc. To świetna sprawa!

  • Niesamowite miejsce. Przepiękne krajobrazy. My odwiedziliśmy tylko Teide, ale w porównaniu do Vulcano, jest on po prostu średnio zachwycającym szczytem. Widzieliśmy też wulkany na Filipinach, ale na żaden nie wchodziliśmy. Przed nami Ameryka Środkowa więc może tam uda nam się wejść na prawdziwy wulkan. Zmotywowałam się tym wpisem. (Ps. pomyślcie o zmianie koloru czcionki, bardzo niewygodnie czyta się tekst w kolorze szarym).

    • Beata W.

      Dzięki za komentarz! Oj, polujemy na ciekawy motyw 😉 mam nadzieję, że odwiedzicie nasz blog raz jeszcze i tym razem lektura będzie bezproblemowa! Pozdrawiamy 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Bardzo surowy krajobraz – a jednocześnie ma w sobie coś magicznego i pięknego. Szczególnie z tych blotnych kąpieli i maseczek chętnie bym skorzystała 🙂

    • Beata W.

      Polecamy! 🙂
      Za jakiś czas zamieścimy podsumowanie i jak zaplanować wyprawę na Wyspy. Na kraterze jest jak na księżycu, ale widoki z niego są jak w raju. SPA to taka wisienka na torcie 🙂

  • Cudowne widoki! Dobrze, że wspominasz o odpowiednim obuwiu – my do krateru wulkanu Solfatara zupełnie się zapomnieliśmy i założyliśmy turystyczne sandały. Tam również miejscami ziemia była bardzo gorąca. Oj parzyło stopki, parzyło… :;)

    • Beata W.

      He he… dobre buty to podstawa. Nie zabrakło oczywiście „hardkorów” w klapkach, ale myślę, że czuli, że był to błąd. Warto zabrać też bandanę. Trochę pomaga przy aromatycznych, siarkowych wyziewach. Poza tym część trasy-jak to na wulkanie pokryta jest drobnym pyłem, unoszonym podmuchami wiatru, więc niektórzy z pewnością będą woleli zakryć nos i usta. Marzymy, żeby wrócić na Stromboli, byliśmy tak blisko…
      Dzięki za komentarz, jest nam bardzo miło. Pozdrowienia! 🙂

  • Świetne zdjęcia! Zachęcają do pojechania tam, chociaż krajobraz jest raczej surowy 😉

    • Krajobraz surowy tylko na szczycie wulkanu. U jego podnóża jest już dużo zieleniej i blisko do morza 🙂

  • Uwielbiam takie wulkaniczne krajobrazy – piękne zdjęcia! 🙂

  • agnesssja

    Ciekawy post i przepiękne zdjęcia <3
    agnesssja.blogspot.com

  • Małgorzata Pakuła

    Mnie trochę fumarole popieściły. Juz w domu zauważyłam wielki czerwony placek na głowie. Ale szybko się zgoiło. Nie doczytałam się czy wspomniałaś o tym, ale po fumarolach chodzić nie można tylko do tego lądowiska helikopterów koło tego urządzenia sejsmicznego. Co ja tam się naoglądałam co ludzie robią i jak się zachowują to włos się jeży, a to przecież żyjący wulkan. Ale przeżycie niezapomniane. Pozdrawiam http://www.myszka-po-mapie.blogspot.com zbieżność myszy przypadkowa i niezamierzona

    • ha ha ha..! A to heca! Nie miałam pojęcia o zakazie wchodzenia na fumarole 🙂 ogólnie podczas naszej wizyty na szczycie nie było zbyt wielu ludzi, a ci, którzy nie obawiali się zapachów spacerowali z zachowaniem ostrożności z ciekawością- tak, jak my 🙂 mieliśmy dwa przewodniki dedykowane Vulcano i oba wskazywały szlak wokół krateru, zatem i przez fumarole. Nie przeżyłabym, gdybym nie zrobiła tego kółeczka. Ale faktycznie, z niesmakiem oglądałam napisy wydrapywane patykami na samej powierzchni czopa w centrum krateru. Teraz to dziękuje Opatrzności, że byliśmy tam praktycznie sami i nie musieliśmy oglądać durnych popisów pseudoturystów. I zgadzam się z Tobą, przeżycia niezapomniane! Marzy się nam więcej wulkanów. Na Stromboli zabrakło nam czasu i niestety funduszy. Ale co ma wisieć, nie utonie… 😉 PS. fajna nazwa bloga- Myszy są w porządku 😛