Nocleg u cwaniaczków nad Maninjau.

Nad wodami Maninjau.

Maninjau
mglisty poranek na wzgórzu nad Maninjau

Ranek powitał mnie i mojego przewodnika szarą pogodą z chmurami nisko zawieszonymi nad wodami Manianju. Nocą, leżąc w szałasie rozbitym wysoko nad jeziorem, po cichu liczyłem na słoneczny poranek, podczas którego mógłbym podziwiać panoramę wzgórz otaczających akwen. Przy wyjątkowo dobrej widoczności można było nawet zobaczyć błękitne pasmo Oceanu Indyjskiego schowane za okalającymi Maninjau wzniesieniami. Niestety, tego dnia pogoda była kiepska, mokra i szara. Wzgórza porośnięte gęstą zielenią odparowywały wilgoć i deszcz padający przez ostatni czas. Mleczne kłęby pary wodnej wznosiły się bardzo powoli ku górze… Nie było na co czekać.

ManinjauRozpoczęliśmy zejście ze wniesienia w dół, do kaldery zalanej wodami Maninjau. Szlak wiódł przez piękną, tropikalną dżunglę. Od świtu przepełniały ją śpiewy gibbonów, w koronach drzew szalało całe mnóstwo egzotycznych ptaków. Nie było już deszczowo, a marsz zapowiadał się być naprawdę przyjemnym. Było tylko jedno, małe „ale” w postaci olbrzymiej ilości pijawek. Sam zerwałem z  siebie ponad czterdzieści, krwiopijczych sztuk. Nie są to może zbyt groźne stworzenia, ale wrażliwe osoby zdecydowanie powinny często sprawdzać, czy nie niosą na sobie pasażerów na gapę. Zejście zajęło nam trzy godziny. Im bardziej zbliżaliśmy się do jeziora Maninjau, tym bardziej rzucał się mi w oczy krajobraz zmieniony przez miejscowych rolników.

Maninjau
rybak w jeziorze

Pola ryżowe, sady, szpalery palm kokosowych, gdzie do zrywania owoców używa się tresowanych małp. Bajkowy, indonezyjski zakątek! Po dotarciu nad jezioro rozliczyłem się z przewodnikiem, zafundowałem nam obu solidne śniadanie i pożegnaliśmy się w dobrej komitywie.

Haszysz i cwaniaczki nad Maninjau.

Zanim jeszcze nad Maninjau się pojawiłem, dotarłem do informacji o polecanym przez wielu backpakersów miejscu noclegowym o nazwie Lili’s Pad. Miejsce miało być zarządzane przez obywatelkę Nowej Zelandii. Wielu ludzi w opiniach zachwycało się fajną atmosferą i dobrymi warunkami. Odszukałem je, lecz kiedy tam dotarłem nie zastałem żywego ducha. Trochę mnie to zaniepokoiło… Moje rozmyślania- co zrobić- przerwał człowiek pojawiający się dosłownie znikąd i podający się za pracownika obiektu. Rzeczywiście, miał z sobą klucze, a na dodatek stwierdził, że właścicielka wyjechała na jakiś czas. Według niego większość obsługi miała wtedy wolne, ale gdybym tylko chciał to on natychmiast pokaże mi domek do wynajęcia. Poszliśmy nad jezioro i wybrałem jedną z chatek. Było czysto, stan domku jak najbardziej na plus, więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Jedyne, co wciąż mnie niepokoiło to zupełny brak innych gości. Wszystkie opinie opowiadały o tłumach w Lili’s Pad. Dlaczego miejsce tak popularne wśród podróżników stało puste i wyglądało na opuszczone? Czyżby wszystkich odstraszyły wiadomości o trzęsieniu ziemi?

Maninjau
zachód słońca nad Maninjau

Pierwsza noc minęła dość spokojnie, choć na terenie ośrodka ku mojemu zdziwieniu byłem ciągle sam. Zero obsługi i gości. Nazajutrz spędziłem leniwy dzień nad jeziorem i część czasu poświęciłem na poszukiwania kafejki internetowej. Musiałem zmienić dalsze plany na podróż. Na noc wróciłem do LiLi’s Pad i wtedy wiele się wyjaśniło. Na terenie ośrodka w najlepsze trwała impreza, na której bawiły się typy, których ciężko było nazwać sympatycznymi. Do mnie podszedł rzekomy pracownik, który dzień wcześniej wynajął mi domek. Był już mocno odurzony, ale stwierdził, że jest „dobrym muzułmaninem”, bo woli haszysz od alkoholu. Cóż, chyba nie do końca był takim „dobrym”, bo haszysz również nie jest za mile przez wyznawców islamu widziany. Impreza rozkręcała się coraz mocniej, a towarzystwo zaczęło się robić dość agresywne.  Zapraszali, bym dołączył i poczęstował się. Wiedziałem, że w Indonezji kontakt z handlarzami i sprzedawanym przez nich towarem może się bardzo źle skończyć, więc ostro uciąłem dyskusję i poszedłem spać. Nie byli zadowoleni, ale  na szczęście przestali mnie namawiać do powrotu. Rano przywitała mnie policja. Kto poznał, czego potrafią w Indonezji dokonać jej funkcjonariusze ten wie, jak się poczułem, kiedy zobaczyłem ich za drzwiami. Łapownictwo było w tym kraju wręcz legendarne, również prawo mogło być interpretowane pod wpływem chwili i okoliczności. Odetchnąłem z ulgą, kiedy policjanci po prostu zaprosili mnie na pomost nad jeziorem, gdzie ucięliśmy sobie krótką pogawędkę. Dowiedziałem się wtedy, że ośrodek już praktycznie nie funkcjonuje i nie jest miejscem noclegowym dla turystów. Lili wyjechała z powrotem do Nowej Zelandii, zostawiając miejsce pod zarząd indonezyjskiemu wspólnikowi. Ten jednak szybko zrobił z niego melinę dla szemranego towarzystwa. Funkcjonariusze grzecznie zaproponowali mi, żebym dla własnego bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia wyprowadził się stamtąd jak najszybciej. Bez żadnych dyskusji spakowałem wszystkie swoje rzeczy i pojechałem do pobliskiego miasteczka. Tamtejsi mieszkańcy dodatkowo potwierdzili opinie krążące o Lili’s Pad. Tego miejsca należy unikać, bo może przynieść kłopoty. A szkoda… było naprawdę pięknie położone, niezniszczone i trochę żal, że cwaniaki zmarnowały jego ogromny potencjał.

