Kotor i Perast- opowieść o dwóch miastach.

Gdyby zapytać dzisiaj turystów o najbardziej znane im miejsca w Czarnogórze, wielu wymieniło by Zatokę Kotorską z jej historycznymi miastami. Wielu wskazałoby ją, jako jedno z najbardziej znanych miejsc nie tylko w Czarnogórze, ale i na całych Bałkanach. Jest to trochę paradoks, gdyż historycznie to miejsce jest bardzo mało bałkańskie i równie niewiele czarnogórskie. Dwa najważniejsze miasta Zatoki – Kotor i Perast swój dzisiejszy stan i najlepsze lata zawdzięczają zupełnie innemu, już nie istniejącemu państwu – Republice Wenecji. Jednak burzliwe koleje losu sprawiły, że dzisiaj znajdują się one w granicach Republiki Czarnogóry, stanowiąc o sile turystycznej tego państwa. Z resztą nie bez powodu. Zarówno Kotor jak i Perast to perełki i dzisiejsi Czarnogórcy doskonale potrafią to wykorzystać.

Cattaro, czyli Kotor

Do Kotoru przybywamy jesienią. Polecamy tę porę na odwiedziny nie tylko tego miasta, ale i całej południowej Czarnogóry. Słońce operuje jeszcze dość mocno, ale nie ma uciążliwych upałów jak latem. Kotor w jesiennej szacie prezentuje się świetnie. Samo Stare Miasto urzeka plątaniną wąskich uliczek, na każdym kroku dotykamy tu historii grodu, a ta była niezwykle ciekawa.

Stary Kotor
Brukowane marmurem uliczki w Starym Kotorze. Z biegiem czasu, pod tysiącami stóp nabrały połysku i niesamowitego uroku.

Nazwa miasta nie pochodzi wcale od kotów, jak powszechnie sądzi się w Polsce, tylko od starogreckiego określenia na miejsce, w którym jest ciepło. Koty wprawdzie w Kotorze są powszechne, ale bardziej jako ciekawostka dzisiejszych czasów, z historią nie mająca wiele wspólnego. Dzieje miasta od powstania w epoce wczesnobizantyjskiej wiążą się najpierw z losami słowiańskiego państwa Zeta, później z niepodległością w latach 1391-1420, zakończoną poddaniem się władzy Republiki Weneckiej z obawy przed zagrożeniem tureckim. To właśnie czasy rządów Republiki stanowiły dla miasta złoty okres. Jego potężne, wybudowane w tym okresie mury pomogły odeprzeć dwa najazdy tureckie. Jednak nie ochroniły miasta przed trzęsieniami ziemi. Kotor podnosił się jednak po nich szybko.

Wenecja była państwem bogatym i miasto potrafiło czerpać profity z opieki państwa Dożów. Ślady ówczesnej zamożności mieszkańców widzimy do dziś, podziwiając wspaniałą architekturę pałacową. Niestety, wszystko ma swój koniec- upadek Republiki Weneckiej i pokój w Campo Formio w 1797 roku oddały miasto pod panowanie monarchii Habsburgów. Wojny napoleońskie i późniejsze rządy Austro-Węgier odznaczyły się powolnym upadkiem miasta, a ich schyłek wymierzonym w Czarnogórców i Serbów terrorem, którego symbolem było kotorskie więzienie. Z resztą i dziś sprawiające ponure wrażenie. Po I Wojnie Światowej i upadku Austro-Węgier miasto weszło w skład tworzącej się federacji państw Słowian południowych, znanej jako SHS, przekształconej później w Królestwo Jugosławii, po wojnie w Socjalistyczną Republikę Jugosławii, a dziś jest częścią niepodległej Czarnogóry. Co ciekawe, nigdy w swoim burzliwym trwaniu miasto nie zostało zdobyte militarnie. Nawet Niemcy, mimo, że planowali wysadzenie Starego Miasta wycofali się bez walki 21 XI 1944 roku.

