Azory kulinarnie. Krótki trip po Flores i Sao Miguel

Wspominaliśmy już, że nasze podróże to również chęć poznania odwiedzanych zakątków od strony kulinarnej. Na Azorach pod względem kulinarnym się nie zawiedliśmy, a po drodze spróbowaliśmy małe „co nieco” także i w Porto. W zasadzie można byłoby pisać o kuchni portugalskiej niekończące się eseje, ale ten wpis będzie zaledwie skrótem i wskazówką dla wybierających się na Azory lub też po prostu ciekawych tego miejsca. Skosztowaliśmy kilku potraw i nie zawiedliśmy się.

Porto

W kontynentalnej części Portugalii (Porto) nie mogliśmy nie spróbować, a następnie to już oprzeć się słynnej francesinha, czyli zapiekanej kanapce, pełnej mięsa, lokalnej kiełbasy.

francesinha
francesinha

     Na wierzchu tradycyjnie z roztopionym żółtym serem, a całość pływa w gęstym, pomidorowo-piwnym sosie. Jedyną wadą jest tylko ładunek kaloryczny, ale z drugiej strony „francuzeczka” na śniadanie, a potem można już spokojnie wytrzymać do kolacji- zwłaszcza, że standardowym dodatkiem są do niej frytki. Tak jak do wielu innych dań z resztą… na ogół na talerzu lądują jednocześnie frytki, ryż i chleb, czasem ziemniaki i jest to norma 🙂 UWAGA!! dobre, ale tuczy…
Z czystym sercem możemy Wam polecić dwa lokale w Porto, w których jedliśmy (piliśmy też pyszne porto i sangrię na ochłodę). Pierwszy z nich to Pontual- Snack Bar ( http://www.facebook.com/pontual.snackbar/?fref=ts ). Mieści się przy Rua do Almada 350 w Porto. Francesinha pierwsza klasa, przepyszna i przygotowana po zamówieniu, na świeżo. Drugi to Cafe Almada przy Rua Dr. Ricardo Jorge 74 w Porto (ulica boczna od Rua do Almada, http://www.facebook.com/pages/Cafe-Almada/232504116866873?fref=ts ). Bardzo łatwo je z mapą odnaleźć wysiadając na stacji Trindade. Serwują tam przeróżne dania, oczywiście short coffe, piwo (kiepski wybór), wina i porto- jak przystało na miejsce- jest w czym wybierać. Oba lokale odwiedzają przede wszystkim miejscowi, a dla nas jest to bardzo zachęcające, można powiedzieć priorytetowe przy wyborze miejsca, w którym chcemy zjeść. W porze obiadowej bywa tłoczno, ale też sympatycznie. Ludzie próbują nawiązać rozmowę, z ciekawością zapytują skąd przyjechaliśmy. Porto było naszą bazą wypadową na Azory, ale też pierwszym przystankiem w drodze powrotnej do kraju. Zanim polecieliśmy na wyspy, poznaliśmy w Cafe Almada starszą, sympatyczną Panią i zapewne Jej córkę. Siedziały przy stoliku ulokowanym przy oknie wychodzącym na ulicę. Gdy przylecieliśmy z powrotem do Porto, taszcząc nasze ogromne plecaki zostaliśmy przez obie zauważeni i serdecznie powitani machaniem z okna- rozpoznały nas, siedząc przy swoim ulubionym stoliku. Więc my od razu szybkie prycho i na późne śniadanie w miłym towarzystwie 🙂   W Porto jest całe mnóstwo restauracji i snack-barów. Każdy wybierze coś dla siebie i nie sądzę, że przeżyje jakiś zawód. Dla nas będą to zawsze małe, popularne wśród lokalnych miejsca, gdzie jedzenie jest świeże, poranna kawka i drożdżówka nieźle krzepi, a próba kontaktu z miejscowymi, pomimo bariery językowej daje dużo przyjemności i poczucia, że jeżeli jest się kulturalną osobą w zamian dostaniemy miłe towarzystwo i dużo pozytywnej energii. Jeśli poszukujecie elegantszych miejsc, jest ich równie dużo. O dyskotekach chyba już nie musimy pisać, że są i w równie dużej ilości… 😉

