Buton – peryferia Sulawesi

Wyspa Buton nie jest wybitnie turystycznym regionem Indonezji. Szczerze mówiąc nie spotkałem tam żadnego obcokrajowca. Teoretycznie nie ma tam niczego, co zasługiwało by na więcej uwagi ze strony autorów przewodników, organizatorów wypoczynku zorganizowanego czy trampów podążających szlakami wskazanymi w Lonely Planet. Właśnie dlatego spędziłem tam cały tydzień. Faktycznie, poszukiwacz zabytków, rzeczy unikatowych czy oszałamiających panoram nie znajdzie tam tego. Sa za to ludzie jeszcze nie zepsuci komercją, piękne plaże, dżungla i morze.

Do stolicy regionu – miasta Baubau przypłynąłem z Wakatobi. Zamierzałem zatrzymać się tam jedynie na krótko. Dzień, może dwa, po czym złapać lot do Makassar i zobaczyć region Tana Toraja. Nie dotarłem tam wcale. Czy żałuję? Na pewno jeśli chodzi o unikatowość Tana Toraja bije na głowę inne rejony Sulawesi. Pytanie tylko, czy opłacało by mi się tam pojechać na dwa dni? Uznałem ze nie. Postanowiłem troszkę przedłużyć relaks na Buton, a później udać się do parku narodowego Lore Lindu w poszukiwaniu ptaków – drugiego obok nurkowania celu mojego wyjazdu.

Zostałem w Baubau. Jakie ono jest? Jak na standardy miast indonezyjskich całkiem przyjemne. Ma ciekawy nocny market, gdzie można zjeść świeżo przywiezione przez rybaków owoce morza, przyrządzane prosto, ale dzięki temu kuszące smakiem. Jest tam też fort pamiętający czasy holenderskich kolonistów. Dziś w jego wnętrzu żyją ludzie, ale mury pozostały i można je oglądać. Zostały też armaty, niemi już dziś świadkowie panowania Holendrów. Na jednej z nich znajduję datę 1658. Fort jest ogromny, ale śladów zabudowy wewnętrznej już nie ma, po potężnym trzęsieniu ziemi z 2005 roku przeniosła się tam część mieszkańców Baubau, trzęsienie zniszczyło też sporo odcinków murów. To co zostało jest godne odwiedzenia, ale nie wymaga by poświęcić mu dużo czasu. Ojek z centrum miasta zabierze Was tam za 3000 rupii.