Dziś możemy podziwiać dzięki temu piękno starego grodu, praktycznie nie zmienione od czasów weneckich. Warto zagubić się w labiryncie wąskich uliczek i poznawać Kotor po swojemu. My tak zrobiliśmy- spacerowaliśmy nie spiesząc się, co chwila zaskakiwani a to jakimś kościołem, a to poweneckim pałacem, to znowu kamienicami bogatych mieszczan. Stary Kotor żyje do dziś, uliczki są gwarne, pełne nie tylko turystów ale i miejscowych. Szukającym spokoju polecamy odwiedziny poranne. Miasto budzi się do życia, a częściej niż ludzi, zobaczymy wtedy koty. W ostatnich latach wizyty dużych statków wycieczkowych sprawiły, że miasto potrafi być nieznośnie zatłoczone, jednak poza ścisłym sezonem jest lepiej. Dlatego na początku wspominaliśmy o jesieni. Tłumy już nie grożą i można w spokoju nacieszyć się zabytkami. Z historycznych miejsc właśnie, absolutnie nie wolno pominąć Katedry św. Tryfona. To najważniejszy kościół Kotoru, romański w swej pierwotnej formie, pełen ciekawych pozostałości z czasów bizantyjskich i weneckich.

kościół św. Tryfona
Romańskie wnętrze katedry św. Tryfona. Jako budulca użyto białego i różowego kamienia- robi wrażenie! Nieważne, czy jesteś wierzący, czy też nie. Warto wejść!

Św. Tryfon był patronem miasta, a jego relikwie znajdują się w jednym z bocznych ołtarzy. Piętro i poddasze mieści niewielkie muzeum z ciekawą kolekcją sakralnych zabytków, głównie z okresu XV-XVIII wieku. Wstęp 3 .

Oprócz Katedry warto w Starym Mieście zobaczyć Wieżę Zegarową (w zasadzie trudno ją przegapić), kościół i cerkiew Św. Mikołaja, kościół św. Anny i malutki, ale bardzo urzekający formą kościół św. Łukasza.

Kościół św. Łukasza
Kościół św. Łukasza

Warto też zajrzeć do posiadającego bogate zbiory Muzeum Morskiego. Morze stanowiło o bogactwie Kotoru i dzieje miasta są nieodłącznie z nim związane. Warto je poznać. Niezwykłą przygodą będzie na pewno wejście na mury miejskie.

Kotor
Mury obronne wokół Starego Kotoru pnące się wysoko ponad miastem.

Pomimo spotykanej powszechnie opinii o wielkiej uciążliwości takiej wycieczki musimy stwierdzić, że jest to jak najbardziej do zrobienia, nawet dla osób z przeciętną kondycją. Same mury mają 4.5 km długości i są dwa razy dłuższe od murów Dubrownika. Wejść możemy na nie z miasta- koszt 3. Istnieje też szlak tzw. starą drabiną Kotoru, ale jest nieco dłuższy. Chcąc go znaleźć polecamy dokładną mapę, np. z aplikacji maps.me. Idąc schodami z miasta po drodze napotkamy ciekawą kaplicę Matki Boskiej Uzdrowicielki, postawioną przez ocalonych z epidemii dżumy w 1572 roku.

Gospe od Zdravlja- kościół Matki Bożej Uzdrowicielki
Gospe od Zdravlja- kościół Matki Bożej Uzdrowicielki

Często zamknięta, jednak gdy trafimy na moment otwarcia, można wejść do środka, by zobaczyć w dużej mierze oryginalne wnętrze. Kontynuując marsz, po ok 40 min. dotrzemy na szczyt, do twierdzy Św. Iwana. Rozpościera się stamtąd cudowny widok na zatokę i czerwone dachy Starego Kotoru.

Wycieczkę najlepiej odbyć przed zachodem słońca, tak by zobaczyć jeszcze z góry Kotor w ciemnościach. Schodząc pamiętajcie o latarkach!

