Eger winem słynący!

Pokochaliśmy Eger! Niespodziewanie, bo jechaliśmy tam z pewną rezerwą, a cała wyprawa była spontaniczna. Ale właśnie tego szukamy w podróżach. Zaskoczeń. Eger okazał się miejscem miłym i zaskakującym właśnie. Niektórzy pisząc o nim, mówią o najbardziej klimatycznym miasteczku Węgier. Podpisuję się pod tym. Chcieliśmy relaksu, spokoju i doskonałego wina, z którego okolice Egeru słyną. Dostaliśmy to wszystko. Eger zaskakuje, bo przedmieścia przy wjeździe od strony Budapesztu, zwłaszcza od strony linii kolejowej nie zachęcają do wizyty. Mysz patrzyła z przerażeniem na złomowiska i zniszczone przemysłowe tereny. Ale miasteczko potrafi pokazać swoje najlepsze oblicze bardzo szybko. Już w czasie spaceru w okolicach zamku i później, gdy szliśmy w dół, z zamkowego wzgórza nastrój zmienił się w nas diametralnie. Bo Eger w tym paskudnym wydaniu jest tam niewidoczny. W centrum i starych willowych dzielnicach potrafi pokazać to, co ma najlepsze. Ten Eger zdecydowanie jest nasz. Kojarzący się ze spokojnymi miasteczkami Bałkanów, czerwonymi dachami, tajemniczymi zaułkami, podwórkami, które wiosną muszą tonąć w kwiatach. Zimą i w deszczu nieco smutny, ale przez to taki bardziej nostalgiczny. Spokojny, ale przecież wiemy, że gdy tylko nadejdzie ciepło ożyją winnice na zboczach wokół miasteczka, a wraz z nimi ożyje ono samo.
Obraz 016 Przyjechaliśmy tam rankiem. Nie chcieliśmy się spieszyć. Zaczynamy więc od wizyty w termach, dla relaksu i oderwania się od codzienności. Eger daje nam do dyspozycji kompleks termalny położony tuż przy parku miejskim, składający się z otwartych basenów i parku wodnego, basenu sportowego i starej łaźni tureckiej połączonej ze spa. Właśnie ta ostatnia jest naszym celem. Posiada kilka basenów z różną temperatura wody, w tym imponujący oktogon, baseny z wodą gorącą 36-38 st., sauny – suchą fińską, parową i aromatyczną, oraz pełen zakres zabiegów spa i leczniczych. Miejsce ogranicza liczbę wejść by uniknąć tłoku, nie wpuszcza się także dzieci do lat 14, co gwarantuje możliwość relaksu niedostępnego na części otwartej przeznaczonej bardziej właśnie do zabawy. Cały kompleks jest po renowacji, którą przeszedł w 2013 roku, ale historyczny charakter łaźni tureckiej został utrzymany. Za wstęp płaciliśmy 2200 ft (30 zł) od pary za bilet trzygodzinny. Bilet obejmował też wstęp na kąpielisko otwarte, jednak tam nie byliśmy. Ta cena była wynikiem akcji promocyjnej. Normalnie jest nieco wyższa. Zabiegi spa, zdrowotne i masaże są opłacane oddzielnie, cena standardowej godzinki relaksacyjnej + gorące łóżko to ok 7000 forintów. Wszelkie informacje znajdziecie na stronie: http://egertermal.hu/en/ . Mimo, że dawno nie aktualizowana w części ogólnej, jednak podaje aktualne ceny i godziny wejść. Ostatecznie można się upewnić korzystając z kontaktu mailowego tam podanego. Niestety, we wnętrzu łaźni nie wolno robić zdjęć. Proponuję odwiedziny powyższej strony i facebookowego profilu www.facebook.com/eger.torokfurdo/?fref=ts . Tam, mimo sporej ilości reklam i wiadomości nieistotnych znajdziecie kilka zdjęć pokazujących baseny. Zdecydowanie polecam taki relaks każdemu. Gwarantowany odpoczynek i wrażenia z klimatycznego miejsca. My wychodzimy po trzech godzinach, robimy krótki spacer w centrum. Krótki, bo chcemy trochę czasu poświęcić degustacji win w Dolinie Pięknej Pani, więc tylko rzucamy okiem na kościół Minorytów, uważany za najpiękniejszą węgierską bazylikę barokową. Obraz 018
Obchodzimy plac Istvana Dobo z pomnikiem tego obrońcy miasta przed Turkami w 1552 r.
Obraz 020Obraz 019
Ponieważ Turcy Eger ostatecznie zdobyli kilkanaście lat później odwiedzamy też minaret pozostały po okresie ich panowania. W okresie letnim można na niego wejść, ale osobom z lękiem wysokości radzę uważać. Zimą był zamknięty. Minaret jest nietypowo zwieńczony krzyżem, jako symbol ostatecznego zwycięstwa Węgrów nad islamem.