Flores

Jeśli chodzi o Azory to kuchnia jest równie pożywna i treściwa, prosta, bazująca na mięsie (zwłaszcza wołowym) i owocach morza: dorszu, doradzie, ośmiornicy, kalmarach itd. itd… polecamy też tamtejsze zupy, gęste, blendowane, z wkładką z chourico (portugalska pikantna kiełbasa) lub ciecierzycy. Słynną zupę caldo verde chyba nikomu nie trzeba przedstawiać.Trafimy też na zupy rybne, przeciery z marchewki lub pomidorów. W menu figuruje tzw. sopa do dia (zupa dnia), na ogół po 1,5 euro, każdego dnia jedna, codziennie inna. Warto się skusić! Na wyspie Flores skosztowaliśmy wybornego steka z wołowiny, która zapewne do niedawna „biegała” bez stresu po zielonych łąkach.

   Wyspie tej należy się szczególna uwaga, również w kontekście jedzenia. Stołowaliśmy się kilkukrotnie w Jonah’s Snack Bar ( http://www.facebook.com/Jonahs-snack-bar-Restaurante-1660149304214597/?fref=ts ) i jeśli zawędrujecie kiedykolwiek do Faja Grande na wyspie Flores, to nie możecie tam nie zajrzeć.

don't miss it..!
don’t miss it..!

   Od tej pory nie musicie już szukać innej restauracji (zapewne są, ale już nie tak dobre…). Lokal mieści się przy głównej uliczce biegnącej przez miejscowość, nieopodal jedynego sklepiku. Właścicielem jest sympatyczny Joao, a pomaga mu równie urocza Monica. Joao bardzo dobrze mówi po angielsku, a swoich gości traktuje w wyjątkowy sposób. Kiedy tam byliśmy (połowa kwietnia) nie dostaliśmy karty z mega wyborem dań. I bardzo dobrze… a dlaczego dobrze? Dlatego, że gwarantuje to pyszne i przygotowane na świeżo jedzenie. Joao informował nas, co aktualnie jest w stanie dla nas przyrządzić, jakimi składnikami dysponuje. Jednego dnia był to kurczak, który został przygotowany w wyśmienitym curry, innym razem pieczona wieprzowina, kolejnym potrawka z dorady. Rybę dostarczył mu miejscowy rybak, pracujący w przeszłości w Kanadzie.

Pan Rybak, Marcin i Joao- właściciel Jonah’s Snack Bar

 

potrawka z dorady, palce lizać...
potrawka z dorady, palce lizać…

Opowiedział nam, że po kilkunastu latach spędzonych na emigracji ogromny sentyment skłonił go do powrotu na Flores. Ponownie zajął się rybołówstwem i żyje się mu tu biedniej, ale jak w niebie. Mieszkańcy Flores traktują swoją wyspę jak raj. Często o tym mówią, a my, nawet bez ich zwerbalizowanych zapewnień wiemy o tym bardzo dobrze 🙂 mamy nadzieję, że kiedyś tam powrócimy. Wracając do tematu jedzenia u Joao, w Jego restauracji (jak i w każdej innej, szanującej się portugalskiej restauracji) przed głównym posiłkiem możecie liczyć na tzw. czekadełko. Byliśmy częstowani oliwkami, azorskim serem, portugalską oliwą, chlebem i likierem z marakuji.

czekadełko… i można czekać

Do posiłku można zamówić wyborne, schłodzone i lekkie vino verde.

   Od Joao nigdy nie wyjdziecie głodni, czy rozczarowani. Właściciel Jonah’s Snack Bar zawsze jest chętny do pomocy i udzieli jej Wam w razie potrzeby, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze nawet wówczas, gdy trzeba było zwyczajnie podładować telefon. W lokalu jest możliwość połączenia z Wi-Fi (drugi, publiczny spot jest w okolicach kościółka). Byliśmy przekonani, że na Flores będą z tym kłopoty, ale tam, jak się okazuje ta infrastruktura jest przygotowana perfekcyjnie w porównaniu chociażby do niemieckiego lotniska, na którym byliśmy przed wylotem do Porto… Po posiłku do syta zawsze zostaliśmy uraczeni czymś słodkim. W pamięci zapadł nam deser z cukru, jajka i kokosa. Niebo w gębie! 😉

kokosowe słodycze od Joao i Moniki

Szczerze? Gościnność i hojność Joao była dla nas zaskakująca, a dla niego nasze ochy! i achy! spowodowane uprzejmym przyjęciem i dokładkami, gdy apetyt dopisywał po całym dniu trekkingu. Z całego serca polecamy restaurację Joao. Ostatniego dnia podarowaliśmy mu polski banknot na pamiątkę, do małej kolekcji zgromadzonej na barze. Może któregoś dnia ktoś z Was zobaczy tą „dychę” i powie: nasi tu byli, oni są wszędzie… ;-P


