Blue Grotto nie do końca na luzie i Falconry Centre na osłodę.

Droga do blue grotto

Kolejny dzień. Wstajemy wcześnie rano.  Już o 6 jesteśmy na przystanku, pouczeni przez Michaela, że jedną z największych atrakcji przyrodniczych Malty warto zwiedzić jak najwcześniej rano. Niestety, zasugerowaliśmy się naszym rozumieniem słowa „rano”, a należało wziąć poprawkę na standardy maltańskie. Te są nieco inne niż w ojczyźnie ludu zmierzającego do pracy o 5.00. Tam „rano” oznacza 8.00, w porywach 9. Zamiast sprawdzić w przewodniku (swoją drogą o przewodniku Bradt „Malta” jeszcze trochę napiszę, kapitalna książka!) godziny rozpoczęcia rejsów do groty, my zadowoleni z siebie, aczkolwiek lekko niedospani zdążaliśmy autobusem pełnym wracających z nocnych prac tudzież rozrywek Maltańczyków. Naszym celem była miejscowość Żurrieq, skąd do Blue Grotto jest ok 2 km. Docieramy do Żurrieq bez problemów, ale jako że autobus jadący stamtąd do groty (nr 221) kursuje co godzinę, i właśnie nam uciekł, postanawiamy zrobić sobie mały spacer. Idziemy w pięknych okolicznościach przyrody:

Po półgodzinnym spacerze docieramy do miejsca, gdzie powinna być przystań łodzi odpływających z grupami chętnych do odwiedzenia jaskiń. I rzeczywiście jest. Ale jest też 7.00 i nie ma tam żywego ducha. Pozamykane są wszystkie sklepiki, wiatr hula pośród pustkowia, psi wyją w ruinach… Dobra, z tymi psami to przesada. Nie wyły… 🙂

Cóż, lekka konsternacja się pojawiła. Może akurat łodzie nie pływają? Może trzeba rezerwację wcześniej??? Nie wiemy… Ratuje nas dziadek z wędką, stwierdzający że w zasadzie to jest jeszcze noc i pierwsze kursy to tak ok 9.00 wypływają-wcześnie rano-jak raczył był zauważyć. No cóż… Została nam eskapada wybrzeżem, kontemplacja morza, a dla mnie podziwianie takich oto widoków :

Wyspa w tle to Filfla, ale akurat nie ona jest tu najważniejsza 😉

Obraz 063

 

Blue Grotto

 

Po 8 stawiamy się powtórnie na nabrzeżu, tym razem zaczyna coś się dziać, jest kilku ludzi, szykują łodzie. Popłyniemy w pierwszej. To gwarantuje spokój i brak przeszkód w zobaczeniu wszystkich grot, zwłaszcza tego co jest w nich najpiękniejsze – niesamowitej gry kolorów i światła na wodzie. Zakup biletów, krótki instruktaż, wydanie kapoków i płyniemy! Groty są w zasadzie resztkami podwodnych systemów jaskiniowych, które dostępne dla eksploracji są z poziomu można, zejścia po klifach do nich nie ma. Jest ich kilka i każdy oferuje inne atrakcje świetlne. Trudno na zdjęciach pokazać, jak to wygląda w rzeczywistości. Nic tego nie oddaje, ani zdjęcia, ani filmy. Miejsce warte zobaczenia szczególnie w godzinach porannych. Później zmiana położenia słońca sprawia że nie zobaczy się już tej głębi kolorów. Przejrzystość wody także powala. Warto dodać, że tutejsze wody są świetnym miejscem nurkowym. Mekką nurków w tej okolicy jest wrak Um El Faroud. Pozostałość olbrzymiego tankowca sprawiająca niesamowite wrażenie pod wodą.

Obraz 144

Obraz 079Tutaj mały przykład jakich kolorów możecie się spodziewać. Trzeba to po prostu zobaczyć na żywo. Bilet w 2014 kosztował 8 euro, najlepiej być ok. 8.00, wtedy jest szansa załapać się na jedną z pierwszych łodzi i wynieść najlepsze wrażenia.