Obraz 013 Mijamy labirynt uliczek starego miasta i kierujemy się w stronę Doliny Pięknej Pani. Leży ona ok 3 km od centrum Egeru i jest najbardziej znanym ośrodkiem konsumpcji miejscowych win. Winiarstwo w Egerze i okolicach ma piękną i długą tradycję. Legendę o obrońcach zamku pijących Byczą krew (Egri Bikaver) i samym swoim widokiem odstraszających wojowników Sulejmana podają liczne opracowania. Prawdą jest, że właśnie Bikaver jest najbardziej znanym winem Egeru. Jaka jest jego historia? Początkowo wytwarzany był jako kupaż dwóch odmian: kadarki (niesłusznie w Polsce uważanej przez niektórych za odmianę poślednią) i kekmedoca. Po wojnie komuniści nastawieni na produkcję masową zmienili znacznie zasady produkcji czyniąc ją przemysłową i odbierając temu winu charakter. Kadarkę zastąpił łatwiejszy w uprawie kekfrankos. Wina straciły na jakości, ale zyskały na cenie. Obecnie miejscowi producenci próbują przywrócić należne Bikaverowi miejsce. Wytwarzany jest on jako kupaż trzech lub czterech odmian. Zasadą jest by żadna nie dominowała. Łączy się najczęściej kekfrankosa, cabernety, portugiesera, jednak lista dozwolonych odmian jest dość długa. Najciekawsze wracają do kadarki, pojawia się też pinot noir. Jaki jest charakter tego wina? Najczęściej jest wytrawne lub półwytrawne, o bardzo zróżnicowanym bukiecie aromatyczno – smakowym. Serwuje się je w temperaturze 14-16 stopni. Świetne do dziczyzny podawanej na sposób węgierski. Jeżeli szukacie butelek tego trunku, przewrotnie polecę zakupy w samym mieście a nie w dolinie, znajdziecie tam obiecujący wybór. Z mojej praktyki mogę rekomendować Bikaver sygnowany nazwiskiem dr Dula, będący kupażem portugiesera (kekoporto), cabernet sauvignon, blauburgera i pinot noir. Zwłaszcza rocznik 2005 ciekawie się tu wyróżnia. Dobry jest też Egri Bikaver z piwniczek Juchasz, zwłaszcza z 2011 rocznika i oczywiście Gal Tibor, selekcjonowany z 2012 roku, lub „Titi” z 2013. Polecam z czystym sercem, ale wypróbować radzę różne inne dostępne sygnatury i roczniki. Na pewno się nie zawiedziecie! Szukając ciekawych win w okolicach Egeru można robić to jeżdżąc po okolicach i zaglądając do winnic i piwniczek. Taki sposób polecam głównie w miesiącach ciepłych, gdy cieszymy się dobrą pogodą i spora ilością czasu. Gdy mamy go mniej, można odwiedzić sklepy winiarskie w centrum, albo udać się do Doliny Pięknej Pani. Wiele źródeł przedstawi to miejsce jako mocno komercyjne. Cóż, wina tam potrafią być drogie, a wybór niejasny. Jednak nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że miłośnik wina to miejsce ominie, jako siedlisko komercji. Tam wybór jest na tyle duży, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ciekawe butelki też tam są, trzeba tylko poszukać. Po rozmowach z miejscowymi Dolinę polecam odwiedzić w miesiącach kwiecień- początek czerwca lub koniec września- październik. Zdecydowanie radzę omijać letni festiwal wina (no, może raz z ciekawości zobaczyć) i wszelkie okresy tzw. „długich weekendów” w Polsce. Miejsce jest bardzo popularne wśród Polaków. Niestety kultura spożycia wina w naszym kraju jest ciągle w powijakach i sporo osób wybiera przygodę z piwniczkami, jako okazję do ilościowej, a nie jakościowej konsumpcji (bywa, że i bez opłaty…). By dobrze się zrozumieć – oczywistym jest, że wino pite z duchem Bahusa i Pięknej Pani może poprawić nam nastrój i sprawić że chęć wypicia o kilka kieliszków więcej będzie nieposkromiona 😉 Róbmy to jednak w stylu węgierskim: z humorem, przyjaźnie, bez agresji i chamstwa właściwego smutnym ludziom! Unikajmy też Doliny w czasie wakacji. Fenomen „rodzinnych podróży z dziećmi” (zwłaszcza do takich miejsc jak Eger, który nie ma atrakcji w postaci parków rozrywki, a winiarstwo to nie tematyka dla dzieci) w wydaniu polskim jest godzien osobnego wpisu, tu jedynie wspomnę, że konsumpcja wśród biegających latorośli może nie do końca sprzyjać pełnemu i bezstresowemu odbiorowi zalet wypijanych win. Obraz 030
Skąd nazwa Doliny? W zasadzie wersje i legendy są różne. Jedne wiążą ją ze średniowieczem, inne sięgają dalej, aż do czasów starożytnych powiązanych z kultem Bachusa. Inni natomiast trywialnie stwierdzają, że po wypiciu tutejszych win każda pani stanie się piękna 😉 Nam najbliżej do utożsamiania „Pięknej Pani” z pomnika u wrót Doliny z pogańską boginią, którą czciły dawne ludy żyjące w Górach Bukowych.
Obraz 028 Odwiedzając piwniczki nie wybierajmy od razu dużej ich ilości. Skupmy się na dwóch – czterech. Mamy możliwość degustowania lampek (dcl) wybranych przez nas win i na tej podstawie możemy zdecydować się, lub też nie na zakup butelki. Wina są tam rozlewane także wprost z beczek do plastikowych pojemników lub własnych butelek. Obraz 038
Zalecam tu szybką konsumpcję, najlepiej w ciągu kilku dni. Ceny są bardzo przystępne, jak zauważyłem nie są do końca powiązane z jakością, tzn. można trafić na dobre wina w bardzo niskich cenach i na poślednie w wysokich. Oczywiście ceny wszystkich win są dużo niższe niż w Polsce. My odwiedziliśmy piwniczki nr 16 i 40. W opinii miejscowych piwniczki o numerach wyższych oferują lepsze wina, ale nie jest to do końca zgodne z prawdą. Obydwie odwiedzone przez nas piwniczki mogę polecić.
Obraz 031Obraz 035
Czego, oprócz Egri Bikavera się spodziewać?

