Berastagi – wulkany i wodospady.

Mój kolejny cel – Berastagi to małe miasteczko 70 km na południe od Medan, zamieszkałe przez grupę etniczną Bataków – Karo. Słynne jest przede wszystkim z dwóch pobliskich wulkanów: Sibayak o wysokości 2212 m. (uśpiony) i Sinabung wysoki na 2460 m. (aktywny, wybucha często, w czasie mojego pobytu, w 2010 wybuchł na miesiąc przed moim przyjazdem). W okolicy są też gorące źródła i sporo upraw owoców. Jadę tam z Medan widokową drogą za 20000 rupii, w autobusie już nieco mniej klimatycznym, za to strasznie zatłoczonym. Moim celem jest Sibayak, chcę na niego wejść, a później skorzystać z gorących wulkanicznych źródeł.
W miasteczku zatrzymuję się w hotelu Wisma Sibayak Guesthouse http://www.tripadvisor.com/Hotel_Review-g469407-d1749948-Reviews-Wisma_Sibayak_Guest_House-Berastagi_North_Sumatra_Sumatra.html . Wówczas było to niedrogie, ale sensowne miejsce z fajną kuchnią, jedyną jego wadą był hałas dobiegający z drogi i sąsiedniej szkoły. Jednak dziś miejsce znacznie straciło na jakości, radzę dobrze je sprawdzić przed podjęciem decyzji o noclegu. Ceny obecnie także są za wysokie jak na standardy indonezyjskie.
W miasteczku robię szybkie zakupy na targu. Jako wielki miłośnik owoców wszelakich (w zasadzie mógłbym żywić się tylko nimi 😉 ) mam tutaj raj. Dostępne są różne odmiany marakui, których kupuję na zapas, świetne mango, ananasy, banany, papaje, dużo salaków (za tymi owocami nie przepadam), są też moje ulubione mangostany. Ten owoc polecam każdemu. Trudno dostępny w Europie ze względu na małą wytrzymałość na transport, tam jest łatwy do kupienia i można się nim zajadać. Zjada się białą zawartość, łatwo ją wydobyć z twardej, lekko zdrewniałej skórki. Smak ma rewelacyjny! Słodki, ale nie narzucający się z lekką nutą kwasowości. Najlepszy owoc jaki jadłem.(zdj. Matt Saunders lic. CC)
Po zakupach krótki spacerek na punkt widokowy w pobliżu miasteczka. Oglądam cel mojej jutrzejszej wyprawy.
pic_0038_wm Następnego dnia rano łapię busik do punktu startowego trekkingów na wulkan. Gdy już tam przyjeżdżam płace 3000 rupii, wpisuję się w specjalną księgę i ruszam, widzę po wpisach, ze przede mną idą już 4 osoby: dwójka Niemców, Francuz i Polka. Liczę że ich dogonię, ale jak się okazuje nie było to łatwe. Dlaczego? Praktycznie całą drogę towarzyszyła mi „asysta” dzieciaków z miejscowych szkół. Mieli jakiś dzień festiwalowy (takich w Indonezji jest dużo), co było oczywiście powodem do wolnego, ale by nie tracić czasu nauczyciele zlecili im zadanie „polowania” na białych i doskonalenia angielskiego. pic_0039_wm
Ponieważ towarzystwo mimo że hałaśliwe było jednak całkiem fajne, szło mi się z nimi dobrze, jednak powoli. Gdzieś w połowie drogi zrezygnowali a ja zostałem na niej sam. Droga w górę do pewnego momentu jest bardzo łatwa, to asfaltówka.
pic_0042_wm Idzie się spokojnie, mając las po obydwu stronach, w lesie masa ptaków, za mną coraz lepiej widoczny Sinabung, leży kilkanaście kilometrów od Berastagi i zagraża całej okolicy. pic_0041_wm
Problemy zaczynają się nieco wyżej. Dla mnie praktycznie tuż przed szczytem pojawił się jeszcze jeden kłopot, który na samą koronę krateru nie pozwolił mi dotrzeć, a mianowicie zawroty głowy związane z lękiem wysokości. Na krótkim odcinku wejście było dość mocno eksponowane i to wystarczyło bym praktycznie stracił równowagę i szansę na przejście dalej. Ech… mimo walki z tą przypadłością potrafi mi ona ciągle wiele zepsuć, pocieszam się że jest coraz lepiej, i coraz rzadziej daje o sobie znać, wtedy jednak przeszkodziła i trzeba było się poddać. Gdy ktoś zechce spróbować i wyjść mogę powiedzieć, ze na wyjście trzeba zarezerwować około 5 godzin, sporo zależy od tempa marszu, góra jest łatwa technicznie i sam szlak jest wręcz oczywisty, raczej nie będzie potrzeby by go szukać, zwracajcie jedynie uwagę na końcu asfaltówki by znaleźć ścieżkę, wchodzi ona w las na wysokości progu skalnego po lewej stronie, trzeba na ten próg się wspiąć.