DSCF1450_wmDSCF1458_wmDSCF1456_wm Miasto mimo tylko 120 000 mieszkańców jest dość rozległe. Ma własne lotnisko, z lotami głównie do Makassar, ma też port, najważniejszy na południu Sulawesi i dogodny punkt przesiadek w stronę Wakatobi. Zatrzymałem się w penginapan Sukma, małym, czteropokojowym pensjonacie. Nie ma on żadnej strony internetowej, ale pytajcie w porcie, jest dość znany i ludzie wskażą drogę. Pokój kosztował mnie w nim 100000 rupii za noc, warunki dobre, ale standard typowo indonezyjski. Z portu można wziąć też ojek, ale to bardzo blisko i niekoniecznie się opłaca. W pobliżu pensjonatu jest jeszcze kilka podobnych, jest też nocny bazar, kilka knajpek czynnych za dnia i ulice ze sklepikami, bankami i aptekami. Jest też poczta, ale widokówek nie sprzedają, zresztą to przypadłość wszystkich nieturystycznych miast Indonezji. Historia mojej podróży po Sulawesi krzyżuje się tutaj z poznanymi tam cudownymi ludźmi. O moim spotkaniu z ekipą Hega Travelers zdecydował przypadek. Ich koleżanka pracowała w banku, ponieważ w Indonezji sprawy urzędowe załatwia się powoli i w atmosferze pogawędek zaproponowała pomoc w zwiedzaniu okolicy i poznanie mnie ze znajomymi z miejscowego klubu turystycznego. Tak właśnie Achii, Anthy, Ode, Amir i Rah stali się moimi przewodnikami i towarzyszami podróży. Na swojej uczelni założyli oni klub podróżniczy Hega Travelers, i wspólnie z szerszym gronem znajomych każdą wolna chwilę spędzali jeżdżąc po okolicy, poznając Buton i dalsze rejony Sulawesi. Część z nich już pracowała, część jeszcze studiowała. Z nimi odwiedzałem okoliczne atrakcje, no i sporo czasu spędziłem też na plażach i wspólnych ogniskach.
DSCF1464_wmDSCF1465_wm
Zobaczyłem między innymi Pasarawajo, gdzie znajdują się mało uczęszczane plaże.
DSCF1468_wm Pojechaliśmy też do Lasalimu, gdzie znajduje się ciekawe jezioro z czerwonymi krewetkami. Jezioro to było kiedyś częścią morza, zostało jednak odcięte, a woda straciła sól. Krewetki jednak przeżyły, jest ich tam masa, można je spokojnie wziąć na rękę, nie szkodzi im to, gdyż potrafią poruszać się też po lądzie, gdzie jednak wychodzą ( a dokładniej mówiąc wskakują) rzadko. Kompletnie straciły cechy wspólne ze swoimi morskimi krewniakami. Nie są też jadalne, dzięki czemu miejscowa ludność ich nie niepokoi. Jezioro powoli zarasta, ale mimo to byt krewetek na chwilę obecną nie wydaje się zagrożony.
DSCF1473_wmDSCF1481_wmDSCF1476_wm
W okolicach Lasalimu znajduje się więcej jezior, są tam też mangrowce na morskim brzegu. Cały teren jest bardzo trudno dostępny, nie prowadzi tam żadna dobra droga. Te które są są w tragicznym stanie, starczy powiedzieć że podczas naszej skuterowej eskapady trzy razy przebiliśmy koła na ostrych kamieniach. Zresztą skutery to jedyne pojazdy które tam sobie mogły poradzić. Dostrzegają to i miejscowi, samochodów praktycznie po drodze nie mijaliśmy. Jest za to masa małych „stacji benzynowych” z paliwem w butelkach sprzedawanym motocyklistom. Litr benzyny kosztuje tam 2000 rupii, czyli ok 70 groszy polskich. Bez komentarza.
DSCF1494_wm Oczywiście nie zabrakło tez wypadów do dżungli. Polecam zwłaszcza dłuższy wypad do rezerwatu Buton Utara. Jest to rezerwat florystyczny, obejmuje wyjątkowo gęstą dżunglę, gdzie pojawiają się rzadkie okazy orchidei. Jednak my byliśmy tam pod koniec pory suchej, wyjątkowo suchej zresztą. To nie sprzyjało poszukiwaniom. Za to wszelkie insekty dopisywały, im pora sucha nie przeszkadzała. W pobliżu miejscowości Bungi warto odwiedzić też wodospad o tej samej nazwie ukryty w dżungli. Nie udało mi się zobaczyć położonego w pobliżu Baubau wodospadu Samparona (wysechł całkowicie), ale ten wypełnił poczucie niedosytu. By do niego dojść należy przejść kilka kilometrów dość uciążliwym odcinkiem dżungli. Ale warto. Praktycznie nikt tam nie dociera, panuje tam niczym nie zmącony spokój. Mimo małej ilości wody ściana z której wodospad spływa robi wrażenie, domyślam się jak to musi wyglądać po deszczach. Zresztą by zejść do podstawy wodospadu trzeba się po brzegach tej ściany wspinać. Różne pnącza i liany były tu w częstym użyciu 😉

Nie brak i w okolicy cudownych plaż. Najbliższa Baubau jest pantai Nirwana, zresztą dość licznie jak na warunki indonezyjskie uczęszczana. Mimo to tłok na niej nie grozi. Zachody słońca są tam spektakularne. Tuż obok są pola biwakowe, gdzie spotykają się młodzi mieszkańcy Baubau, zabawa trwa do białego rana, a atmosfera jest bardzo przyjazna.
DSCF1531_wmDSCF1533_wm Nie żałuję tych kilku dni spędzonych w Baubau. Każdy z nich wypełniony był spotkaniami z miłymi ludźmi. Po raz kolejny spotkałem się z niesamowitą serdecznością i gościnnością Indonezyjczyków. Atrakcje Tana Toraja jeszcze zobaczę, są zresztą jednym z powodów dla których planuję powrót na Sulawesi. Pobyt w Baubau, mimo że o innym niż w Toraja charakterze, sprawił że nuda i problemy typowe dla egzystencji w Polsce zostały daleko. DSCF1485_wm

 

  • Jak zwykle świetnie napisane, powinieneś pomyśleć o książce podróżniczej – jeśli się kiedyś zdecydujesz, to zapisujemy się na egzemplarz z autografem 🙂

    Baubau wygląda na wspaniałe miejsce, czasem przyjaźni i otwarci ludzie są ważniejsi niż spektakularne krajobrazy czy słynne atrakcje turystyczne.

    • Dziekuje. Troche mnie to zawstydza ale i mobilizuje by pisac jeszcze wiecej i lepiej. Haha gdy tylko cos napisze macie gwarantowany egzemplarz 🙂 Swoja droga probowalem wydac drukiem prace z tematu wojny na Pacyfiku wiec kompletnie niepodroznicza, ale w Polsce wydanie czegokolwiek bez solidnego wsparcia finansowego to droga przez meke. Na razie z drukiem jeszcze poczekam 🙂 Macie racje, czasem o klimacie miejsca decyduja ludzie, dlatego warto odlozyc przewodnik i posluchac co oni moga powiedziec i czym zachecic do pozostania w danym miejscu.