Na pewno warte uwagi będą wina oparte na białej odmianie leanyka z zakresem: od wytrawnych do słodkich, ciekawe, bardzo orzeźwiające, nie spotykane poza regionem. Zdecydowanie polecam poszukać wersji zgodnej ze swoimi oczekiwaniami. Wielbiciele win białych zwrócą uwagę zapewne jeszcze na wina oparte o szczep ottonel muscotaly, oraz wszelkie ciekawe kupaże, jak np. csillag.
Obraz 033 Jednak Eger czerwonymi winami stoi. Tu w pierwszym rzędzie polecam spróbować win opartych o pinot noir. Ten burgundzki szczep świetnie udaje się w klimatycznych i glebowych warunkach Egeru. Sygnowane nazwiskiem Laszlo Bukoly są zdecydowanie najlepsze, ale Tibor Gal czy St Andrea też nie zawodzą. W Dolinie po prostu próbujmy. Pinot noir, wymagający w uprawie jest moim osobistym faworytą. Odnajdziemy w nim nuty malin, truskawek wiśni i fiołków, rozwijające się w lukrecję, dziczyznę i poszycie jesiennego lasu. Rewelacja! Do niedawna wina z tego szczepu nie udawały się poza Burgundią, ale Węgrzy pokazali ze można! I to jak wspaniale można! Wielu bywalców piwniczek poleca kekfrankosa, jako miejscową odmianę, nietypową i właściwą tylko dla regionu. My pominęliśmy degustację tej odmiany, za to zaciekawił nas cabernet franc sygnowany przez piwniczkę Juhasz. Zaciekawił na tyle że pokusiliśmy się o butelkę z rocznika 2008, jednak doradzam pewną ostrożność, w naszym wypadku korek zepsuł wszelkie wrażenia. Spożywany na miejscu jest jak najbardziej godzien uznania, pytajcie też o Rubintos. Obraz 034
Miłośników win słodkich zainteresuje na pewno dostępny w piwniczce nr 16 kupaż dwóch ciekawych odmian. To medoc-noir (menoir), odmiany trudnej do jednoznacznego zaklasyfikowania, w swoim podręczniku winiarskim J.Robinson nie wymienia jej wcale, jednak część znawców wskazuje na mocne powiązania z merlotem, część na samodzielną genezę. Medoc-noir łączone jest w piwniczce Laszlo Molnara z równie ciekawym i o niejasnym pochodzeniu szczepem medina, z czego powstaje słodkie, dobrze zbudowane wino, godne spróbowania i zakupu, czego też dokonaliśmy.

