Geologiczne atrakcje Flores – Rocha dos Bordoes, oraz jeziora Funda i Rasa

 

Trzeci dzień pobytu na Flores upłynął nam pod znakiem wycieczki do dwóch osobliwości geologicznych: „organów bazaltowych” Rocha dos Bordoes oraz położonych obok siebie, ale na różnych wysokościach jezior Lagoa Rasa i Lagoa Funda. Co ciekawe, obie te atrakcje rzadko są wymieniane na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o miejsca, które na Flores trzeba odwiedzić. Rocha dos Bordoes jest wręcz przez niektóre przewodniki internetowe uznawana za atrakcję niewartą uwagi. Naszym zdaniem niesłusznie. Jest imponująca swoimi rozmiarami i fascynująca dla każdego choć trochę zainteresowanego geologią atrakcją turystyczną. Ogólnie południowo – zachodnia część wyspy, gdzie leżą obie odwiedzone przez nas atrakcje jest niezwykle ciekawa krajobrazowo i geologicznie. Ale to nic dziwnego, jesteśmy przecież na zboczach wulkanu, który dał początek Flores.

Lagoa Rasa i Lagoa Funda

Dzień zaczynamy od przejścia z Faja Grande do rejonu dwóch jezior. Wiedzie tam droga odchodząca ze skrzyżowania na płaskowyżu Ladeira da Picada.

Droga, co trzeba podkreślić totalnie pusta i praktycznie nie używana. Idąc nią mijamy krzewy hortensji, niestety, jeszcze nie cieszące oczu barwami rozwiniętych kwiatów. Mijamy też pastwiska, ale już dawno nie używane i zarastające. Ten rejon wyspy jest również przekształcony na rezerwat przyrody. Torfowisko, niskie krzewinki i cały ogrom roślinności, mchów i porostów wegetuje w swoim tempie bez ,,pomocy” człowieka.

Na drodze jest tak cicho, że dosłownie słychać brzęczenie muchy. Niesamowicie czuć się tutaj jedność z naturą i siłę jej spokoju. Wspaniale wpływa to na nastrój.

Droga wyprowadza nas do biegnącej od strony Santa Cruz asfaltówki, widzimy położony niedaleko punkt widokowy na jezioro Rasa, ale kierowani sugestiami mapy i przewodnika omijamy go. Lagoa Rasa jest położonym na wysokości ok 600 m n.p.m. jeziorem leżącym w kalderze ukształtowanej dokładnie tak, jak wszystkie na Flores, poprzez działalność wulkaniczną (tutaj pisałem o tym szerzej).

Lagoa Rasa
Lagoa Rasa
Lagoa Funda
Lagoa Funda

Samo jezioro nie jest bardzo głębokie. Jego wschodni brzeg stanowi potężny wał bazaltowy o wysokości 100 metrów, będący jednocześnie brzegiem drugiego, położonego na wysokości 500 m n.p.m jeziora o nazwie Lagoa Funda. Grzbietem tego wąskiego wału biegnie droga, ale to nie ona zapewni nam najlepszy widok na oba jeziora jednocześnie. By zobaczyć je razem w najbardziej ciekawej perspektywie, trzeba udać się na mocno wspinającą się na wzgórza drogę na południu. To z niej, a dokładniej z pastwiska na szczycie, otwiera się najbardziej imponujący widok.

Widok panoramiczny na obydwa jeziora

Jezior położonych blisko siebie, ale na różnym poziomie jest na świecie wiele. Klasyczny przykład to choćby Morskie Oko i Czarny Staw w Tatrach. Co więc czyni te na Flores tak osobliwymi? Odpowiedź kryje się w wulkanicznej, a nie osuwiskowo- morenowej budowie „rygla” oddzielającego oba jeziora. Jego wyraźnie zarysowana w terenie monolityczna bryła i geologiczna geneza czynią go niesamowicie rzadkim przykładem naturalnej „tamy” bazaltowej, niezerodowanej i nie pozwalającej na połączenie obu zbiornikom. Imponująca wysokość ok. 100 metrów dodaje dramatyzmu krajobrazowi. Nie zepsuł tego nawet człowiek, budując drogę pomiędzy jeziorami. Będąc na Flores w tym miejscu zwyczajnie warto być.