pic_0044_wmpic_0045_wmpic_0046_wmpic_0047_wm
Ja schodzę już w dół, oczywiście dwa razy szybciej to trwa niż wspinaczka, po drodze jeszcze rzucam okiem na niezdobytą dla mnie górę.
pic_0049_wm Na dole czekają na mnie gorące źródła. Cóż, można powiedzieć że jest to słaba atrakcja w kraju gdzie i tak jest gorąco… Okazuje się jednak że nie. Tutejsze wody bardzo fajnie koją ból mięśni po podejściu, można wymoczyć się w basenach o różnej temperaturze. Estetyka typowo indonezyjska, te baseny są na prywatnych posesjach ludzi, ale jest czysto a koszt niewielki. Tam też spotykam tych którzy wyszli przede mną: Niemców oraz sympatyczną parę Polkę i Francuza. Busem do Berastagi wracamy już razem, przy okazji słucham ich historii z Pulau Weh i zapamiętuję by kiedyś w życiu choć raz tę wyspę położoną na północnej stronie Sumatry odwiedzić. Czas opuścić mi Berastagi z poczuciem niedosytu. Jadę nad jezioro Toba, zamierzam sobie poprawić humor małym przystankiem i obejrzeniem wodospadu Sipiso Piso. Ma on 120 metrów wysokości i wpada do kaldery jeziora Toba. Są to tereny zamieszkałe przez plemię Bataków, nad samym wodospadem chcę zatrzymać się tylko na godzinę – dwie i jechać dalej, jednak na skutek zbiegu okoliczności spędzę tam dwa dni. By wodospad zobaczyć docieram z przesiadkami do wioski Tongging, pomaga mi tu przewodnik Lonely Planet, który, co wyjątkowe, dość precyzyjnie i dobrze opisuje jak tam dotrzeć. Już na przystanku „atakują” mnie posiadacze becaków oferujący swoje usługi. Wolę spacer, ale jeden jest szczególnie aktywny i nie odpuszcza, w końcu decyduję się posłuchać jego propozycji i tak poznaję Adiego. Adi pracuje obwożąc turystów, sam jest mieszkańcem wioski, gdzie żyje ze swoją Mamą, becak to jego jedyne zajęcie i źródło dochodów dla niego i jego rodziny. Gadamy ładną chwilę i w końcu wsiadam na jego pojazd, bardziej z chęci rozmowy niż znużenia drogą. Wodospad rzeczywiście piękny, można z jednej strony patrzeć na niego, a za plecami mieć piękny widok na Toba, jedno z najciekawszych jezior nie tylko na Sumatrze.
pic_0051_wmpic_0056_wmpic_0060_wm

Spokojnie schodzimy z Adim ku wodospadowi i spotykamy po drodze jego kuzynkę. W czasie rozmowy rodzi się pomysł by pojechać do wiosek Bataków nad północnym Toba, ale dopiero następnego dnia, do tego czasu Adi zaprasza do siebie. Nie chcę robić kłopotu swoją osoba, ale Batakowie i w ogóle Indonezyjczycy inaczej postrzegają gościnę. To ogólnie powód do radości, no i ciekawość białego jest tu ciągle duża. Adi nie chce kasy za kurs becakiem, ani za planowaną wycieczkę. Ona ma być przyjemnością, a ja mam jedynie partycypować w kosztach paliwa. Oczywiście nim zostanę na noc w wiosce muszę poznać jej „starszego”, odpowiednik takiego naszego sołtysa. To wujek Adiego. Trafiamy oczywiście na spotkanie licznej rodziny, połączone z konsumpcją i oglądaniem jednego z nielicznych w wiosce telewizorów. Dołączam, do biesiadników. Każdy chce wiedzieć standardowe w Indonezji sprawy: skąd jestem? Ile mam lat? Czy mam żonę, dzieci? Jaka jest moja religia (większość Bataków to chrześcijanie – protestanci)? Grad pytań przerywa „starszy”, obdarzony tu wysokim szacunkiem, zresztą jest też posiadaczem kapelusza który ku mojemu zaskoczeniu znacznie podnosi mu respekt, mimo że dla mnie to zwyczajne nakrycie głowy. Adi twierdził że ten kapelusz jest obiektem pożądania licznych mieszkańców wioski, jako że zostawił go „starszemu” jakiś Jankes, z zapewnieniem że kto go będzie nosił będzie tu rządził. Rzecz miała miejsce lata temu, a oni ciągle wierzą w to i tego się trzymają. Ot, co kraj to obyczaj 😉 „Starszy” wita mnie, trochę rozmawiamy z pośrednictwem Adiego, gdyż ja z indonezyjskim nietęgo, on po angielsku ni w ząb.

