Flores. Azory po raz pierwszy…

Witamy na Azorach
Witamy na Azorach
Archipelag Azorów
Archipelag Azorów

 

Flores Azory

 

Flores. Szósta co do wielkości wyspa należącego do Portugalii atlantyckiego archipelagu Azorów. Zamieszkała przez niespełna 4000 mieszkańców, o powierzchni zaledwie 143 km kwadratowych. Najdalej wysunięta na zachód część kontynentu europejskiego. Mały raj na Ziemi…

Bombardier Q400 linii SATA Air Acores na lotnisku Santa Cruz
Bombardier Q400 linii SATA Air Acores na lotnisku Santa Cruz

By się jednak o tym przekonać najpierw musieliśmy się tam znaleźć. Naszą podróż rozpoczęliśmy w Berlinie, a po dwóch dniach, przesiadkach w Porto i Ponta Delgada, przybyliśmy na najdalej na zachód wysunięty skrawek naszego kontynentu. Wyspa przywitała nas piękną pogodą, zupełnie inną od naszych oczekiwań. Tyle relacji podkreślało kapryśność pogody azorskiej, że spodziewaliśmy się dynamiki i niepokoju. Powitało nas czyste niebo i niewielki wiatr. Warunki idealne, zwłaszcza, że tym razem jedziemy z własnym „domem na plecach”. Cały nasz dobytek mieści się w dwóch plecakach. Spać będziemy w namiocie, na Azorach wydaje się to być jeden z najlepszych sposobów na nocleg. Nie decydujemy się na wypożyczenie auta, mimo, że wiele słyszeliśmy o „niemożliwości” zwiedzania wysp bez takowego. Flores okazała się być cudowna dla piechurów, ani przez chwilę nie żałowaliśmy, że zdecydowaliśmy się na poznawanie jej na własnych nogach.

Z samolotu wysiedliśmy około 16. Lotnisko w Santa Cruz, stolicy wyspy (na mapie oznaczone numerem 1) jest malutkie, podobnie jak całe miasteczko. Nie decydujemy się na jego zwiedzanie, zrobimy to po powrocie. Robimy jedynie szybkie zakupy i ruszamy w stronę centrum wyspy, na poszukiwanie dogodnego miejsca na nocleg. Droga już od początku wspina się dość ostro licznymi serpentynami do góry.

Santa Cruz
Santa Cruz
Santa Cruz
Santa Cruz

W ciągu dwóch godzin pokonujemy 400 metrów przewyższenia, oczywiście poświęcając czas na obserwację nowego dla nas miejsca. Panuje spokój, życie ludzi toczy się leniwie, wszędzie jest zielono. Ta zieleń, zyskująca na Azorach zupełnie nowy wymiar będzie nam towarzyszyć przez cały czas i wzbudzi jeszcze nie jeden raz nasz zachwyt.

Szukamy miejsca na nocleg z Corvo i Santa Cruz w tle.
Szukamy miejsca na nocleg z Corvo i Santa Cruz w tle.

W miejscu mijanych osiedli ludzkich pojawiają się łąki. Na nich oczywiście jeden z najpowszechniejszych widoków na Azorach, duma i źródło utrzymania wielu mieszkańców, czyli krowy.

Królowe azorskich łąk

To właśnie obecność pastwisk daje nam nadzieję na pierwszy nocleg. Tu mała dygresja. Nocowanie na dziko nie jest na Azorach mile widziane. Każda wyspa posiada swoją sieć pól biwakowych, wyposażonych w wodę, prąd, miejsce na grilla czy kuchnię. Zazwyczaj darmowych lub bardzo niedrogich. Ich uzupełnieniem jest możliwość awaryjnego rozbijania się w miejscach biwakowo – wypoczynkowych, których setki są rozlokowane przy drogach i głównych szlakach. Niezbyt przychylnie patrzy się natomiast na naruszanie własności prywatnej bez zgody właściciela. Całkowicie karygodne i ścigane jest rozbijanie się w rezerwatach i miejscach chronionych. My wiemy jedno: przed wieczorem nie dojdziemy już do żadnego potencjalnego miejsca biwakowego. Tu z pomocą przychodzi po raz pierwszy życzliwość mieszkańców Flores. Kierując się sugestiami Myszy i znajomością zwyczajów rolników, znajdujemy nie używany kawałek pastwiska ogrodzony murkiem w pobliżu czynnego pola wypasu, po czym czekamy na pojawienie się właściciela, co powinno zdarzyć się wieczorem. Gdy ten się pojawił, mimo pewnej bariery językowej szybko i z uśmiechem dostajemy zgodę na rozbicie namiotu. Miejsce (oznaczone na mapie jako 2) podoba nam się bardzo. Rano powita nas Słońce, śpiew ptaków i widok oceanu.

