Bukittinggi- raflezje i manufaktura kopi luwak w dżungli.

Długa podróż z Medan do Bukittinggi.

BukittinggiDo Bukittinggi– miasta położonego w Sumatrze Zachodniej- zamierzałem się dostać z Medan autobusem, pokonując po drodze centralną część wyspy. Była to karkołomna i bardzo czasochłonna wyprawa. Już samo czekanie na autobus uświadomiło mi, z czym będę miał do czynienia. Miałem wyruszyć o 18.00, ale mniej więcej o tym czasie podano informację, że pojazd się spóźni i wyruszymy o 21.00. Gdy doczekaliśmy do wspomnianej godziny autobus rzecz jasna się nie pojawił. Podjechał po nas dopiero o 23.00, co i tak było podobno niewielkim opóźnieniem. Do Bukittinggi mieliśmy dotrzeć około południa dnia następnego, ale żeby nie było zbyt pomyślnie, w nocy przeszła potężna ulewa i natrafiliśmy na zerwaną drogę. Szczęśliwie ktoś już zaczął ją naprawiać koparką, ale przy okazji dowiedzieliśmy się, że w powstałą przepaść spadł samochód z trzyosobową rodziną. Drogi sumatrzańskie potrafią być niebezpieczne. Warunki pogodowe i stan dróg to jedno, ale kierowcy również zachowywali się dość brawurowo, wyprzedzając się dosłownie na centymetry tuż nad przepaściami. Przekonałem się o tym nie raz podczas tej podróży.W Bukittinggi zaleźliśmy się dopiero po 25 godzinach (z planowanych 16-tu). Na szybko zameldowałem się w miejscowym hotelu i po krótkiej nocy nadeszła pora na poznawanie okolicy.

Raflezje i kopi luwak w Palupuh.

W hotelu zapoznałem się z miejscowymi przewodnikami. Jednego z nich wynająłem na zwiedzanie okolicy Palupuh– terenu około 15 km na północ od Bukittinggi. Miejsce słynie z dwóch rzeczy: raflezji i manufaktury wyrabiającej słynną kawę kopi luwak. Raflezja Arnolda uznawana jest przez niektórych za największy na świecie kwiat. W rzeczywistości jest pasożytem (saprofitem), a kwiat ma bardziej charakter owocnika. Bliżej jej do grzyba, niż do kwiatu. Piękne z wyglądu, choć nie tak pięknie pachnące owocniki raflezji pojawiają się tylko na kilka dni w roku i nie ma gwarancji, że się je zobaczy. Mój przewodnik zaprowadził mnie aż do dwóch. To był niezły wynik!

raflezja Bukittinggi
Raflezja Arnolda

Zdążyliśmy przed dotarciem na miejsce warana leśnego- jaszczurki, która zjada jeszcze nie w pełni rozwinięte owocniki, co sprawia, że raflezja dodatkowo traci na liczebności. Po owocnym polowaniu na rzadki kwiat skierowaliśmy się do manufaktury produkującej kopi luwak. Kawa ta jest znana miłośnikom, jako jedna z najdroższych na świecie odmian. W produkcji pomaga małe zwierzątko o miejscowej nazwie luwak. W Europie znamy go jako cywetę. Zwierzę zajada się ziarnami kawy dla przyjemności i wcale nie jest to głównym składnikiem jego diety, a raczej deserem. Następnie ziarna przechodzą przez cały jego przewód pokarmowy, w tym czasie lekko fermentują i ostatecznie są wydalane. Potem miejscowi szukają kupek zostawionych przez cywety i wygrzebują z nich cenne ziarna. W taki sposób powstaje coś uznawanego za rarytas. W Palupuch cały proces odbywa się zupełnie ekologicznie tzn. zwierząt nie trzyma się w hodowli i nie karmi na siłę (jak ma to miejsce chociażby na Jawie). Miejscowi doskonale znają miejsca żerowania cywet na krzewach kawy rosnących w dżungli, sami półprzetrawione ziarenka zbierają, suszą a następnie wypalają, mielą i pakują. W manufakturze rzecz jasna spróbowałem tej słynnej kawy. Różni się nieco w smaku od tej, którą znamy na co dzień, ale nie jest też jakaś szałowa. Za horrendalną cenę na pewno odpowiada skomplikowany sposób pozyskiwania ziaren. Postanowiłem zakupić torebkę kawy i zabrać ją z sobą do kraju, żeby inni też mieli okazję się przekonać, jak smakuje kopi luwak. Ceny na miejscu, w manufakturze były zdecydowanie niższe niż w europejskich sklepach. Za ok. 500 g zapłaciłem po (niewielkich negocjacjach) równowartość 50 dolarów. W Krakowie widziałem 100 g kopi luwak po 250 zł- niezła przebitka. Co powiedzieli znajomi po spróbowaniu najdroższej kawy świata? Również stwierdzili, że szału nie ma… 🙂