W piwniczce 40 spróbujcie natomiast słodkich win z nutami owocowymi. Gwarantuję niesamowite wrażenia.

Oczywiście to tylko kilka przykładów. Poświęćcie tej Dolinie trochę czasu, wrócicie bogatsi o doświadczenia, a liczę że także o kilka ciekawych butelek.
Obraz 037 My wróciliśmy po kilku godzinach, po drodze odwiedzając jeszcze położony przy ulicy Kiraly, niedaleko skrzyżowania z Arany Janos bar. To miejsce mile zaskoczy miłośników piwa wyborem piw rzemieślniczych i fajną atmosferą. Miasteczko jest spokojne i oferuje wiele przyjezdnym. Mój dobry znajomy poleca jako miejsce noclegowe www.booking.com/hotel/hu/family-apartman.pl.html?aid=304142;label=gen173nr-1DCAEoggJCAlhYSDNiBW5vcmVmaLYBiAEBmAEeuAELyAEP2AED6AEBqAID;sid=4f66998a98f77136e1632accc73b288a;dcid=5 zwłaszcza dla par, dla większej ilości osób niekoniecznie. My do Egeru dojechaliśmy samochodem ze znajomymi, natomiast wiemy ze kursuje tam sporo pociągów, czas przejazdu z Budapesztu to ok 2 godziny, cena za bilet ok 3000 forintów (40 zł) za osobę. Jeszcze parę słów o kuchni w Egerze. Niestety, jest mało ciekawie. Odradzam drogie restauracje w centrum, obliczane na zachodnich turystów z fatalną, odgrzewaną kuchnią. O rekomendacje radzę popytać w miejscach noclegu, o ile to nie hotele z własną restauracją. Na plus wyróżnia się restauracja na zamku, ciekawy jest też Excalibur w okolicach parku, ale tam trudno o miejsce. Eger opuszczamy z żalem i postanowieniem powrotu. W drodze do Polski zatrzymujemy się jeszcze w Budapeszcie na małe zakupy. Tamtejsza Główna Hala Targowa zapewnia nam wszystko co potrzebujemy. Salami w kilku odmianach, przyprawy, w tym wędzona papryka, kiełbasę z jelenia i pasty paprykowe, tudzież czosnkowe. Obraz 076
Proponuję jeszcze kilka poleceń kuchni węgierskiej w Budapeszcie. Miejsca wypróbowane i godne uwagi:

http://tripadvisor.com/Restaurant_Review-g274887-d1719254-Reviews-Huszar_Restaurant-Budapest_Central_Hungary.html

http://tripadvisor.com/Restaurant_Review-g274887-d779038-Reviews-Lanchid_Sorozo-Budapest_Central_Hungary.html

http://tripadvisor.com/Restaurant_Review-g274887-d8365796-Reviews-Szegedi_Halbisztro_Kiskorossy_2_0-Budapest_Central_Hungary.html

http://tripadvisor.com/Restaurant_Review-g274887-d3838304-Reviews-Palack_winebar-Budapest_Central_Hungary.html

Każde z tych miejsc, zwłaszcza Huszar jest warte uwagi i oferuje solidne dania kuchni węgierskiej. Wszystkie wymienione miejsca nie są drogie, jedna osoba zje tam dobry obiad za równowartość ok. 40-50 zł. Będąc w Budapeszcie możecie spokojnie tam zaglądać. Aha! Nie zapominajcie o symbolu węgierskim w postaci langosza 😉 Ten węgierski, no i można się pokusić o stwierdzenie, że „endemiczny” specjał to nic innego jak smażony w głębokim tłuszczu placek, urobiony z mąki pszennej, ziemniaków, drożdży, soli i cukru. Bary szybkiej obsługi serwują je z różnymi dodatkami: tartym żółtym serem, masłem czosnkowym lub śmietaną z cukrem. Smacznego!! 🙂

Na koniec linki do stron piwniczek w Eger:

Nr 16, odwiedzona przez nas:

http://www.molnarpinceszet.hu/bemutatkozunk

Nr 40, też byliśmy:

http://juhaszbor.hu/

I jeszcze jedna, nie byliśmy ale godne polecenia wina mają:

http://dulabor.hu/lang1/index.html

Mimo, że większość w języku węgierskim mogą być pomocne- są opisy win i cenniki.

