Lore Lindu – w ptasim raju

Lore Lindu to jeden z większych parków narodowych Sulawesi. Jest też położony niedaleko głównego szlaku z południa na północ wyspy, przemierzanego przez licznych trampów i bogatego w atrakcje. Mimo tak dogodnego położenia wcale nie jest łatwo dostępny i odwiedza go rocznie tylko około 3000 osób. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze góry. Nie są to może jakieś znaczące wysokości, ale 2000 – 2500 metrów porośnięte gęstą dżunglą potrafi zrobić swoje. Fatalny stan dróg (wyrwy ponad metrowej głębokości, niektóre odcinki całkowicie zerwane przez wodę i nienaprawiane) to kolejne utrudnienie. Prawie zerowa infrastruktura, deszcze, nawet w porze suchej i trudne warunki zdrowotne (malaria) w dolinach dopełniają obrazu miejsca mało przyjaznego. Ale może przez to ocalało tam tak wiele wspaniałych, endemicznych gatunków ptaków. Zobaczenie ich moim drugim głównym celem podczas tej wizyty. W parku w zasadzie nie występują duże zwierzęta, nawet małp jest tam niewiele. To królestwo ptaków, owadów i roślin. W wielu miejscach można spotkać także unikatowe gatunki węży, ale ja jakoś nie miałem szczęścia tym razem, poza paroma pospolitymi nie było nic.

By tam dotrzeć najpierw musiałem opuścić Baubau na Buton. Z najmniejszego lotniska na jakim dotychczas byłem (hala odlotów i przylotów zarazem wielkości dużego pokoju) poleciałem do Makassar, gdzie kupiłem w kasie bilety na wieczorny lot LionAir do Palu. Palu, obok Poso jest wymieniane jako jeden z większych ośrodków mających ułatwić wstęp do parku, i moim zdaniem najdogodniejszy. Miasteczko dość rozległe, spokojne (znacznie mniej napięć i niepokoju między chrześcijanami a muzułmanami niż w Poso), niestety baza hotelowa skromna. Sam nocowałem tam krótko, w totalnie spartańskich warunkach (ten guesthouse już nie istnieje) za to nieprzyzwoicie tanio – 30000 rupii, co oznacza około 10 zł za noc. W mieście znajdziemy za to sporo fajnych przybytków gastronomicznych, muzeum centralnego Sulawesi (mało ciekawe) no i dyrekcję parku narodowego Lore Lindu. Zawitałem tam by nabyć bilety wstępu do parku i ewentualnie załatwić przewodnika. Na tego drugiego dostałem namiary szybko, miał czekać już u mojego celu, bilety natomiast miałem kupić dopiero po przybyciu do parku. Sam budynek dyrekcji nie jest łatwy do odnalezienia, ale miejscowi pomogą.