Droga, która prowadzi stamtąd w stronę skrzyżowania do Lajedo- gdzie też chcemy się dostać- zasługuje też na osobną wzmiankę. Jest to najbardziej pochyły, dopuszczony do ruchu samochodowego odcinek drogowy na Flores. Z okolic jezior idziemy w dół, ale nawet zejście piechotą jest bardzo uciążliwe wskutek nachylenia terenu. Kierowca, który tu zawita musi liczyć na swoje niebagatelne umiejętności i doskonałą sprawność samochodu. Pech, gdy tego zabraknie!

Nam zejście uprzyjemniają kapitalne widoki na południową stronę wyspy, a samo zejście polega na dość znacznym pochyleniu ciała w tył, żeby na stromiźnie utrzymać pion 😉 forsowne ćwiczenie mięśni ud i bioder mamy w zupełnym gratisie… Perspektywa jest naprawdę szeroka!

Mijamy zejście do Lajedo, gdzie świetnie widać siodło i pozostałości jednego z mniejszych stożków wulkanicznych, po czym kierujemy się zupełnie pustą drogą na północ.

Już po ok. kilometrze zaczynają pojawiać się skały, co oznacza ze zbliżamy się do naszego drugiego celu.

Rocha dos Bordoes

 

Rocha dos Bordoes to wybitny świadek historii geologicznej wyspy i jedna z jej największych osobliwości.

To właśnie tutaj znajdował się komin wulkaniczny „potwora”, dzięki któremu Flores powstała i to tu zaczęła się historia wyspy. Pozostałości tych zdarzeń możemy obserwować w postaci monumentalnego grzbietu górskiego i odsłonięć lawy bazaltowej ułożonej w charakterystyczne sześciokątne słupy zwane tu „organami”.

Rocha dos Bordoes

Geneza tych słupów wiąże się nieodłącznie ze śmiercią wulkanu i jego wygasaniem. Komin lawowy z zasadowej, więc stosunkowo mało lepkiej lawy bazaltowej ulegał tu spękaniu po kontakcie z czynnikami zewnętrznymi; nie tylko powietrzem, ale i skałami otaczającymi. Im wolniejszy, a więc mający miejsce w głębszych warstwach był ten proces, tym bardzie regularne słupy powstawały i tym bardziej wyrazista jest ta formacja. Świetnie widać to właśnie na Rocha dos Bordoes, gdzie najpiękniej ukształtowane są warstwy nie najwyższe, ale te położone u podstawy odsłonięcia. Całe to miejsce jest porównywane ze słynną Groblą Olbrzyma w Irlandii, a miejscowi twierdzą, że jest nawet większe i bardziej imponujące niż tamta. Cóż, Grobli Olbrzyma na własne oczy (jeszcze) nie widzieliśmy, ale po analizie tematu wydaje nam się, że poza budulcem i genezą obydwie te formacje nie mają aż tyle wspólnego, by je porównywać i kłócić się o to, która jest większa. Jedno jest pewne: w Europie to dwa najlepsze przykłady tego tworu geologicznego. Poza Europą znajdziemy je na Syberii, w Mongolii czy Patagonii, ale na naszym kontynencie najlepiej obserwować to właśnie we wspomnianych miejscach.

Formacja ciągnie się na długości około dwóch kilometrów, ale to tylko odcinek wzdłuż drogi. W rzeczywistości jest znacznie rozleglejsza. Część skrywa las, z którego zresztą wypływa potok -na wielu odcinkach spadający wodospadem- i dodający skale uroku. U jej podstawy znajdują się gorące źródła – Aguas Calientes, wypełnione wrzącą siarkową wodą. Tych jednak nie widzieliśmy, zejście tam jest od strony drogi praktycznie niemożliwe, trzeba by próbować starym szlakiem z miejscowości Mosteiro.

Zostawiamy za sobą Rocha dos Bordoes z jej skalnymi „organami” i kierujemy się ku Faja Grande. Niestety, to nasz ostatni dzień na Flores, czas udać się na Sao Miguel. Wyjeżdżać będziemy z żalem. Mimo, że najważniejsze atrakcje przyrodnicze i geologiczne wyspy odkryły przed nami swoje tajemnice, zostaje z nami poczucie pewnego niedosytu (tak… zaczęliśmy nawet marzyć o małym domku tutaj i hobbystycznej hodowli kilku baranków na ,,stare lata”). Wyspa oczarowała nas swoim urokiem, serdecznością mieszkańców (prawdziwą i szczerą, o czym przekonywaliśmy się każdego dnia) i cudami przyrody. Na pewno będziemy chcieli tam wrócić na czas kwitnienia hortensji, od kwiatów przecież wyspa wzięła swoją nazwę. W okresie kwitnienia hortensji i innych krzewów przejścia szlakami są spektakularne. Jest to powódź błękitnych kwiatów, niestety dla nas, dopiero w okolicach maj-czerwiec.