My tymczasem zbieramy się powoli w kierunku autobusu. Nr 221 dojeżdża pod samą przystań łodzi i według rozkładu ma być za 10 min. Po ok. 20 min. autobusu brak, w zamian pojawia się „przyjazny Maltańczyk” w postaci dziadka, który życzliwie informuje, że autobus nie jeździ. Wydaje nam się to podejrzane, ale dziadek jest przekonujący. Doradza wejście na drogę główną, gdzie mamy na niego poczekać, on pomoże. Idąc oczywiście mija nas autobus, spóźniony tylko o ok pół godziny (lub pół godziny za wcześnie, zależy jak patrzeć). Kilka niecenzuralnych słów pod adresem dziadka ląduje, a kilka zostaje mu dołożonych, gdy pojawi się na górze i tradycyjnie zażąda za „pomoc” jedynie 20 euro! Okazał się nielicencjonowanym taksówkarzem, którzy tam też się pojawiają jak się okazuje, dlatego doradzam: strzeżcie się złotów i nie wierzcie im! Autobus jeździ, mimo że niepunktualnie.

Przez miłego „złotówę” i jego intrygę musimy czekać na kolejny kurs. Ten oczywiście jest spóźniony, więc szybka decyzja. Z braku czasu odpuszczamy neolityczne świątynie Hagar Qim, a udajemy się prosto do Siggiewi, gdzie mieści się mało znana atrakcja w postaci Malta Falconry Centre. Jest to ośrodek hodowli i przywracania do warunków naturalnych ptaków drapieżnych. Skupia się głównie na utrzymaniu gatunku sokoła wędrownego-  zwanego tu chyba dla uznania dzieła artystycznego- sokołem maltańskim. Samo miejsce jest kapitalne i warto by stało się jednym z „must see” dla każdego odwiedzającego Maltę, a już na pewno dla ludzi zainteresowanych ornitologią.

Malta Falconry Centre

Jednak by Centrum zobaczyć trzeba najpierw je odnaleźć. Nie jest to łatwe, zwłaszcza że Myszy daje się we znaki śródziemnomorskie słoneczko. Jest naprawdę gorąco, znaków wskazujących drogę do Centrum nie ma, a lokalni mieszkańcy kierują w całkowicie rozbieżne strony, chcą pomóc, ale chyba nie za bardzo wiedzą o co chodzi. Po niecałej godzinie i z niewielką pomocą tym razem zorientowanego człowieka znajdujemy właściwą drogę. Tu mała rada. Gdy będziecie w Siggiewi trzeba iść na skrzyżowanie dróg na południe od miasteczka, z przystanku autobusowego na centralnym placu należy iść w dół. Skrzyżowanie jest duże, my musimy iść w kierunku do Qrendi, oznaczeń brak, to jest droga po lewej stronie od ruin przy skrzyżowaniu. Polecam ściągnąć mapkę ze strony centrum, może pomóc. Po ok 100 m pojawia się drogowskaz w postaci strzałki. Mijamy jeszcze prywatną posesję i znajdujemy się przed niepozornym budynkiem centrum. Jest ono czynne codziennie, godziny są podane na ich stronie: http://www.maltafalconrycentre.com Bilet kosztował w 2014 r 6 euro, ale z Malta Pass wstęp jest za darmo.

W środku pierwsze co rzuca się w oczy to klatki z dużymi ptakami. Jest i orzeł przedni, i sępy, i biały orzeł amerykański w towarzystwie afrykańskiego rybołowa z resztą. Jest też część otwarta. Tu są jastrzębie, harrisy, sowy. Tu spotykamy sympatycznych opiekunów tego miejsca, opowiadają nam historie, najczęściej smutne o tym jak te ptaki się tam znalazły. Można tez sporo dowiedzieć się o ich zwyczajach, opiece nad nimi.

Obraz 212

Nie ma też problemu by wybrane, oswojone z obcymi ptaki wziąć na rękę i przyjrzeć im się z bliska.

Wreszcie udajemy się zobaczyć dumę ośrodka, czyli uratowane i przywracane do życia na wolności sokoły.

Żegnani przez bażanta (okupującego wolierę z sępami…) opuszczamy to przyjazne miejsce z nadzieją, że jeszcze kiedyś tam wrócimy. Intensywny dzień powoli dobiega końca. Jutro jedziemy na północ wyspy.