pic_0080_wmpic_0082_wmpic_0086_wm Jako że wieczór zbliża się wielkimi krokami postanawiam jeszcze coś kupić i wspólnie z Adim i jego Mamą zjeść kolację. Jak się okazuje dołączyła do nas gromada jego kuzynów z dziećmi, pojawił się „tuak” czyli ichniejszy bimber palmowy, ja dostarczyłem piwo. Wieczór mijał na zabawie i oczywiście rozmowach.
pic_0084_wmpic_0085_wm Rano z nieco ciężkimi głowami, ale w świetnym nastroju zbieramy się z Adim, jego kuzynką i jej chłopakiem. Jedziemy świetną widokową drogą w dół kaldery Toba, a następnie drogą wzdłuż zachodniego brzegu jeziora, z widokiem na wyspę Samosir. Po drodze mijamy wioski Bataków, co jakiś czas zatrzymujemy się , kąpiemy w jeziorze, ogólnie pełen luz.
pic_0078_wmpic_0064_wm Adi chce mi pokazać grobowiec Silahisabungan i około południa tam docieramy. Miejsce to, jak stara się mi wytłumaczyć, ma duże znaczenie historyczne i religijne dla Bataków. Silahisabungan jest w jakiś sposób związany z ich „genesis”, ale do końca nie mogłem tego zrozumieć, brakuje mi pewnego obycia w ich wierzeniach i zwyczajach. Jest też ten grobowiec obiektem kultu tych, którzy jeszcze pierwotną religię Bataków w nieco zmienionej formie wyznają. Spora grupa współplemieńców moich gospodarzy modli się tam w ciszy. Na jego ścianach widać sceny związane z historią i wierzeniami ich ludu.

pic_0067_wmpic_0069_wmpic_0071_wmpic_0072_wm Praktycznie brak tam turystów. Skupiają się oni na wyspie Samosir, a otoczenie jeziora jest praktycznie od nich wolne. Tym bardziej ciesze się że zostałem. Takie delikatne zapoznanie się z kulturą Bataków z trochę innej pozycji. Tymczasem na mnie już czas. Wracamy inną drogą do Tongging, po drodze jeszcze szybki posiłek, dziękuję Adiemu i jego rodzinie za gościnę, serdeczność i otwartość tych ludzi zostaje w moim sercu… Na mnie czas, łapiemy transport do Parapat skąd wypłynę na wyspę Samosir właśnie, ale o tym już następnym razem 🙂 pic_0074_wm

  • Taki sposób zwiedzania najlepszy. Nie ma to jak spędzać czas z lokalsami. Zobaczyć można o wiele więcej niż „standardowy” turysta 🙂

    • Zdecydowanie tak! Nie tylko masa wrażeń z pobytu z Nimi, ale znają także świetne miejsca niedostępne i nie opisywane w przewodnikach.

  • Rewelacyjne widoki! Świetnie, że udało ci się nawiązać kontakt z miejscowymi, takie wyprawy zawsze mają największą wartość.

    • Zdecydowanie! Staram się właśnie być jak najwięcej z miejscowymi, nie zawsze o tym piszę, ale tu byłem świadomy że Oni tego chcą i nikogo nie urażę wykorzystaniem naszych historii bez jego zgody. Ogólnie uważam że ciekawych ludzi można spotkać wszędzie a istotą wypadów backpakerskich powinien być jak najbliższy kontakt z nimi w podróży.