Z Palu pojechałem do wioski Wuasa, gdzie znajduje się kilka małych pensjonatów i gdzie miał na mnie oczekiwać przewodnik. Przejazd ok 50 km trwa tutaj prawie 5 godzin, co tylko pokazuje w jakim stanie są drogi. Jedzie się w kilka aut, gdy jedno się psuje, np. urywa koło, co zdarza się nader często, pozostali przesiadają się do innych aut z kolumny lub czekają na okazję. Jedzie się dzielonymi taksówkami – autami terenowymi, zwykłe busy czy samochody nie mają tam czego szukać. W wiosce będę mieszkał w penginapan Sendy. Jest tam kilka skrajnie prostych pokoi (łóżko + łazienka, o dziwo nawet z ciepłą wodą), prąd jest tylko 3 godziny dziennie. Za to kuchnia jaką oferuje gospodyni – pierwsza klasa! Tym razem chciałem robić całodniowe wypady do dżungli ale nie nocować w niej, tylko wracać do pensjonatu. Niestety, umówiony przewodnik – Idris nie oczekiwał na mnie. Jak się dowiedziałem zdecydował się przyjąć na ostatnią chwilę zlecenie od grupy amerykańskich emerytów. Trochę się wkurzyłem, nikt nie lubi być wystawiany. Po wieczornym powrocie Idrisa z emerytami uciąłem z nim sobie krótką pogawędkę, w której efekcie ustaliliśmy że ze mną pójdzie Andy, młody przewodnik, „uczeń” Idrisa, ale jak się później okazało wyszedłem na tym nie najgorzej. Wymagało to pewnego wysiłku, ale miejsca bytowania ptaków znał takie, że i doświadczony Idris ze swoja grupą mógł mu pozazdrościć. Zresztą oni trudniejszych szlaków unikali, my wręcz ich szukaliśmy.
DSCF1548_wmCodziennie o 4 rano zaczynaliśmy nasze wypady. Zrobiliśmy takich 5, nasze główne cele to były okolice jeziora Tambing i szlak Anaso – uciążliwy, wiodący w góry, za to bogaty w ptaki. Do tego rejony w centralnym masywie Lindu i motocyklowy wypad do doliny Bada znanej z megalitów, choć ten ostatni krótki. Wszystkie te szlaki, jak i zresztą inne w tym parku polecam robić z przewodnikiem. Ze słyszenia wiem, ze możliwe są wejścia indywidualne, ale wyłącznie od miejscowości Gimpu i Kulawi, czyli z drugiej strony parku. Z Wuasa zaleca się tylko wejścia z przewodnikiem, szlaki rzeczywiście bywają niekiedy trudne, niekiedy idzie się „na maczetę” bez szlaku. Starczy powiedzieć że końcowy odcinek Anaso ma tylko 20 cm szerokości, a zejście poza ścieżkę jest niemożliwe. Okolice jeziora Tambing są bagniste, ogólnie dżungla w Lore Lindu jest jedną z najtrudniejszych jakie widziałem, a już z kilkoma miałem okazję się zmierzyć. Jako że jest wysoko, nocami bywa zimno (4-5 stopni), doliny z kolei to ostoja wilgoci i komarów. Trzeba mieć solidne buty. Zalecane do nizinnych lasów deszczowych kalosze się tu nie sprawdzą, najlepsze są „jungle” Altamy (podeszwa nieamortyzująca panama) lub Meindla (podeszwa już dużo nowszej konstrukcji). Wilgotność jest na tyle duża, że aparaty fotograficzne mają spore problemy, natomiast każdy „ptasiarz” powinien zaopatrzyć się w wodoszczelną lornetkę.
DSCF1552_wmDSCF1557_wm Bilety wstępu kupuje się w „centrum turystycznym” (przydrożna buda) przed wjazdem do Wuasa. DSCF1561_wm
Tutaj ciekawa sprawa. Bilety dla obcokrajowców kosztują 150 000 rupii dziennie, dla miejscowych dziesięć razy mniej. Praktyka różnicowania cen staje się coraz powszechniejsza w Indonezji, ale w tym wypadku nie obrażajmy się o to. Miejscowi znacznie mniej zarabiają, więc niższa cena dla nich nie odbiera im dostępności do narodowych bogactw. My płacimy więcej, ale bilety są rozliczane i wszelkie wpływy z nich pomagają zachować naturalne piękno tego miejsca. Spotkałem się tylko z jednym przypadkiem, gdy takie zróżnicowanie mnie wkurzyło, w Maros, gdzie kasa szła ewidentnie nie na utrzymanie miejsca i nie służyła społeczności a grupie cwaniaków, ale o tym jeszcze wspomnę na blogu.