Dolina Harau.

Harau

HarauDo doliny Harau pojechałem następnego dnia. Moim przewodnikiem był nauczyciel angielskiego z liceum w Bukittinggi. Na zwiedzanie wybraliśmy się jego skuterem. Okolice, w które pojechaliśmy zrobiły na mnie wrażenie jednych z najbardziej urokliwych na Sumatrze. Wysokie wapienne zbocza porośnięte gęstą zielenią, małe wioski i tarasowe uprawy ryżu na dnie doliny. Harau bogate jest w liczne wodospady, jeziorka i strumienie.

Harau Bukittinggi Sumatra
jeden z wielu wodospadów w dolinie Harau

Ciągnie się na długości 6 km długości i posiada kilka odgałęzień. Jest miejscem chętnie odwiedzanym przez mieszkańców Bukittingi i okolic. Ludzie tam biwakują, spacerują i cieszą się otoczeniem, ale jednocześnie jest tam całkiem czysto i spokojnie. Mnie się dolina skojarzyła z naszym, swojskim Ojcowem przeniesionym w zupełnie inne, tropikalne klimaty. No i wody było tam zdecydowanie więcej!

bukittinggi
pola ryżowe w dolinie

Na sam koniec wycieczki pojechaliśmy na górę, na której znajduje się punkt o nazwie Toman Panorama. Zdecydowałem się wstąpić do pobliskiej jaskini. Szaty naciekowej prawie w niej nie zauważyłem, ale tysiące zamieszkujących ją nietoperzy zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Zostałem na wzgórzu, czekając na zachód słońca. Chwila odpoczynku w pięknych okolicznościach przyrody.

Smutne wieści w drodze nad Maninjau.

Następnego dnia pożegnałem malownicze okolice Bukittinggi. Poznałem kolejnego przewodnika, z którym wyruszyłem w 40-sto kilometrową trasę wiodącą przez dżunglę, która miała nas doprowadzić w okolice jeziora Maninjau. Nie brakowało licznych przepraw przez rzekę. Wędrowaliśmy dnem kanionu wykorzystując strumień jako drogę. Pogoda nie była naszym sojusznikiem. Cały pierwszy dzień szliśmy w deszczu. Pomimo to tempo, jakie sobie narzuciliśmy było całkiem spore. Dżungla nie zawiodła mnie i tym razem. Podczas intensywnego marszu miałem okazję obserwować wiele interesujących zwierząt.  Na nocleg rozbiliśmy się już całkiem niedaleko Maninjau. Deszcz przestał padać, więc spanie w szałasie w środku tropikalnego, deszczowego lasu było całkiem przyzwoite. Tylu gwiazd na niebie nie widziałem już od dawna. Podczas tej nocy jeszcze nie wiedziałem, że jedynie lekko przez nas wyczuwalne nad Maninjau  trzęsienie ziemi spowodowało falę tsunami uderzającą w Wyspy Mentawai i zachodnie wybrzeże Sumatry. O setkach ofiar tragicznego wydarzenia dowiedziałem się dopiero po zejściu nad jezioro. To też było przyczyną zmiany planów na dalszą podróż przez Sumatrę…