Tego samego dnia Joao przedstawił nam swoich Ulubieńców: suczkę Pedrę i jej szczeniaki. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że Azory mają swoją rasę psa pasterskiego: Cao Fila de Sao Miguel (Azores Cattle Dog).

Kima, jeden z małych piesków, według zapewnień Joao uniknie tradycyjnego przycinania uszu i ogona. Jego „rodzeństwo” zapewne też. Imię Kima piesek wziął- jak nas poinformował dumny właściciel- od nazwy… napoju popularnego na Azorach. Spróbujcie koniecznie! Kima to gazowany napój o smaku marakui. Produkowany jest na Sao Miguel i zawiera naprawdę dużo owocowego soku. Jest pyszny.

Sao Miguel

Na Sao Miguel mieliśmy przyjemność zjeść kolację w restauracji Borda D’Agua, w miasteczku Lagoa usytuowanym niedaleko Ponta Delgada (http://www.facebook.com/filhoslda/?fref=ts ). Polecamy na wyśmienite owoce morza, wyborne wino. Obsługa fantastyczna! Pyszne azorskie startery, klimatyczne wnętrze i widok na ocean. Warto zajrzeć. Produkty świeże, tuż obok znajduje się skup i przetwórnia ryb.
W Furnas (południowo-wschodnia część Sao Miguel) obowiązkowo należy zjeść cozido. Ale zanim napiszę, co to za smakowitość opiszę pokrótce, czym Furnas jest. Jest to miasteczko położone w okolicy Lagoa das Furnas (Jezioro Ognia). Znajduje się tam park naturalny, a w nim można podziwiać pęknięcia w skorupie ziemskiej. Okolica wokół miejscowości, jak i również samo jej centrum pełna jest gorących źródeł, fumaroli. W wielu miejscach można się naocznie przekonać, jak bardzo aktywną wewnątrz planetą jest Ziemia.( W kolejnych postach zdecydowanie bardziej rozwiniemy temat odwiedzonych przez nas miejsc i miejscowości). Mieszkańcy sprytnie wykorzystywali i nadal wykorzystują termiczną energię płynącą z jej wnętrza. Cozido das Furnas to miks warzyw, mięs i kiełbas gotowanych w stosunkowo niskiej temperaturze, w dużych garnkach zakopanych w ziemi tuż przy gorących źródłach. Potrawa gotuje się przez około 7 godz. w temperaturze ok. 70-85. A potem… to już rozpływa się w ustach.

COZIDOłki… 😉
Cozido das Furnas
Cozido das Furnas
dla spragnionych- woda mineralna z Furnas

   Danie można zjeść m.in.: w Tony’s Restaurant ( http://www.facebook.com/RestauranteTonys/?ref=ts&fref=ts ). Serwują solidne porcje. Posiadają też w menu wiele innych, regionalnych dań np. stek wołowy z jajkiem i lokalnym sosem i wina z Azorów. Warto się pokusić na butelkę wytrawnego Basalto z wyspy Pico. Do cozido jak znalazł 😉

   Furnas słynie też z piekarni bolos levedos. Są to okrągłe, słodkawe placki wypiekane tradycyjnie na suchej patelni. Ich składnikami są: mąka, mleko, jajka, drożdże, masło, cukier i sól. Kupić je można na całych Azorach, natomiast te z Furnas są ponoć najlepsze. Ten dość spoisty i ciężki drożdżowy wypiek można jeść zarówno na słodko, jak i na słono: zapiekany z serem i szynką. Fajna opcja na przekąskę podczas marszu.

   Warto też wyskoczyć na północ wyspy pospacerować po jedynej w Europie plantacji herbaty: Cha Gorreana.