Pierwszy poranek na Flores
Pierwszy poranek na Flores

Wreszcie, co jest szczególnie ważne dla Myszy, pijemy własnoręcznie ugotowaną kawę na świeżym powietrzu, w niesamowitych okolicznościach przyrody!

Śniadanie mistrzów pod chmurką ;-)
Śniadanie mistrzów pod chmurką 😉

Gospodarz zjawia się i teraz, ale my pakujemy się szybko. Dziękujemy za gościnę. Przed nami długa droga, poprzez centrum wyspy do miejscowości Faja Grande, która będzie naszą bazą wypadową przez najbliższe dni. Ruszamy wspinając się na wulkaniczny płaskowyż.

Ruszamy! Przed nami 30 km.
Ruszamy! Przed nami 30 km.

Przed nami otwierają się coraz to nowe krajobrazy nieznanej dla nas wyspy.

Flores jest położona już na północnoamerykańskiej płycie tektonicznej, mimo że geograficznie i politycznie leży jeszcze w Europie. Zarówno Flores jak i sąsiednia Corvo zaczynały powstawiać na skorupie oceanicznej około 9-10 mln lat temu, początkowo jak masa skalna położona pod poziomem morza, później wypiętrzona. Część nad poziomem morza była aktywna wulkanicznie od ok 670 000 do 3 000 lat temu, czego skutki obserwujemy w krajobrazie do dziś. Powstało między innymi swoiste „pojezierze” obejmujące jeziora Negra, Comprida, Seca i Branca, zwane tutaj „lagoas”. Są to płytkie, płasko sklepione kratery powstałe podczas wielu wybuchów pary, kiedy podnosząca się magma docierała do podziemnych lub powierzchniowych rezerwuarów wody. Nie utworzyły się wtedy charakterystyczne stożki, a wyrzucany materiał wulkaniczny układał się w specyficzne „obręcze” wokół kraterów. W środku powstawała depresja wypełniająca się wodą deszczową. Część takich jeziorek w centrum Flores przetrwało jako okresowe, część z nich wyschła tworząc doskonałe warunki do powstania spektakularnych torfowisk, dziś objętych ochroną i patronatem UNESCO.

Te jeziora i wszelkie formy geologiczne wnętrza wyspy są dzisiaj naszym celem. Ale nim tam dotrzemy czeka nas kilka kilometrów marszu przez interior.

Po drodze zatrzymujemy się co kilka kroków zachwyceni spektakularnymi widokami otwierającymi się przed nami. Te najbardziej godne zapamiętania roztaczają się z „miradouros”, czyli punktów widokowych. Na wnętrze wyspy i na północ wspaniała perspektywa roztacza się z miradouro Pico da Casinda (nr 3 na mapie), przy dobrej pogodzie świetnie widać stamtąd Corvo, ale i wyróżniający się w terenie stożek Pico da Se.

miradouro Pico da Casinda
miradouro Pico da Casinda
Pico da Se
Pico da Se

Trochę dalej (i wyżej) po lewej stronie znajdujemy kolejny miradouro( Ribeira da Cruz) z widokiem na górę Lomba da Vaca z licznymi wodospadami.