Czas pożegnać się z Sumatrą.

Wiadomości o trzęsieniu ziemi i tsunami na zachodnim wybrzeżu Sumatry pokrzyżowały resztę moich podróżniczych planów. Miałem przeznaczyć tydzień czasu na wyprawę na Siberut, gdzie żyje plemię Mentawai– jedno z ostatnich, pierwotnie funkcjonujących plemion Azji. W obliczu takiej sytuacji było to niestety niemożliwe. Mogłem spędzić ten czas w Pandang, lub porozumieć się z linią Air Asia i za niewielką dopłatą opuścić wcześniej Sumatrę. Dało by mi to kilka dodatkowych dni w Kuala Lumpur. Była jeszcze trzecia opcja – Gunung Kerinci– park narodowy z najwyższą górą na Sumatrze. Okazało się to na tyle trudne logistycznie, że nie zdążyłbym tam dotrzeć i wrócić w siedem dni. Zdecydowałem się ostatecznie na wcześniejszy lot do Malezji i kilka dni w stolicy tego kraju. Wróciłem do Bukittinggi, a stamtąd zabrałem się „dzieloną taksówką” do Padang, skąd następnego dnia wyleciałem do Malezji. Do zobaczenia Sumatro!

Air Asia
w drodze do Kuala Lupmur

Wybierasz się na Sumatrę? Przeczytaj!

W tym miejscu powinny pojawić się podsumowania, kosztorysy itp. Jednak zdecydowałem się tego nie robić. Moja wyprawa miała miejsce już kilka lat temu, a od tego czasu sytuacja cenowa zmienia się dynamicznie. Również komunikacja po wyspie wygląda inaczej, zostawię jedynie kilka uwag:

  • przy organizacji wyjazdu polecam tradycyjnie fora internetowe: polski Travelbit czy anglojęzyczny Thorntree na pewno pomogą w planowaniu i realizacji podróży,
  • waluta: polecam zabrać ze sobą euro (€); wymiana jest łatwiejsza niż w przypadku dolarów amerykańskich ($), gdzie trzeba zwracać uwagę na stan i rocznik banknotów; kursy, jak zauważyłem są podobne na obszarze całej wyspy; można ze sobą mieć karty bankomatowe, ale nie warto ryzykować mając z sobą tylko jedną kartę- zdarzają się liczne awarie bankomatów, problemy ze zwrotem karty i zwykłe oszustwa- jeżeli już, warto zabrać kilka kart.
  • noclegi: o te bardzo łatwo; na Sumatrze znajdziemy coś w każdym standardzie, dominują niedrogie hoteliki i pensjonaty; nie ma potrzeby rezerwacji z Polski, jednak obecnie ceny za najbardziej proste pokoje to minimum 50 000 – 100 000 rupii, oczywiście im wyższy standard tym więcej, zachowajmy jednak świadomość że to ciągle nie są najwyższe kwoty.
  • jedzenie: tanie i proste posiłki dostaniemy wszędzie bez problemu; dominuje nasi goreng, czyli smażony ryż z warzywami i przyprawami, mie goreng, czyli makaron w takim samym wydaniu, jest też bakso- rodzaj sycącej zupy, gado gado – smażone kalmary, rendang, czyli ostra wołowina z rejonu Padang, polecam świeże owoce i soki owocowe- powszechnie dostępne i tanie, piwa kilka rodzajów, ale dominuje Bintang- kosztował ok. 30 000 – 40 000 rupii za butelkę- drogawo…
  • komunikacja: Sumatra- zwłaszca stolica- ma dobre połączenia lotnicze zarówno z miastami na Jawie, jak i całkiem niezłe z np. Kuala Lumpur, są też loty wewnętrzne, szczególnie przydatne przy przemieszczaniu się pomiędzy Medan a Padang czy Banda Aceh; komunikacja lądowa pomimo, że powszechnie dostępna, jest powolna i uciążliwa- warunki drogowe na Sumatrze nie są najlepsze, ale ceny za przejazd nie są wysokie; Indonezja to kraj niedrogiej komunikacji.
  • Piękne zdjęcia, ale nie myśleliście,żeby jednak dać jasne tło i ciemne litery? Niezbyt dobrze się czyta…..