Cha Gorreana

Zakupiliśmy kilka jej rodzajów, a na miejscu, po spacerze wśród czynnej i dostępnej linii produkcyjnej uraczyliśmy się filiżanką herbaty parzonej dla odwiedzających.

   Z wielkim sentymentem po raz kolejny powracam do możliwości wypicia małej czarnej z kawiarki tuż po pobudce pod namiotem. Uwielbiam kawę. Gdy mogłam ją pić w takich okolicznościach przyrody i zastanawiać się, co będę danego dnia robić czułam się jak w niebie.

fumarole „dymią” i bulgoczą, kawa też zaraz zacznie

   O jedzeniu i w ogóle o kulinariach można byłoby napisać na prawdę wiele, jeśli chodzi o Azory. Z pewnością wielu potraw nie spróbowaliśmy, o innych zwyczajnie nawet nie mamy pojęcia. Do powstania tego wpisu zainspirowało mnie to, co mieliśmy możliwość tam, w tym krótkim okresie skosztować. Na pewno też wiele informacji przez delikatne rozkojarzenie pominęłam, lecz będzie to okazja do ponownego rozwinięcia tematu w osobnym wpisie 🙂 Podaruję sobie też obszerne, encyklopedyczne rozwijanie tej kwestii. W sieci jest mnóstwo na prawdę rzetelnych artykułów na temat azorskiego jedzenia. Na zakończenie napiszę (tylko subiektywnie) na co najbardziej zwrócić uwagę podczas kulinarnej eskapady przez Azory:
NAPOJE:
– Kima: gazowany napój z sokiem z marakui,
-Especial: lokalnie warzone, łagodne w smaku piwo,
-herbata z plantacji Cha Gorreana,
-azorskie likiery; zwłaszcza z narodowego owocu Azorczyków, czyli ananasa,
-wina z wyspy Pico,
DO JEDZENIA:
-azorskie mleczne karmelki o różnych smakach,
-owoce i warzywa; piękne- sprowadzane, mniej piękne: lokalne, więc wybór powinien być prosty, warto skontrolować stopień dojrzałości(nasze jabłka wodne okazały się być totalnie niedojrzałe…),
-sery; chluba wysp, kilkaset rodzajów, twarogowe, dojrzewające, miękkie, twarde, po prostu całe mnóstwo sera,
-pieczywo; szczególnie wspomniane bolo levedos, pyszny wg nas był też ciężki chleb wypiekany w okrągłych bochenkach, z dodatkiem mąki kukurydzianej (broa),
-wołowina; mięso pochodzi od zwierząt spędzających życie na łąkach, bez dokarmiania sztucznymi mieszankami, zwierzęta mają dużo ruchu, mięso jest wyborne,
-owoce morza; duży wybór, cóż miejsce zobowiązuje ;),
-ananasy; koniecznie,
…i wiele, wiele innych!
Zakończę małym spostrzeżeniem. Według nas prościej, wygodniej i taniej(!) jest jeść w lokalach. Przetestowaliśmy: siatka z zakupami na obiad=obiad w restauracji. Nie trudno też dostrzec, że miejscowi też wyciągnęli podobne wnioski i posiłki jadają w różnego rodzaju barach. Fajna tradycja… zwłaszcza, że z korzyścią dla wszystkich stron.
SMACZNEGO PODRÓŻOWANIA PO PORTUGALII!
Mysza.

Zapisz

  • Świetny artykuł, aż pociekła mi ślinka 🙂 Jeśli chodzi o koszty wyżywienia, to już jakiś czas temu odkryliśmy, że stołowanie się we wszelkiego rodzaju knajpkach nie tylko daje możliwość zakosztowania lokalnych specjałów i oszczędza czas, który można spożytkować przyjemniej niż gotując, ale też często jest zwyczajnie tańsze niż robienie zakupów.

    No i kto by tam liczył kalorie w czasie podróży, najwyżej spali się po powrocie do domu 😉

    • Beata W.

      Dziękuje za miłe słowa. Jest to dodatkowa motywacja, żeby pisać więcej. Pozdrawiam Wędrowne Sowy;-)

  • Pingback: Porto po raz pierwszy. - Podróże z Myszą()

  • Pingback: Furnas. Spotkanie piekła z niebem. - Podróże z Myszą()