Berastagi- wulkany, wodospad i plemię Bataków.

Berastagi: miasteczko w północnej Sumatrze.

Berastagi to małe miasteczko mniej więcej 70 km na południe od miejscowości Medan. Mieści się w północnej części Sumatry. Zamieszkuje je grupa etniczna Batakowie – Karo, a jego okolice znane są przede wszystkim dzięki dwóm, pobliskim wulkanom. Jednym z nich jest Sibayak (2212 m.)- wulkan uśpiony, a drugim Sinabung (2460 m.)- wulkan aktywny i wybuchający stosunkowo często. Przyjechałem tam z Medan autobusem za 20000 rupii. Autobus był mocno zatłoczony, ale trasa, którą jechał była niesamowicie atrakcyjna widokowo. Zarezerwowałem nocleg i wybrałem się na zakupy. W trakcie krótkiego spaceru przez miasteczko oglądałem mój jutrzejszy cel: wulkan Sibayak.

Sibayak Berastagi
rzut okiem na wulkan Sibayak

Lęk wysokości na Sibayak.

Następnego dnia rano złapałem busik jadący do punktu startowego trekkingów na wulkan. Zanim wymaszerowałem zapłaciłem 3000 rupii i wpisałem się do księgi z rejestrem wychodzących na szlak. Zauważyłem, że tuż przede mną wpisały się 4 osoby: dwójka Niemców, Francuz i Polka. Liczyłem, że ich dogonię, ale nie było to takie łatwe. Dlaczego? Praktycznie całą drogę asystowały mi dzieciaki z miejscowych szkół. Mieli jakiś dzień festiwalowy- takich w Indonezji jest dużo-, co było oczywiście powodem do dnia wolnego od nauki. Nauczyciele zlecili im jednak polowanie na białych,żeby mogli podszlifować swoją umiejętność rozmowy po angielsku. Młode towarzystwo było bardzo hałaśliwe, ale sympatyczne. Szło mi się z nimi dobrze, jednak bardzo powoli.dzieci w berastagiGdzieś w połowie drogi ostatecznie zrezygnowali, a ja zostałem sam. Droga w górę na wulkan na tym odcinku była bardzo łatwa. Była ubita i utwardzona asfaltem, więc maszerowałem spokojnie, mijając las po obydwu stronach drogi. A w lesie całą masę ptaków! Im bardziej się wspinałem, tym lepiej widziałem również drugi wulkan Sinabung, położony kilkanaście kilometrów za moimi plecami.

Sinabung Berastagi
Widok na wulkan Sinabung ze szlaku na Sibayak

Ten, w odróżnieniu do Sibayak jest cały czas aktywny i zagrażał całej okolicy. Moje problemy zaczynały się pojawiać z każdym metrem pokonanym w górę. Niestety, cierpię na paraliżujący lęk wysokości. Odcinek szlaku w kierunku korony krateru był mocno wyeksponowany, a u mnie na takiej wysokości momentalnie zaczynają się zawroty głowy.

Zbliżęnie na kalderę Sibayak
Zbliżenie na kalderę Sibayak

Zbliżęnie na kalderę SibayakPomimo walki z tą słabością zrezygnowałem- miałem wrażenie, że stracę równowagę i spadnę w dół 😉 . Jeśli ktoś z Was ma to samo, co ja, doskonale potrafi sobie wyobrazić, jakie to potrafi być frustrujące. No cóż… nie zaryzykowałem i zacząłem zejście. Na dole znajdował się obszar z gorącymi źródłami. Niektórzy mogą powiedzieć, że jest to słaba atrakcja w kraju, gdzie i tak jest gorąco. Okazało się, że tamtejsze wody bardzo fajnie koją ból mięśni po podejściu. Można wymoczyć się w basenach z wodą o różnej temperaturze. Estetyka miejsca była typowo indonezyjska. Baseny znajdują się na prywatnych posesjach, ale mieszkańcy dbają o porządek i nie są pazerni na pieniądze. Dopiero w gorących źródłach spotkałem ludzi, którzy przede mną wyszli na szlak. Wspólnie wróciliśmy busem do Berastagi. Nazajutrz opuściłem miasteczko i skierowałem się do kolejnego miejsca na Sumatrze. Wyjeżdżałem rzecz jasna z uczuciem niedosytu. Tak oto lęk wysokości załatwił mój trek na Sibayak…