Tuż za Rocha dos Bordoes łapiemy autostop, by nieco skrócić czas powrotu. Tu kilka słów poświęcę systemowi komunikacji na wyspie. Otóż sprawa nie wygląda obiecująco. Jeśli chodzi o komunikację autobusową, to jakąś regularność i pewność kursów zapewnia jedynie połączenie z Santa Cruz do Lajes. W innych zakątkach wyspy rozkład jest raczej umowny, np. do Faja Grande podobno jeździ autobus w tygodniu, ale godzin kursowania (rzekomo 2 kursy dziennie) nikt nie potrafił podać. Rozkładu też brak. A jeśli rozkładu brak radzę nie liczyć na podróż autobusem. W weekendy jakakolwiek komunikacja publiczna zamiera. W tej sytuacji rozwiązaniem jest autostop, który na wyspie działa fenomenalnie. Samochody zatrzymują się bez problemu. Mieszkańcy Flores doskonale rozumieją problemy komunikacyjne, w dodatku widząc turystów z plecakami są ciekawi, no i zwyczajnie są serdecznymi ludźmi skorymi do pomocy. Jeśli tylko w aucie będzie miejsce (czasami podróżują swoimi pickupami z żywym inwentarzem) to przejazd macie gwarantowany. Jest też opcja wynajmu tzw. ,,białego autka”. Na lotnisku widzieliśmy wypożyczalnię i właśnie w taki sposób sporo osób poznaje wyspę. Nie jesteśmy jednak w stanie podać ani szczegółów kontaktowych, ani cen. Taxi z Santa Cruz do Faja Grande -lub w odwrotnym kierunku- kosztuje ok. 17 euro (w rzeczywistości 20, bo prędzej ręka by uschła, niż czekała wyciągnięta po trzy euracze reszty…). To jedna z dłuższych tras, więc cena jest też jedną z najwyższych, bliższe kursy są tańsze. Jest też możliwość by umówić się z taksówkarzami w Santa Cruz na objazd po najważniejszych atrakcjach wyspy, cen jednak nie znamy. Oto namiary otrzymane od taksówkarza oferującego taką usługę: NOYA TOURS (Luis Freitas) tel 917 479 341 mail: luis-filipe-freitas@sapo.pt

My, wracając do historii, dostajemy się stopem do Faja Grande, gdzie czeka nas jeszcze ogarnięcie pakowania. Zaliczamy później piscinas naturais – naturalne baseny powstałe na wybrzeżu oceanu.

piscinas naturais Faja Grande flores

Ich sceneria jest niezwykła, za sprawą wulkanicznych skał, w których powstały, a woda jest krystalicznie czysta i zachęcająca do pływania. Niekiedy woda termiczna łączy się tam z morską, gwarantując fajną temperaturę kąpieli przez cały rok. Niekiedy tego nie ma, za to jest osłona od fal i szansa na dobrą zabawę.

Później udajemy się na ostatni wieczór do Johna’s Snack Bar. O tym, co to za miejsce, kim jest jego gospodarz Joao i co można zjeść lub wypić na Azorach (nie tylko na Flores) napiszemy w kolejnej części naszej relacji. Ludziom z Flores, temu, jak nas ugościli i uprzyjemnili pobyt należy się osobny wpis. Nie wiemy jak u Was ;-), ale podróże to dla nas przede wszystkim mieszkańcy odwiedzanych miejsc, natura z całym jej bogactwem i kuchnia lokalna rzecz jasna.

Nazajutrz ze smutkiem opuszczamy przytulny zakątek w Faja Grande…

DO ZOBACZENIA FLORES!!!

  • Pustka, zieleń i piękne krajobrazy, czyli to co tygryski lubią najberdziej 🙂

    Drogi o szalonym nachyleniu pamiętamy z Madery, całe szczęście, że wynajęty samochód dawał rady, bo mi zdarzało się kierować z zamkniętymi oczami 😉

    • Takiej pustki i ciszy nie mieliśmy w swoich podróżach od dawna, i bardzo za tym dzisiaj tęsknimy.
      Madera, hmmm… Nie ukrywam że dzięki inspiracji z Waszego bloga trafiła dość wysoko na listę celów, tyle że nam przyjdzie tamtejsze drogi poznawać pewnie z poziomu motocykla lub ewentualnie własnych nóg 😉