Porto po raz pierwszy.

Porto.

Miasto przez nas nie poznane, jedynie lekko „dotknięte”, a mimo wszystko wywołuje taki niedosyt, że ciągle planujemy jak i kiedy tam wrócić. Miasto specyficzne, z jednej strony bliskie, zachęcające otwartością ludzi, zabytkami i urokiem knajpek w starych dzielnicach, z drugiej miasto lekko niepokojące, potrafiące pokazać nieco inne oblicze – „żulerskich” zaułków, podwórek dawno nie odwiedzanych przez nikogo oprócz bezdomnych i pustostanów którym już nikt nie przywróci świetności. Miasto dobrej zabawy i jednocześnie pewnej nostalgii za czasami swojej świetności. Chyba jedno z najciekawszych miast Europy, miejsce przygód kulinarnych i zarazem nierozerwalnie związane z jednym z moich ulubionych napitków (któremu poświęcę nieco miejsca w osobnych wpisach).

Każdemu, kto chce poznać to miasto polecam się zgubić. Zrezygnujcie z planu, wiem że trasa turystyczna i atrakcje są tak blisko siebie, że każdy chce zaliczyć wszystkie, ale znajdźcie czas na spacery także poza nią. Bez planu, bez przewodnika, starając się być jak najbliżej miejscowych i ciesząc się urokami Porto, których nie brakuje na każdym kroku. Owoce morza w części portowej, francesinha w okolicach Almada, czy szklaneczka porto w barze nie odwiedzanym przez turystów na pewno wyryją się w Waszej pamięci na długo.

Jeżeli chcecie poznać zabytkową stronę miasta, wszystkie obiekty są blisko siebie, oczywista większość ma charakter sakralny. W Porto każdy kościół zaskakuje, każdy jest inny. Ale nie możecie pominąć w swojej podróży kościoła Karmelitów. Zresztą on jest tak charakterystyczny, że nie sposób go nie zauważyć będąc w pobliżu. Utrzymane w niebieskiej tonacji, ręcznie malowane azulejos, czyli płytki ozdabiają jego ściany zewnętrzne.

Igreja dos Carmelitos
Kościół Karmelitów

Warto podejść i przyjrzeć się przedstawianym scenom. Wykonanie świadczy o kunszcie twórców.

Azulejos

Wnętrze zaskakuje bogactwem detali.

Urok tego kościoła jest niepowtarzalny, to sprawia że wielu w nim turystów, ale spokojnie, nie poczujecie się przytłoczeni. Kościół powstał w XVIII wieku, tuż obok znajdziecie kościół Karmelitanek, a obydwa oddziela metrowej szerokości „dom”, a w zasadzie ściana z wąskimi pomieszczeniami za nią.

Niedaleko znajdziecie kościół Clerigos, ze słynną wieżą z której można podziwiać panoramę miasta, niestety, podczas naszej bytności zamkniętą.

Clerigos
Clerigos

Gdy stamtąd skierujecie się w stronę portu mnogość obiektów sakralnych będzie olbrzymia. Nie pomińcie mniej znanego, a zaskakującego bardzo harmonijnym i przyjemnym wnętrzem kościoła Miłosierdzia (Igreja da Misericordia) z XVI wieku.

Ogólnie miłośnicy zabytków sakralnych nie będą zawiedzeni.

Dla tych, którzy chcą poszukać czegoś innego, Porto proponuje dworzec Sao Bento. W zasadzie dworce kolejowe większości krajów to miejsca odstraszające. Niekiedy monumentalna architektura, jak choćby na budapesztańskim Keleti skrywa znacznie mniej ciekawe wnętrza. Często obiekty te, mimo fascynującej historii, straszą ruiną i zaniedbaniem w czasach obecnych. Ale nie Sao Bento. Budynek ciągle zachowuje funkcjonalność, ale nie dla niej przychodzą tam tłumy. Tym, co przyciąga turystów, są sceny historyczne i rodzajowe ułożone z azulejos w hali wejściowej. Niepowtarzalne, żadna fotografia tego nie odda. Tam zwyczajnie warto być.

Z Sao Bento idźcie ulicą Kwiatową (Rua das Flores) w kierunku nabrzeża rzeki Douro. Po drodze warto się rozglądać, fasady budynków i balkony zachwycą Was swoim pięknem.

 

Samo nabrzeże oferuje oprócz atrakcji kulinarnych, możliwość organizacji wycieczek łodziami, w tym także długich wypadów w górę rzeki do krainy gdzie powstają doskonałe wina. O słynnych mostach i mieście po drugiej stronie rzeki – czyli Vila Nova de Gaia wspominam tu tylko marginalnie.

Vila Nova de Gaia
Vila Nova de Gaia

Te rejony są nierozerwalnie związane z piwnicami wina porto. Tak jak wspominałem na początku wpisu, spodziewajcie się kilku słów o tych winach jak i o rejonach za rzeką Douro w najbliższej przyszłości. Tu jeszcze wspomnę o kilku ciekawych miejscach po stronie Porto. Jednym z nich jest księgarnia Lello & Irmao. Niegdyś było to miejsce kameralne, obecnie tłumy są takie, że nie dostaliśmy się do środka w rozsądnym czasie oczekiwania. Przyczyniła się do tego popularność książek o niejakim Harrym Potterze, których autorka szukała we wnętrzu inspiracji. Cóż, obecnie przerabiamy w Edynburgu podobne pielgrzymki do miejsc związanych z tą serią książek, jeżeli Wam się uda to do księgarni jednak warto wejść. Wnętrza zachęcają.

Nie wolno pominąć spaceru reprezentacyjną Avenida dos Aliados, który można zakończyć przed Ratuszem.

Wielbicielom starych tramwajów polecam natomiast przejażdżkę takowym w stronę wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Można poczuć się jak 100 lat temu 🙂

Stary tramwaj
Stary tramwaj

Oczywiście nie wszystkie miejsca tu wymieniłem, więcej, nie wymieniłem nawet połowy tych intrygujących. Ale bądźcie pewni, Porto Was oczaruje! Warto dać mu szansę odkrywając swoje rejony i obiekty. Zwłaszcza że obecnie stało się to miasto dość łatwo dostępne z Polski, dzięki tanim liniom lotniczym. Gdzie się zatrzymać? My wybraliśmy pensjonat „Almada” reklamujący się jako „hostel”, ale oferujący dużo lepsze niż przeciętny hostel warunki. To takie nasze małe odkrycie, wyjątkowo przyjemne miejsce. Pod tym linkiem: https://www.booking.com/hotel/pt/hospedaria-almada.pl.html?aid=304142;label=gen173nr-1FCAEoggJCAlhYSDNiBW5vcmVmaLYBiAEBmAEeuAELyAEP2AEB6AEB-AELqAID;sid=2a9c02dee71ed842138a2beb226988c8 znajdziecie nieco więcej szczegółów odnośnie tego obiektu. Polecam również lekturę wpisu o smakach Portugalii autorstwa Myszy, am kilka ciekawych namiarów gastronomicznych. Na koniec kilka zdjęć z nocnego, nie mniej intrygującego niż za dnia Porto.