Lomba da Vaca
Lomba da Vaca

Szlak prowadzi tu drogą asfaltową, ale wcale nie traci przy tym na atrakcyjności. Droga jest rzadko uczęszczana, a kultura i życzliwość miejscowych kierowców sprawiają że marsz jest przyjemnością. Na wysokości ok 650-700 m zaczyna się płaskowyż. To właśnie tereny zajęte przez lasy i otwierające się między nimi torfowiska. Torfowce można zresztą zobaczyć już przy drodze. Okoliczne wzgórza są puste, porośnięte jedynie trawą, z odsłaniającymi się gdzieniegdzie skałkami wulkanicznymi. Krajobrazy swoją pustką, spokojem i poczuciem przestrzeni przypominają mi widziane lata temu tereny południowej Syberii, Ałtaju czy Mongolii.

Torfowisko w centralnej części wyspy
Torfowisko w centralnej części wyspy
Cisza i spokój...
Cisza i spokój…

Zupełna różnica w stosunku do „soczyście” bujnego wybrzeża. Nie widać już oceanu, za to otwierają się w terenie nieco ostrzejsze, porośnięte niskimi krzewami wzgórza. To rezerwat Morro Alto. Tu właśnie kryją się cztery perły interioru – lagoas. Prowadzi między nimi szlak PRC3FLO.

Szlak PRC3FLO
Szlak PRC3FLO

Przejście nim polecam każdemu, poradzi sobie nawet niedoświadczony piechur, a widoki na jeziora będą cudowne. Zaczynamy od Lagoa Seca, później Branca,

Caldeira Branca
Caldeira Branca

w końcu wracamy na najpiękniej położone przewężenie między Lagoa Negra (leżącej w Caldeira Funda) a Lagoa Comprida.

Lagoa Negra i Lagoa Comprida
Lagoa Negra i Lagoa Comprida

To właśnie to ostatnie miejsce robi niesamowite wrażenie (na naszej mapie nr 4). Lagoa Negra, wbrew nazwie nie ma czarnego koloru a zielony i Lagoa Comprida, już głęboko czarna, z wpadającej do niej wodospadem stanowią wdzięczne tło dla wszelkich fotorelacji z Flores.

Lagoa Comprida
Lagoa Comprida
Lagoa Negra
Lagoa Negra

Mimo to jesteśmy tam sami, tak jak sami byliśmy cały dzień na szlaku. Wspaniałe miejsce dla szukających ciszy i spokoju! Jeziora mają różną głębokość, specjaliści podają ze Lagoa Negra ma aż 108 metrów głębi! Jaka różnica w stosunku do płytkiej i niekiedy znikającej Lagoa Seca…

My, po nacieszeniu się widokami kierujemy się już ku zachodniemu wybrzeżu. Przed nami jednak jeszcze spory odcinek. Spory, nie znaczy jednak nudny. Najpierw mijamy jedną z nielicznych na Flores rzek, z kolei później, na jednym z licznych tam miradouros ( na mapie nr 5) obserwujemy cudowny widok na położone w dole miejscowości Fajazinha i Faja Grande.

Panorama z widokiem na Fajazinha i Faja Grande
Panorama z widokiem na Fajazinha i Faja Grande

Widać także ścianę wodospadów do której dotrzemy już następnego dnia. To jeden z najwspanialszych widoków na Flores. Warto poświecić kilka minut dla niezapomnianych wrażeń.

Po tych widokach czeka nas mozolne zejście w dół. Słowo „faja” oznacza osuwisko, i na takich właśnie geologicznych tworach mieszkańcy Azorów często lokują swoje miasteczka. Idealnie widać to na Sao Jorge, ale i Flores ma swoje „fajas” z których ta opisana jako „grande” jest największa. Schodzimy tam drogą prowadząca przez las, przypominający w zasadzie dżunglę.

Dżungla
Dżungla

Z każdym metrem w dół robi się coraz cieplej, ale i my czujemy już trudy mijającego dnia. Towarzyszą nam setki ptaków i całkiem nowe krajobrazy. Obiecują wiele po nadchodzących dniach.

Do miasteczka Faja Grande docieramy o 18.00 już solidnie zmęczeni.