Z Berastagi nad Toba.

trasa wokół jeziora Toba
okolice jeziora Toba

Wyruszyłem w kierunku jeziora Toba. Na poprawę humoru zamierzałem zatrzymać się na parę chwil w tamtej okolicy i podejść do wodospadu Sipiso Piso. Okoliczne tereny zamieszkuje plemię Bataków– ludzie sympatyczni i ciekawi przyjezdnych. Między innymi to sprawiło, że kilka godzin nad wodospadem zamieniło się w dwa dni spędzone w okolicy jeziora.

Wodospad Sipiso Piso.

Wiedziałem o nim, że wygląda dość spektakularnie. Ma wysokość 120 metrów i spada w dół do kaldery, którą zalewa jezioro Toba. Zapowiadało się naprawdę fajnie. Po paru przesiadkach dotarłem do wioski Tongging.  Wpomagałem się przewodnikiem Lonely Planet, który- co wyjątkowe- dość precyzyjnie i dobrze opisywał, jak tam dotrzeć. Już na przystanku  w miejscowości zaatakowali mnie posiadacze becaków oferując swoje usługi przewozowe. Upierałem się, że wolę spacer, ale jeden z nich był szczególnie zaangażowany w próbę przekonania mnie do podwózki. W taki sposób poznałem Adiego, który zarabiał na obwożeniu turystów i było to jedyne źródło dochodu dla niego i jego rodziny. Nie byłem zmęczony i mogłem na spokojnie maszerować do wodospadu, ale dałem się Adiemu przekonać zachęcony dodatkowo możliwością rozmowy z miejscowym. Skierowaliśmy się do Sipiso Piso. Wodospad rzeczywiście wyglądał pięknie.

wodospad Sipiso Piso
wodospad Sipiso Piso

Gdy nacieszyłem się jego widokiem odwracałem się i mogłem podziwiać pięknie położone jezioro Toba- jedno z najciekawszych nie tylko na Sumatrze. Podczas pogawędki Adi zaproponował mi pomoc w dotarciu do ludzi na północy jeziora. Tego dnia nie zostało już wiele czasu na taką wyprawę i zostałem zaproszony na nocleg w jego domu. Początkowo się wzbraniałem nie chcąc robić kłopotu. Adi dość szybko przekonał mnie, że jestem w błędzie, bo miejscowi są bardzo ciekawi ludzi, którzy przyjeżdżają z tak daleka. W taki sposób znalazłem się w gościnie u indonezyjskiej rodziny na Sumatrze, a Adi powiedział, że nie weźmie ode mnie pieniędzy za kurs. Poprosił mnie tylko o zwrot połowy kosztów paliwa. Byłem pod wrażeniem jego serdeczności!

Wizyta u rodziny w plemieniu Bataków.