Co można zobaczyć i co widzieliśmy? Przede wszystkim dzioborożce. Te ptaki są niesamowicie trudne w obserwacji, zresztą wymagają specyficznego biotopu obfitującego w wymarłe, stare drzewa, a tych nie ma już za wiele poza obszarami chronionymi. Na Sulawesi żyje kilka ich gatunków, w tym najbardziej imponujący Rhyticeros cassidix, którego widzicie na zdjęciu. Ogólnie wszelkie ich obserwacje są niezwykle utrudnione, ale cierpliwość popłaca. Do tego wyczucie miejsca, więc dobry przewodnik jest wskazany. Pierwszego dzioborożca tam zobaczyłem dopiero po kilku godzinach poszukiwań.11807756174_54bd7bdbb7_o

Nad jeziorem Tambing można napotkać kilka ciekawych gatunków zimorodków, najrzadszy to endemiczny, właściwy tylko dla Sulawesi rybaczek zielonosterny (Actenoides monachus) preferujący raczej niżej położone miejsca, są też typowe dla Lore Lindu zimorodki Cittura cyanotis, widziałem je, ale niestety bez szans na sfotografowanie.

Jest oczywiście mnóstwo papug, są bardzo ruchliwe i żyją w koronach drzew, przemieszczają się z miejsca na miejsce szukając owoców, niestety, nie posiadam zdjęć, warunki obserwacji mieliśmy fatalne

Wilgi reprezentuje pięknie ubarwiona i wyjątkowo trudna do zobaczenia wilga czarnogłowa (Oriolus chinensis celebensis), zresztą to ze ją widziałem to czysty przypadek. Hmmmm…. tutaj i tak miałem więcej szczęścia niż w Polsce, gdzie naszej swojskiej wilgi nie widziałem nigdy, Beata natomiast miała tę przyjemność 😉

Niezwykle ciekawe i właściwe tylko dla tego regionu są żołny. Żołna purpurowa to kolejny owoc naszych poszukiwań.

Złapać na zdjęciach nie dał się też jastrząb chiński, cała masa maluchów, dwa miejscowe gatunki kukułek i jeden sokoła. Musiało mi wystarczyć jedynie zobaczenie ich w naturze. Niestety, polowanie na ptaki wodne na jeziorze Tambing okazało się kompletną klapą, mimo ze próbowaliśmy o różnych porach i z kilku stron. Nie potrafię tego wytłumaczyć, przewodnik wspominał o porze lęgów kaczek, ale nie do końca jestem przekonany.
DSCF1546_wm Oczywiście prócz ptaków spotykaliśmy liczne ciekawe okazy świata owadów, rośliny, w tym i takich mięsożerców: Ostatni dzień mego pobytu tam to wypad do doliny Bada, gdzie można zobaczyć między innymi megality, pozostałości tajemniczej kultury zamieszkującej tamte ziemie kilka tysięcy lat temu. W zasadzie do dziś niewiele o twórcach posągów wiadomo, nie znamy też ich przeznaczenia. Jest to ciągle terra incognita archeologii i chyba nie prędko się to zmieni. Jedno jest pewne – zwracali uwagę na dość istotne szczegóły, przez co dzisiaj ich twórczość może nie być wskazana do pokazywania dzieciom 😉Park Lore Lindu opuszczałem szczęśliwy, ale z mocnym postanowieniem powrotu. W zasadzie tylko go trochę „spróbowałem”, nie byłem w okolicach jeziora Lindu, mam także ochotę przejść go wszerz. Zawsze fajnie jest zostawić sobie jakiś punkt który będziemy chcieli zrealizować. Wtedy motywacja do powrotu w dane miejsce jest większa 🙂 Wracając przeleciałem z Palu do Makassar. Tam spędziłem jeden dzień. Ponieważ Makassar jest miastem dużym, ale kompletnie nieciekawym, chciałem wyskoczyć do Maros, w pobliżu którego znajduje się rezerwat Bantimurung. Miał to być intrygujący rezerwat motyli. Po trzech godzinach skomplikowanej jazdy z przesiadkami (Lonely Planet tu kompletnie zawodzi, zresztą rozdział o Sulawesi jest w tym przewodniku słabiutki) dotarłem na miejsce. Ale czekało tu na mnie największe rozczarowanie wyjazdu. Sama miejscowość mimo że pięknie położona jest dość paskudna. Przyjezdnych witają brzydkie „pomniki” małpy i motyla, totalnie zdewastowane i pomimo intencji autorów raczej przerażające.
DSCF1573_wmDSCF1575_wm By wejść do rezerwatu trzeba zapłacić 300 000 rupii czyli blisko 100 zł, koszt olbrzymi nawet jak dla bogatych ludzi Zachodu. Co otrzymujemy w zamian? Krótką, licząca około 200 metrów ścieżkę pełną śmieci (imponująca ilość nawet jak na ogólnie zaśmieconą Indonezję), na jej końcu wodospad z zalegającymi pod nim śmieciami, w tym oponami i zepsuta lodówką. Motyli nie widziałem, ale kiedyś tam były. Zapewne nim miejscowi je wyłapali i przyszpilili w gablotach na sprzedaż. Barbarzyństwo w czystej postaci. Jak się okazuje zarząd rezerwatu to grupka „przyjaciół i znajomych królika” która z tego miejsca zrobiła sobie prywatną maszynkę do zarabiania kasy na naiwniakach z Zachodu. Słone opłaty tytułem wstępu trafiają do ich kieszeni. Takimi problemami jak ochrona środowiska nikt się tu nie przejmuje. Dlatego zdecydowanie odradzam. Szkoda Waszego czasu i chyba nie warto wspierać tego folwarku. Z Makassar wracałem już do kraju, po drodze jeszcze zaczepiając o Jakartę i Pragę, gdzie miałem przesiadki. W kolejnym wpisie przedstawię rozliczenie kosztów i kilka praktycznych uwag. Jedno wiem na pewno. Na Sulawesi jeszcze wrócę! Jest tego warta… DSCF1558_wm