Samej miejscowości poświęcimy jeszcze na blogu kilka słów, jako że warto, tymczasem przechodzimy tylko główną ulicą i za drogowskazami kierujemy się na pole biwakowe (na mapie nr 6). Jest ono dobrze oznaczone, nie ma zbyt wielu gości, są dogodne miejsca na rozbicie namiotu za murkami, są prysznice, toalety i miejsce na grilla. Oczywiście wszystko za darmo i świetnie utrzymane. Dba o nie autonomiczny rząd Azorów, tak jak i o wiele innych miejsc związanych z turystyką na wyspach. Tam rozbijamy namiot i kończymy bogaty we wrażenia dzień. Tu jeszcze wspomnę, że szukając pola biwakowego w Faja Grande nie sugerujcie się niektórymi mapami. Po dojściu do oceanu trzeba kierować się za drogowskazami w lewo. Kierunek w prawo który podają niektóre mapy nie doprowadzi nas w żadne sensowne miejsce. Nocą spadł niewielki deszcz, a rano powitała nas na biwakowisku tęcza. To zwiastowało kolejny bogaty we wrażenia dzień, ale to już w kolejnym wpisie 🙂

  • Wzgórza, jeziora i zieleń – jak tu się nie zakochać? 🙂 W większośći krajobrazy przypominają mi nieco te na Maderze, ale kilka zdjęć wygląda tak, jakby były zrobione w Szkocji, szczególnie zdjęcie torfowiska i dwa kolejne 🙂

    • Torfowiska rzeczywiscie „szkockie” 🙂 Roslinnosc jest taka jak na Maderze. Wyspy Portugalii sa podobne ale mimo to kazda jest inna, co sprawia ze warto odwiedzic wszystkie 🙂

  • Pingback: Geologiczne atrakcje Flores - Rocha dos Bordoes, oraz jeziora Funda i Rasa - Podróże z Myszą()

  • Fantastyczna podróż. Dla mnie sposób zwiedzania i poznawania dość na razie ekstremalny (dwoje małych dzieci), ale za kilka lat myślę, że jak najbardziej 🙂 Pięknie tam 🙂

    • Z dziećmi np. można pokempingować, fajna opcja 🙂 aktualnie mieszkam w Szkocji, tutaj latem rodzinne kempingi to bardzo popularna forma spędzania wakacji. Sądzę, że dzieci mogą z tego wynieść wiele dobrego. Każdy lubi być harcerzem 🙂

  • Justpoint Ofview

    Jak pięknie! Trochę przypomina Maderę 🙂 Mam nadzieję, że się tam wybierzemy niebawem 🙂

  • Podziwiam was za te wielkie plecaki. Przepiękne widoki, niesamowite miejsca. Nie byliśmy na Azorach i nie wiem kiedy zawitamy w tamte rejony, ale patrząc na Wasze zdjęcia warto tam pojechać. Przejrzałam wpisy i muszę powiedzieć, że zrobiliście masę kilometrów.

    • To był mega fajny wypad, szybko zapomnieliśmy o pewnych niedogodnościach m.in. lodowata woda do mycia, 8°C nocą, oberwanie chmury w Sete Citades, kiedy naszemu sąsiadowi złożyło namiot… przyroda jest tam wspaniała, ludzie mega pozytywni, przyjaźni. A na koniec dodam, że podsumowaliśmy ilość kilometrów zrobionych piechotą w ciągu dwóch tygodni. Było ich 260. 🙂 Nigdy nie zapomnę tego wypadu i z chęcią powtórzyłaby mam to jeszcze raz!

  • Nie spodziewałem się, że Azory mnie zainteresują, ale po przeczytaniu wpisu powoli zmieniam zdanie 🙂 Zaskakujące są te darmowe pola namiotowe

    • Na wyspę Flores dotarliśmy przed sezonem, dlatego być może wybrane przez nas pole namiotowe było darmowe. Natomiast na Sao Miguel, w miejscowości Furnas znajduje się świetna baza, z prysznicami, elektrycznością itp. Płatna, rzecz jasna, ale nie jest to jakaś kosmiczna kwota. Położona jest niesamowicie malowniczo- nieopodal parku Terra Nostra i pozostałości po wygasłym wulkanie. Zapachy zapachami 🙂 ale okolica jest super. Gdyby był pan zainteresowany polecam dalsze wpisy o Azorach, a szczególnie wpis „praktyczny”
      Pozdrawiamy! 🙂