Z mieszkańcami Tongging
Z mieszkańcami Tongging

Zanim nastała noc i pora spania bezwzględnie musiałem poznać starszego miejscowości, w której mieszkała rodzina Adiego. Starszy to odpowiednik naszego sołtysa, a w tym przypadku był to również wujek mojego nowo poznanego towarzysza. W domu go nie zastaliśmy, lecz trafiliśmy na zgromadzenie licznej rodziny, która jedząc kolację czas umilała sobie oglądaniem programów, na jednym z nielicznych w wiosce telewizorów. Początkowo z nieśmiałością dołączyłem do biesiadników, jednak członkowie rodziny dość szybko zasypali mnie gradem pytań. Każdy chciał wiedzieć skąd jestem, ile mam lat, czy mam żonę i dzieci? Adi dzielnie tłumaczył z angielskiego również, jakie jest moje wyznanie i religia. Ze zdziwieniem przyjąłem informację, że większość Bataków to protestanccy chrześcijanie. Grad pytań ostatecznie przerwał starszy wchodząc do domu. Zorientowałem się, że jest darzony przez wszystkich wysokim szacunkiem. Jak to na ogół w takich miejscach bywa, na głowie miał on kapelusz, który dodatkowo miał podnosić jego znaczenie wśród społeczności. Adi to tylko potwierdził. Kapelusz starszego był obiektem pożądania wszystkich wokół.

Szef lokalnej społeczności w kapeluszu
Szef lokalnej społeczności w kapeluszu

Opowiedział, że kilka lat temu gość z Ameryki wręczył starszemu to nakrycie głowy z zapewnieniem, że kto będzie je nosił, będzie tu też rządził. Z liderem społeczności rozmawiałem za pośrednictwem Adiego, bo ja z indonezyjskim nietęgo, on po angielsku ni w ząb. Zostałem ciepło i serdecznie przyjęty.

Dom, w którym spałem podczas wizyty w tongging
Dom, w którym spałem podczas wizyty w Tongging

Wieczór zbliżał się wielkimi krokami i postanowiłem w ramach choć małej rekompensaty za gościnność Adi’ego i jego mamy zrobić dla nas zakupy na kolację. Podczas posiłku dołączyła do nas gromada jego kuzynów z dziećmi.  Wśród towarzystwa zaczął krążyć tuak, czyli lokalny bimber palmowy. Od siebie dostarczyłem piwo, które wśród miejscowych było rarytasem. Wieczór minął na zabawie i niekończących się rozmowach. Moi gospodarze chcieli jak najwięcej dowiedzieć się o mnie i o Polsce, a ja z kolei byłem ciekawy wszystkiego, co dotyczyło ich. Rano z nieco ciężkimi głowami, ale za to w świetnych nastrojach wybraliśmy się z Adim, jego kuzynką i jej chłopakiem w trasę po okolicy.

Piękne Toba.

Jechaliśmy w dół świetnej widokowo drogi kierującej nas na dno kaldery Toba, a następnie wzdłuż zachodniego brzegu jeziora.

trasa wokół jeziora Toba
trasa wokół jeziora Toba

Tam roztaczały się przed nami wspaniałe widoki na wyspę Samosir. Po drodze mijaliśmy inne wioski zamieszkiwane przez Bataków. Totalny luz, co jakiś czas przerywany pływaniem w jeziorze Toba. Potem Adi pokazał mi okolicę, w której mieści się grobowiec Silahisabungan.

grobowiec Silahisabungan

Starał się mi wytłumaczyć, jak duże znaczenie historyczne i religijne dla Bataków ma to miejsce.  Silahisabungan jest w jakiś sposób związane z ich pojmowaniem genesis, ale do końca nie mogłem tego zrozumieć. Brakowało mi pewnego obycia w ich wierzeniach i zwyczajach. Grobowiec jest obiektem kultu wśród ludzi, którzy nadal wyznają pierwotną, choć nieco już zmienioną religię Bataków. Spora grupa ludzi modliła się tam w ciszy. Na ścianach grobowca widoczne są sceny związane z historią i wierzeniami Bataków.

grobowiec Silahisabungan

grobowiec SilahisabunganFascynujące i zupełnie nieturystyczne miejsce. Pod wieczór wróciliśmy do Tongging już inną drogą. Podczas kolacji podziękowałem moim gospodarzom za wspaniałe przyjęcie. Wizyta u nich była niesamowitym przeżyciem do dziś czuję wdzięczność, że miałem okazję przeżyć coś tak niesamowitego.