  • Rewelacyjne ptaszyska, jako ornitolog-amator bardzo zazdroszczę 🙂

    • Tylko zdjecia wielu zwyczajnie sie nie udaly, tego zaluje. A przed Toba jeszcze masa fajnych obserwacji, Ekwador to bedzie dobre miejsce 🙂

      • Z Ekwadorem jest taki problem, że co ciekawsze ptaszyska chowają się wysoko w konarach drzew i trudno je wypatrzyć, nawet z lornetką 😉 Trzy lata temu w nasze siatki złapało się jednak kilka „perełek”, np. rybaczek amazoński czy bławatowiec krzykliwy (chociaż wolę jego angielską nazwę, czyli screaming piha), koło obozu kręciły się tukany, a raz nawet udało mi się gdzieś nad ranem usłyszeć (choć niestety nie zobaczyć) nocolota – mam nadzieję, że tym razem uda mi się zobaczyć to śmieszne dziwadełko 🙂

        • Aneryka Poludniowa to dla mnie calkowicie nieznany grunt, ale zarowno rybaczka jak i blawatowca zazdroszcze, co nieco slyszalem wiec wiem ze to trudne do obserwacji gatunki. Nocolota na pewno zaliczysz, zreszta ja lubie wszelkie lelki i inne wieczorno nocne, chyba sobie bede musial noktowizor sprawic 🙂 Swoja droga w lasach tropikalnych sprawdza sie niezle. Z ptakami chowajacymi sie w koronach drzew mam problem zawsze, troche ratuje sprawe mocna lornetka, i np siedzenie na wzgorzu by korony na przeciwleglym stoku miec nizej. Albo platformy, ale to juz nielatwa logistycznie sprawa.

  • Nie jestem wielką fanką fotorelacji, ale jakoś tutaj zawsze brakuje mi zdjęć. Dziękuję za kolejną relację z tej bardziej kolorowej strony natury 🙂

    • Postaram się coś więcej wrzucać, już na nowym serwerze na który się przenoszę będzie nieco bogatszy materiał zdjęciowy, dodatkowo mam zamiar udostępniać mojego flickra, a tam będzie kilka tysięcy zdjęć z ostatnich wyjazdów pogrupowanych w katalogi 🙂 Ciesze się że relacja Ci się podobała 🙂

  • dzioborożec! <3