Czysto praktyczne oblicze zwiedzania Kotoru, wiąże się z degustacją miejscowych specjałów. Tych nie próbujmy na Starym Mieście, gdzie skutecznie mogą nas odstraszyć ceny. Niestety, na skutek wizyt turystów z zachodu można zauważyć zanikanie tradycyjnej wenecko-kotorskiej kuchni. Wielkim minusem jest to, że w Starym Kotorze nie można kupić miejscowej przekąski, jaką jest burek, ale bez trudu trafiamy na nudne i oklepane hamurgery. Natomiast ciekawe punkty gastronomiczne możemy znaleźć poza starym grodem. Są to zarówno mało zachęcające, ale dobrze karmiące kafany przy drodze w stronę dworca, jak i znajdujące się niedaleko portu konoby, z których polecamy szczególnie Konobę Akustik, z wieczorną muzyką na żywo, smacznym jedzeniem i profesjonalną obsługą.

Dzięki swojej atrakcyjności Kotor ma doskonałe połączenie z praktycznie wszystkimi miastami w Czarnogórze, także z miastami w Bośni, Belgradem, czy Tiraną. Są też połączenia do Dubrownika (nietanie). Koszt biletu z Podgoricy to 7-9 euro. Niestety, dworzec w Kotorze jest zdecydowanie najgorszym tego typu obiektem odwiedzonym przez nas w Czarnogórze. Niemiła, arogancka obsługa (zwłaszcza faceci pilnujący peronów) oraz wysoka opłata kasowa doliczana do biletu, skutecznie zniechęcają do tego miejsca…

Kotor
Malowniczy zachód słońca nad Kotorem- cisza, spokój i te widoki…
Stary Kotor
Stary Kotor o zmierzchu.

Perast

 

Perast, mimo podobieństwa losów historycznych, to zupełnie inna liga niż Kotor. Miasteczko znacznie spokojniejsze, bogate w zabytki, ale też bardziej otwarte frontem do wód Zatoki. Pięknie usytuowane, a przeszłości walczące o dominację z Kotorem. W średniowieczu było siedzibą piratów, którzy z resztą atakowali wspomnianego konkurenta praktycznie do czasów wspólnego przejścia pod opiekę Wenecji. W 1535 roku doszło do znamiennego wydarzenia. Grupa mieszkańców Perastu zamordowała mianowanego przez Kotor przeora Benedyktynów. Ściągnęło to na nich ekskomunikę, ale równocześnie uwolniło miasto od zwierzchnictwa sąsiadów. Dzięki mediacji Wenecji sprawę udało się załagodzić, a do dzisiejszych czasów jako pamiątkę tych wydarzeń możemy podziwiać cudowny kościół Matki Boskiej ze Skały, sąsiadujący z tym na wyspie św. Jerzego, gdzie morderstwo miało miejsce.

Svetji Ɖorđe
Svetji Ɖorđe- klasztor na wyspie św. Jerzego.
Gospa od Škrpjela
Gospa od Škrpjela- sylwetka kościoła Matki Boskiej ze Skały.

Miasto rozwijało się najmocniej w XVI -XVIII wieku. Jego mieszkańcy zostali wyróżnieni za udział w bitwie pod Lepanto w 1571 roku. Kwitnął też przemysł w tamtejszych stoczniach. Tak mocno, że w XVIII wieku Piotr I- car Rosji- zdecydował się wysłać tam na nauki swoich budowniczych okrętów, tworząc dzięki pomocy Perastu zalążek nowoczesnej floty. Niestety, upadek Wenecji i czasy bylejakości austriackiej mocno odbiły się na pomyślności miasta. Swoje dołożyły trzęsienia ziemi, niszczące miasto aż po rok 1979. Mimo to, do dziś możemy zobaczyć wiele śladów świetności grodu. Polecam odwiedzić zwłaszcza kościół św. Mikołaja z wysoką na 55 metrów wieżą – najwyższą w całej Zatoce Kotorskiej.

Perast
Preast z oddali.