Tutaj podaję przykładowo kilka cen zarówno z piwniczek jak i sklepów:

Lampka (1dcl) wina w dolinie: od 100 forintów (1,40 zł) za proste ale dobre kupaże, poprzez 200-300 forintów (3-4,40 zł) za leanyka w różnych wydaniach po 600 forintów (8,50 zł) za wysokiej klasy pinot noir.

Butelki:

Egri Bikaver: 2200 forintów (30 zł) za rocznik 2011 od Juhasz, 3000 (41 zł) forintów za „superior” rocznik 2009 z tej samej piwniczki , taka cena obowiązuje też w sklepie Gal Tibora za butelkę jego „Titi”

Inne wina przykładowo: Rubintos (cabernet franc) z 2008 kosztuje 2000 forintów (27 zł). Pinot noir zależnie od piwniczek ceny między 2200 a 4000 forintów (30 – 55 zł), Cabernet sauvignon od Molnara z rocznika 2011 – 5000 forintów (70 zł), z tej samej piwniczki kupaż medina-menoir z 2014 za jedyne 1400 forintów (20 zł).

W sklepach ceny win egerskich podobne. Można też dostać pełen wybór tokajów, od prostych po 6 put. Aszu. Jako ciekawostkę podam, że ten ostatni sygnowany przez Demeter Zoltan z rocznika 2008 ( wyjątkowy rocznik, kapitalny tokaj o niezapomnianej kompozycji smakowej) kosztował tam 44000 forintów (600 zł). Taki sam w Polsce osiąga cenę 1500 zł. Bez komentarza!

Ponieważ nie tylko winem człowiek żyje przykładowo salami można kupić już od 1000 forintów, oczywiście im większe tym droższe, ale klasyczne o wadze ok 300 gram mamy w tej cenie, polecam też kiełbasę z jelenia, laska 200 gram za ok 1400 forintów, przyprawy, tu ceny różne, ok 700 forintów za 100 gram ciekawej papryki wędzonej.

  • O winie wiem niewiele, ale z wielką ciekawością przeczytałam wasz wpis, z każdego zdania przebija pasja do wina 🙂 Mnie zainteresowało bardziej to rzemieślnicze piwo, ale dobrym węgierskim winem również bym nie pogardziła 😉

    Eger wygląda na świetne miejsce, myślę, że mógłby nieco podreperować naszą opinię o Węgrzech. W drodze do i z Rumunii w zeszłym roku zatrzymywaliśmy się na Węgrzech i niestety nie zrobiły one na nas zbyt dobrego wrażenia (wyłączając oczywiście Budapeszt, który jest tam zdecydowanie perełką). Za to węgierska kuchnia palce lizać, z małymi wyjątkami, takimi jak pizza z kawałkami słoniny i fasolą, którą podano nam w jakiejś spelunce w małej wsi pośrodku niczego 😉

    • Piwo? Zdecydowanie tak! W tym barze piłem jednego z najlepszych stoutów w życiu. Mają też świetne ale robione tylko dla nich. Ja właśnie w temacie piwa siedzę od ponad 15 lat, trochę warzyłem, obecnie raczej kupuję. dobre piwa rzemieślnicze uwielbiam 🙂 Dlatego musiałem wejść do tego baru 😉
      Winem zainteresowała mnie Beata gdy poznaliśmy się cztery lata temu. Stało się ono naszą wspólną pasją. Coraz bardziej odnajduję w nim przyjemność i staram się coraz więcej uczyć. Gwarantuję, że egerskie wina mogły by Tobie posmakować, trzeba im poświęcić nieco uwagi, ale odwdzięczają się z nawiązką!
      Właśnie… Byłem na Węgrzech już kolejny raz i to rzeczywiście kraj który może wydać się trochę rozczarowujący i zwyczajnie nudny. Broni się Budapesztem, Egerem, jaskiniami Aggtelek, Tokajem, kuchnią (kiedy już znajdzie się tę prawdziwą, bo pizze rzeczywiście dominują i hamburgery…) i ptakami doliny Cisy. Balaton jest trochę przereklamowany, ciekawe jest Villany, ale to głównie dla winiarzy. Największym problemem jest to, że atrakcyjne miejsca są w pewnym oddaleniu od siebie otoczone niezbyt interesującymi okolicami. My na pewno na Węgry wrócimy, ale właśnie w poszukiwaniu perełek.