Warto też zajrzeć do Muzeum Perastu i nieco uboższego niż w kotorze Muzeum Morskiego. Podziwiajmy pałace – ich historia wiąże się z rodami Bujoviciów, Martinoviciów i innymi. Wszystkie one mimo pochodzenia słowiańskiego, były szlachetnymi rodami Wenecji, która chętnie nadawała pełnię praw obywatelskich nie tylko Włochom, stając się tym samym Republiką na prawdę wielonarodową. Będąc w Peraście nie można pominąć wycieczki na wyspę z kościołem Matki Boskiej. Miasto może pochwalić się sąsiedztwem dwóch wysp. Wyspa św. Jerzego jest do dziś niedostępna- znajduje się tam klasztor Benedyktynów- ale wyspa z kościołem Matki Boskiej na Skale otwarta jest dla zwiedzających. Powstała ona sztucznie, jej podbudowę stanowią wraki galer z zatopionymi kamieniami. Sam kościół jest pięknie ozdobiony przez Tripo Kokolję (1661-1713), artystę samouka.

Gospa od Škrpjela
Sklepienie w kościele Matki Boskiej na Skale.

Posiada też małe muzeum przykościelne. Tam znajdziemy kilka niezwykle ciekawych eksponatów, w tym ikonę wykonana przez Jacintę Kunić, której praca nad nią zajęła 20 lat, a wkomponowała w nią własne włosy. Wyspa jest niezwykle spokojnym miejscem, mocno związanym z duchowością Perastu i tamtejszych ludzi. Dostaniemy się tam z portu, koszt ustalony w tym roku to 5 od osoby. Unikajmy naganiaczy w rejonie parkingów czy przystanków autobusowych, którzy za podobną usługę wołają 10-15€- koszt jest stały, a przewoźników znajdziemy w rejonie portu. Jeśli chodzi o bardziej przyziemne przyjemności, to zjemy w Peraście doskonałe owoce morza. Polecamy usiąść na jednym z tarasów nad Zatoką, rozkoszować się lokalnym potrawami i widokiem bogatego życia w otaczającej nas wodzie. Niezapomniane doświadczenie! Konoba Skolji będzie dobrym wyborem, ale podobne menu i jakość znajdziemy w każdej restauracji.  Dojedziemy do Perastu z Kotoru za 2, są też busy z Risanu i Herceg Novi. Większość przewoźników przejeżdża drogą położoną ponad miastem, więc warto zakomunikować kierowcy, żeby zatrzymał się na jednym z trzech przystanków. Jedyną firmą kursującą busami drogą nad morzem jest Blue Line. Rozkładu nie jesteśmy w stanie podać, ponieważ strona tego przewoźnika od dziesięciu lat (!) jest „w budowie” i końca tej budowy nie widać. W ogóle rozkłady jazdy, to rzecz mocno umowna i nie warto się denerwować. Jedyne, co jest pewnym podczas przejazdu to bałkańskie turbodisco z głośników, a czasem i palący papierosy kierowca ;-P. Uroki tego miasteczka sprawiły że zatrzymaliśmy się tam na czas naszego pobytu w Czarnogórze. Polecamy Apartaments Gudco gdzie znajdziemy miłą, rodzinną atmosferę, za bardzo rozsądne pieniądze.

  • Świetnie opisana historia Kotoru i Perastu – nadrobiłam zaległości, bo wcześniej tylko pobieżnie się z nią zapoznałam 😉
    Osobiście bardzo mi się podobało w obu miasteczkach. Te uliczki i zaułki Kotoru to cudowne miejsce 🙂 A w Peraście z każdego miejsca miasteczka był inny widok na zatokę 🙂

    • Dokładnie tak! W Peraście mieliśmy ciszę i totalny relaks- to był dobry pomysł, żeby się właśnie tam zatrzymać. W okolicy znajduje się jeszcze Risan, też klimatyczny, z naprawdę fajną historią, którą odkryć pozwolili polscy archeologowie. Parę rzeczy nas tam zadziwiło i zaciekawiło. Ale o tym już w kolejnym wpisie… 😉 pozdrawiamy Cię Aniu!

  • Warto pospacerować uliczkami obu miast. Zdecydowanie wróciłabym do obu na kilka leniwych dni odpoczynku.

    • Ja też… 🙂
      Czarnogóra jest piękna i zróżnicowana. Może kiedyś i Ty, i ja wrócimy..? Sądze, że to do zrobienia 🙂 pozdrowionka!